wypadek W Bochnia 

Widzisz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: wypadek W Bochnia





Temat: [pr] PKP zapłaci odszkodowanie rodzinie Janusza Kuliga
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3374414.html

PKP zapłaci odszkodowanie rodzinie Janusza Kuliga

Sid 26-05-2006 , ostatnia aktualizacja 26-05-2006 20:42

Trzysta tysięcy złotych jednorazowego odszkodowania wypłaci PKP żonie i
dzieciom Janusza Kuliga, tragicznie zmarłego kierowcy rajdowego. Wczoraj
doszło w tej sprawie do ugody między obiema stronami. Nie kończy ona jednak
całkowicie sporu.

Wybitny polski rajdowiec Janusz Kulig zginął dwa lata temu na przejeździe
kolejowym w Rzezawie koło Bochni. W jego samochód uderzył pociąg pospieszny.
Przejazd był strzeżony, ale dróżniczka nie opuściła szlabanu. Michalinę K.
strzegącą wtedy przejazdu sąd skazał za spowodowanie śmiertelnego wypadku na
dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz zakazał jej wykonywania
zawodu przez pięć lat. Wyrok jest już prawomocny.

Wdowa po Januszu Kuligu wystąpiła do PKP o kilkusettysięczne odszkodowanie i
renty dla dzieci. - Tu nie chodzi tylko o to, byśmy mieli za co żyć, ale by
kolej też lepiej troszczyła się o bezpieczeństwo - tłumaczyła. Początkowe
próby porozumienia się z PKP spełzły na niczym, dlatego żona tragicznie
zmarłego kierowcy zdecydowała się wnieść pozew do sądu.

Wczoraj na pierwszej rozprawie PKP niespodziewanie zgodziło się na ugodę w
sprawie wysokości jednorazowego odszkodowania dla rodziny rajdowca. Kolej
wypłaci tytułem zadośćuczynienia 300 tys. zł. - Dla mnie to pozytywne
rozwiązanie, gdyż początkowo w odpowiedzi na mój pozew kolej wniosła o
całkowite oddalenie naszych roszczeń - powiedziała nam wczoraj wdowa po
rajdowym mistrzu Polski.

- Nigdy nie kwestionowaliśmy roszczeń co do zasady, kwestią była tylko ich
wysokość - zapewniał pełnomocnik PKP mec. Wiktor Sadowicz.

Ugoda nie kończy jednak samego sporu, gdyż kolej kwestionuje jeszcze
wysokość proponowanych przez rodzinę rajdowca comiesięcznych rent dla żony i
dwóch córek (w sumie ok. 30 tys. zł miesięcznie) . W tej sprawie dalej toczy
się proces.





Temat: PKP będzie wypłacać renty rodzinie Janusz KuligaPKP będzi
Krakowski sąd apelacyjny zadecydował o wysokości rent odszkodowawczych, jakie
PKP Polskie Linie Kolejowe SA mają wypłacać wdowie i dwóm córkom kierowcy
rajdowego Janusza Kuliga, który zginął pod kołami pociągu na strzeżonym
przejeździe kolejowym.

Na mocy prawomocnego wyroku sądu, wdowa po Januszu Kuligu otrzymywać będzie
miesięcznie 7 tys. zł, a jej córki: 10-letnia Paulina - 3 tys. zł, a 2,5-
letnia Julia - półtora tys. zł. Są to kwoty prawie o połowę mniejsze, niż
zasądzone przez sąd pierwszej instancji.

Wcześniej, na mocy ugody, PKP wypłaciły rodzinie jednorazowe odszkodowanie w
wysokości 300 tys. zł. Stało się to na mocy ugody, zawartej zaraz na początku
rozpoczętego w maju ubiegłego roku procesu.

Nie doszło jednak do porozumienia w kwestii wysokości rent wypłacanych wdowie
i córkom Kuliga. Sąd przystąpił do przesłuchiwania świadków, aby ustalić,
jaka była pozycja materialna rodziny Kuligów i jak się obniżył standard jej
życia po śmierci Janusza Kuliga.

W wyroku sądu pierwszej instancji rodzinie zmarłego rajdowca zasądzono renty
odszkodowawcze w wysokości odpowiednio 15, 12 i 8 tys. zł miesięcznie. Od
tego wyroku odwołały się jednak PKP.

Sąd Apelacyjny, zmniejszając wysokość rent odszkodowawczych, stwierdził, iż
dochody rodziny rajdowca za jego życia były rzeczywiście ponadprzeciętne,
jednak sąd przy określaniu rent odszkodowawczych musi kierować się też
uzasadnionymi potrzebami wdowy i dzieci.

Janusz Kulig, trzykrotny mistrz Polski, zginął 13 lutego 2004 roku pod kołami
pociągu na strzeżonym przejeździe kolejowym w Rzezawie koło Bochni, na którym
dyżur pełniła 50-letnia dróżniczka. Kobieta nie opuściła szlabanów, przez co
kierowany przez Kuliga fiat stilo wjechał wprost pod pociąg pospieszny
relacji Zielona Góra-Zamość. Kierowca zginął na miejscu.

Za nieopuszczenie rogatek na strzeżonym przejeździe kolejowym i doprowadzenie
do śmiertelnego wypadku dróżniczka Michalina K. prawomocnie skazana została
na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Dodatkowo
sąd orzekł wobec kobiety zakaz wykonywania zawodu dróżniczki oraz zajmowania
innych stanowisk związanych z bezpieczeństwem na kolei na pięć lat.

wiadomosc.html?kat=1342&wid=8794110&rfbawp=1175188357.472&ticaid=13793







Temat: Awanse i spadki - reorganizacja lig
kolejne obliczenia

najbardziej optymistyczna wersja zaklada ze 4 zespol rozegra mecz barazowy :p

III Liga

Grupa 8 małopolska:

1 Unia Tarnów
2 Ponidzie Nida Pińczów
3 Naprzód Jędrzejów
4Wierna Małogoszcz
5Hutnik Kraków
6Puszcza Niepołomice
7 LKS Nieciecza
8 Dalin Myślenice
9 Glinik/Karpatia Gorlice
10 Garbarnia Kraków
11Czarni Połaniec
12Pogoń 1945 Staszów
13Lubrzanka Kajetanów
14Orlicz Suchedniów
15Piaskowianka Piaski
16Neptun Końskie – Alwernia, Płomień Jerzmanowice – Granat Skarżysko

Jeżeli Unia i Nida wygraja baraze, to do ligi awansuja wszystkie wymienione wyzej zespoly. Jezeli zaden z nich to stawke uzupelni wygrany barazu Neptun - Alwernia.

IV Liga
1. Alwernia
2. Płomień Jerzmanowice
3. MKS Trzebinia/Siersza
4. Poprad Muszyna
5. Bocheński KS
6. Beskid Andrychów
7. Tuchovia Tuchów
8. Lubań Maniowy
9. Sandecja II Nowy Sącz
10. Gościbia Sułkowice
11. Skalnik Kamionka Wielka
12. Orkan Szczyrzyc
13. Szreniawa Nowy Wiśnicz
14. MLKS Żabno
15. LKS Mogilany
16. Skawa Wadowice
17. Karpaty Siepraw
18. IKS Olkusz - Limanovia, Skalnik Kamionka - Wróblowianka

Tu kolejne zaleznosci - jezeli Unia i Nida awansuja, awans zdobeda tez Alwernia i Płomień i w nowej lidze zagraja wszystkie wymienione wyzej zespoly.

V liga Tarnów – Nowy Sącz

1. Wolania Wola Rzędzińska
2. Skalnik Kamionka
2. Barciczanka Barcice
3. Limanovia Limanowa
4. Orzeł Dębno
5. Wisła Grobla
6. Watra Białka Tatrzańska
7. Dunajec Nowy Sącz
8. Wisła Szczucin
9. Victoria Witowice Dolne
10. LKS Jodłownik
11. Dąbrovia Dąbrowa Tarnowska
12. Olimpia Wojnicz
14. Helena Nowy Sącz
15.Gród Podegrodzie
16. LKS Uście Gorlickie - Dunajec Zakliczyn, Olimpia Pisarzowa - Łukovia

I znowu w wypadku wygranych Unii i Nidy, konsekwencja bedzie pociagniecie kolejnych druzyn z nizszych lig




Temat: Nawigacja - temat wałkowany

wybieram sprzęt który nie ma mozliwości wgrania Automapy (reklamę i renomę ma najlepszą na "ogólnym")


a my jadąc w ostatni łykend w góry ostro pokłóciliśmy się z Automapą. start z Wawy meta w okolicach Gorlic, via Katowice. wszystko było dobrze do okolic Bochni. tam stanęliśmy w korku więc "tapnąłem" opcję objazd. pierwsza propozycja softu wskazywała drogę klasy "miedza" czyli gorzej niż leśna przecinka. więc skasowałem objazdy. korek na szczęście się ruszył ("tylko" wypadek, a nie przebudowa) więc raźno do przodu. tyle, że Automapa co chwila "zrzucała" nas z głównej drogi na boki. taki slalom wokół drogi nr.4. co gorsza, prowadząc w zupełnie radosnym kierunku (nie w stronę "celu"). przy trzecim razie wykasowałem całą trasę, wbiłem od nowa i w dodatku wymuszając to, co sugerowała mapa "analogowa". jakoś poszło. ale wpadka mocno wqu... bo to była 8 godzina jazdy i 21.00 a do celu ok. 100km.

do kwestii powrotu podszedłem metodą Garmina. czyli trasę definiujemy i ustalamy w ciepełku, przy kawce, dokładnie wiedząc którędy mamy jechać. wymyśloną trasę wbijamy do GPS.
muszę przyznać, że to podejście się sprawdziło w 200%.

jeśli chodzi o Garmina, to mam zainstalowane Que + freeware'owe mapki gpsmaniaka. pierwsze kontakty z softem są ... ambiwalentne. międzymordzie (interface) zdecydowanie bardziej przyjazny w Automapie (dla mnie). więcej nawet: rany boskie, co za pokrętna filozofia !? natomiast gpsmaniak udostępnia mapy wręcz turystyczne. ze szlakami itp. bezcenne...

uwaga: Que, mapsource i mapy do turystyki są do zdobycia na zasadzie free. oficjalnie. owszem, trzeba wiedzieć jak i gdzie, ale licencja jest for free. żadnego piractwa.



Temat: Janusz Kulig zginal pod kolami pociagu


Jeżeli przyjąć Twój punkt
widzenia, to należy postawić pytanie: Po co istnieją przejazdy
strzeżone???

(...)
przejazd strzeżony
powinien zapewnić całkowite bezpieczeństwo użytkownikom drogi
przecinającej
szlak kolejowy


Jeśli przyjąć Twój punkt widzenia, należy zapytać: po co policja? Policja
powinna zapewnić mi całkowite bezpieczeństwo, przecież płacę podatki. Po co
mi zamki w drzwiach i dlaczego czuję się w pewnych miejscach i o pewnych
porach trochę nieswojo? W ten sposób można dojść do wniosku, że mamy wokół
całą masę nieprzydatnych urządzeń i instytucji. To jest bardzo logiczny
pogląd - cóż, kiedy nie wytrzymuje raczej konfrontacji z praktyką. Jeśli coś
podnosi moje bezpieczeństwo już choćby o kilka procent, nie uważam, że jest
niepotrzebne. Wiem, zaraz pojawi się kwestia kosztów. Umówmy się, nie mam na
nie wpływu, więc nie zamierzam się niepotrzebnie przejmować ("idiotą jest
ten, kto przejmuje się czymś, na co nie ma wpływu..." - J.M. Bocheński)

Przejazd strzeżony nie zapewni całkowitego bezpieczeństwa (niedawno mieliśmy
przypadek śmiertelnego wypadku z udziałem pieszego - zapory były
opuszczone). Jeśli zdejmiemy całkiem zapory, wcale nie wpłynie to na poprawę
sytuacji. Owszem, niektórzy zwolnią, może się nawet zatrzymają. Reszta
pojedzie jak poprzednio. W razie czego - jeśli przeżyją - będą się pewnie
tłumaczyć tak, jak człowiek o którym kiedyś czytałem: "nigdy nie spotkałem w
tym miejscu pociągu...".

Jeszcze jedno. Bardzo fajnie, jeśli drogą z przejazdem niestrzeżonym
przejeżdża 20 pojazdów na godzinę. A co, jeśli będzie ich np. 300? Gdybym
znalazł gdzieś blisko taki przejazd, chyba otworzyłbym w pobliżu zakład
pogrzebowy. Rewelacja.





Temat: SEPSA...wazne dla osób ktore byly w skarbim
Czy możemy już mówić o epidemii sepsy na Opolszczyźnie, oraz jak sobie z tą chorobą poradzić? Właśnie na te pytania próbował odpowiedzieć sztab kryzysowy który dziś po południu zebrał się w opolskim Urzędzie Wojewódzkim. Przypomnijmy – w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin do opolskich szpitali trafiło 8 osób u których lekarze podejrzewali zakażenie groźnymi meningokokami.

- Musimy powiedzieć wprost - nie ma zagrożenia epidemiologicznego. Udało się już ustalić grupę 100 osób z najbliższego otoczenia tych u których podejrzewa się zakażenie. Części z nich podano antybiotyki – mówi rzecznik wojewody Bogdan Bocheński.

Krystian Kościów – wojewódzki inspektor sanitarny uspokaja, że prawdopodobnie część przewiezionych do szpitala osób trafiło tam na tzw. „wszelki wypadek”. Lepiej żeby po zrobieniu badań wykluczyć zakażenie, niż żeby niepotrzebnie doszło do tragedii – dodaje.

Kontynuujemy akcję propagandową, jutro do opolskich dyskotek powinny trafić ulotki przestrzegające przed zakażeniem. – Praktycznie we wszystkich przypadkach do zakażenia dochodziło właśnie w tego typu lokalach przez głupie, podstawowe błędy. Młodzi albo pili piwo z jednej butelki czy szklanki, albo w kilka osób palili tego samego papierosa – to wystarczy – mówi Kościów. Pamiętajmy wiec by przestrzegać podstawowych zasad higieny.

Jak się dowiedzieliśmy Inspekcja Sanitarna planuje zamknięcie dwóch dyskotek w których w ostatnim czasie doszło do zakażeń - w Borkowicach i Starym Oleśnie. – Będziemy próbowali najpierw załatwić to z właścicielami polubownie, jeśli jednak nie przyniesie to skutków, nie wykluczamy innej formy, tak aby w najbliższą sobotę imprezy się nie odbyły – przyznaje wojewódzki inspektor sanitarny.

Teraz nie pozostaje nam nic innego jak czekać na wyniki badań i dalszy rozwój sytuacji – dodaje Kościów. Podobnie jak wcześniej, tak i teraz jesteśmy przygotowani na ewentualne leczenie kolejnych osób.



Temat: Katowice - Stalowa Wola jak radzicie


| Jw. Jutro rano ok. 5.

| Nawigacje pokazują najkrócej przez Kielce, najszybciej przez .... Kielce

Najszybciej na kierunki rzeszowskie z Kielc to przez Staszów / Osiek.
Z Katowic to najszybciej przez Ząbkowice - Zawiercie - Szczekociny
-Jędrzejów.
Czyli pozostaje Ci dołozyć fragment Jędrzejów - Chmielnik - Staszów.
Wszystko inne będzie dalej i dłużej
A przez A4, Kraków, a zwłaszcza 4 to tragedia ...


Już po ptokach ;), ale dla potomności - w żadnym wypadku nie 4, nawet
gdyby nie było remontu na obwodnicy Krakowa to i tak ta trasa jest
koszmarna - znaczy droga OK, ale tłok nie pozwala na spokojną (i szybką)
jazdę.
30.10 byłem niedaleko od Stalowej (Frampol)- rano pojechałem dołem i
kląłem z tego powodu prze kilka godzin po powrocie - obwodnica 55 minut
(podobno miałem szczęście) jak na 8 rano - o 6 może być luźniej, potem
przed Bochnią (Wieliczka poza tłokiem bez problemu), Tarnów (obwodnica w
remoncie) no i oczywiście cały czas tabuny samochodów dużych i małych. W
Dębicy zjechałem choć miałem plan jechać przez Rzeszów. Tylko dlatego,
że szalenie się spieszyłem cała trasa zajęła mi tylko 5 godzin (7:30 -
12:30).
Powrót przez Janów Lub., Nisko, Stalową, Tarnobrzeg, Osiek, Staszów,
Chmielnik, Jędrzejów, Szczekociny (stąd ja trochę kluczę bo jadę Pradła,
Pilica, Ogrodzieniec, Łazy i tam wbijam sie w drogę 796 Zawiercie -
Ząbkowice, ale można jechać prosto i skręcać dopiero w Zawierciu)),
Ząbkowice/Dąbrowa do Gliwic - 4,5 godziny bez stresu (15:30 - 20:00).
Jedyny kiepski odcinek na tej trasie to Chmielnik - Szydłów, ale i tak
lepszy od Kraków - Połaniec zwłaszcza pod względem nasilenia ruchu.

Pozdrawiam - Mirek





Temat: JANUSZ KULIG
Janusz Kulig winny?

Ocenie, czy znany kierowca rajdowy Janusz Kulig mógł uniknąć wypadku na strzeżonym przejeździe kolejowym w Rzezawie, na którym nie opuszczono rogatek, poświęcone były zeznania biegłych podczas czwartkowej rozprawy w procesie dróżniczki Michaliny K.

Oskarżonej nie było na rozprawie. Proces toczy się przed Sądem Rejonowym w Bochni.

Do wypadku doszło 13 lutego na przejeździe kolejowym w Rzezawie (Małopolska) po zmierzchu, tuż przed godz. 18, i w padającym śniegu. Jak ustalono, przyczyną wypadku były nieopuszczone rogatki na strzeżonym przejeździe kolejowym. Za niedopełnienie obowiązków służbowych i spowodowanie wypadku, w którym zginął Janusz Kulig, odpowiada przed sądem dróżniczka Michalina K.

Biegli z zakresu kryminalistycznej rekonstrukcji wypadków stwierdzili w czwartek przed sądem, że Janusz Kulig nie dopuścił się naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Jako zagadnienie prawne, a nie techniczne, określili natomiast kwestię, czy kierowca mógł i powinien się spodziewać, że choć rogatki na przejeździe strzeżonym są podniesione, za chwilę pojawi się pociąg.

Natomiast, zdaniem komisji powypadkowej PKP, winę za wypadek w 75 proc. ponosi kolej, w tym w głównej mierze dróżniczka Michalina K., a w 25 proc. - Janusz Kulig. Przedstawiciel PKP Marek Sz., zapytany przez sąd, na jakiej podstawie oparto takie wyliczenie, stwierdził, że na podstawie własnej analizy przepisów prawa drogowego.

Kwestię odpowiedzialności ofiary za zaistnienie wypadku podnosił wcześniej w odpowiedzi na akt oskarżenia obrońca Michaliny K. Obrońca wskazywał także fakt, że dróżniczka nie została w sposób zgodny z regulaminem powiadomiona o przejeździe pociągu przez dyżurnego ruchu Kazimierza S.

Przesłuchany w czwartek dyżurny ruchu Kazimierz S. potwierdził, że poniósł już konsekwencje służbowe za to, że zawiadomił dróżniczkę jednym telefonem o dwóch pociągach, choć powinien pojedynczo, i że nie synchronizował zegarów w nastawni i u dróżniczek. Za te nieprawidłowości oraz fakt pełnienia służby po spożyciu alkoholu dyżurny został też obwiniony we wniosku skierowanym do sądu grodzkiego.

Sąd usiłował ustalić, kiedy Kazimierz S. pił alkohol (co stwierdzono po wypadku) i dlaczego po skończeniu służby nie został na stanowisku. Jak zeznawał Kazimierz S., nikt mu nie powiedział, że powinien zostać, natomiast trzy piwa wypił już po zakończeniu dyżuru, kiedy dowiedział się, że ofiarą wypadku był Janusz Kulig.

Tymczasem - zdaniem zeznającego w czwartek biegłego z Instytutu Ekspertyz Sądowych Jerzego Ł. - na podstawie przeprowadzonych analiz najbardziej prawdopodobna jest wersja, że dyżurny pił alkohol już na służbie, a potem jeszcze "dopił". Prokuratura oskarżyła 50-letnią dróżniczkę Michalinę K., że 13 lutego tego roku nie dopełniła ciążących na niej obowiązków w zakresie bezpieczeństwa przejazdu i nadzorowania ruchu pociągów i doprowadziła do zderzenia pociągu pospiesznego relacji Zielona Góra - Zamość z samochodem osobowym fiat stilo, w wyniku czego kierowca samochodu Janusz Kulig zginął.

Z ustaleń prokuratury wynika, że dróżniczka została powiadomiona o przejeździe pociągu przez dyżurnego ruchu z Bochni i dróżniczkę z Krzeczowa, poprzedniej stacji na trasie pociągu, system łączności był sprawny, godzina przejazdu pociągu znana z rozkładu jazdy, a tory były dobrze widoczne z budki dróżnika.

Jednocześnie prokuratura stwierdziła, że Janusz Kulig jechał prawidłowo i nie miał żadnej możliwości zauważenia niebezpieczeństwa przy podniesionych rogatkach. Widoczność na ok. 200 metrów torowiska mógł uzyskać dopiero po wjechaniu na tory. Przed przejazdem widoczność zasłaniała mu budka dróżnika.

Michalina K. nie przyznała się do winy. W śledztwie wyjaśniała, ze nie wie, jak doszło do wypadku. Zaraz po wypadku ojciec ofiary Jan Kulig informował, że jego rodzina współczuje dróżniczce i udziela jej przebaczenia.

"To do niczego nie prowadzi. Tylko pogorszy sytuację. Im szybciej się skończy, tym lepiej dla wszystkich" - komentował przebieg czwartkowej rozprawy ojciec ofiary Jan Kulig i próby obciążenia przez obrońcę jego syna odpowiedzialnością za wypadek.

Na następnej rozprawie w listopadzie sąd zapozna się z aktami osobowymi dróżniczki i dyżurnego ruchu.

co za gnoje- PKP stara sie wykrecic od odpowiedzialnosci,jak oni sobie te 25% wyliczyli ?? w ogole nie wiem ,jakie oni maja prawo do orzekania kto jest winny ?? najlepiej winnego zrobic z ofiary ,ktora nie moze sie juz obronic...

http://motoryzacja.interia.pl/news?inf=554626




Temat: Janusz Kulig nie żyje :(
Śmierć Kuliga: Poręczenie dla dróżniczki

Senator Józef Sztorc (PSL) złożył w Prokuraturze Rejonowej w Bochni poręczenie dla dróżniczki, aresztowanej w związku z katastrofą kolejową, w której zginął kierowca rajdowy Janusz Kulig.

Zdaniem senatora, dróżniczka nie powinna przebywać w areszcie.

Swojego poręczenia dróżniczce Michalinie K. udzieliło również w Sądzie Rejonowym w Bochni Stowarzyszenie Alter Ego, zajmujące się pomocą poszkodowanym w wypadkach i katastrofach drogowych.

50-letnia dróżniczka Michalina K. 13 lutego z niewyjaśnionych dotąd powodów nie opuściła rogatek na strzeżonym przejeździe kolejowym w Rzezawie (Małopolska), i z tego powodu na torach zginął trzykrotny mistrz Polski i wicemistrz Europy w rajdach samochodowych Janusz Kulig.

"Właśnie wróciłem z kilkudniowej podróży i pół godziny temu podpisałem to poręczenie. Goniec pojechał zawieźć je do prokuratury" - powiedział PAP w piątek po południu senator Sztorc.

Powiedział, że udzielenie takiego poparcia podpowiadało mu sumienie. "Nie przesądzam o winie, ale uważam, że należy okazać również współczucie tej kobiecie. Tym bardziej że rodzina pana Kuliga podczas spotkania okazała jej chrześcijańskie miłosierdzie" - dodał senator.

Jak informował media ojciec ofiary Jan Kulig, cała rodzina współczuje dróżniczce i udziela jej przebaczenia. Do spotkania ojca z dróżniczką doszło w Komendzie Policji w Bochni po wypadku. Kobieta uklękła i poprosiła o przebaczenie, Jan Kulig w imieniu rodziny takiego przebaczenia jej udzielił.

W oświadczeniu Stowarzyszenia Alter Ego wysłanym w piątek prokuraturze w tej sprawie napisano: "Nasze wieloletnie doświadczenie w niesieniu pomocy ofiarom wypadków i w egzekwowaniu sprawiedliwych wyroków wobec sprawców tych wypadków skłania nas do stwierdzenia, że zastosowany wobec podejrzanej areszt tymczasowy stanowi środek zbyt rygorystyczny w tej sytuacji".

W piątek do Sądu Rejonowego w Bochni i do Prokuratury Rejonowej w Bochni nie wpłynęły jednak żadne inne pisma w sprawie Michaliny K. Spodziewane jest także zażalenie obrońcy na stosowanie aresztu lub wniosek o zamianę środka zabezpieczającego w postaci aresztu na inny środek wolnościowy.

Prokuratura nie widzi jednak możliwości zamiany aresztu na inny środek. "W prokuraturze trwają intensywne czynności, polegające m.in. na przesłuchiwaniu świadków. Na obecnym etapie postępowania prokuratura nie przewiduje możliwości zamiany środka zabezpieczającego" - powiedziała PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Tarnowie Bożena Owsiak.

Jak informowała PAP wcześniej tarnowska prokuratura, wniosek o aresztowanie dróżniczki związany był zarówno z wysokim zagrożeniem karą i stopniem naruszenia obowiązków służbowych, jak również z niejednoznacznym materiałem dowodowym. Dróżniczka nie potrafiła bowiem wyjaśnić, dlaczego rogatki nie były opuszczone, ani odnieść się do innych zebranych w sprawie dowodów. Z tych samych powodów sąd zdecydował zastosować areszt wobec dróżniczki.

Prokuratura Rejonowa w Bochni przedstawiła dróżniczce zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu i zdrowiu wielu osób, za co grozi kara od 2 do 12 lat więzienia. Wystąpiła do sądu z wnioskiem o aresztowanie kobiety, a Sąd Rejonowy w Bochni aresztował ją na trzy miesiące.

Onet.pl



Temat: Janusz Kulig nie żyje :(
PAP/13 lutego 2004 20:58

Sylwetka Janusza Kuliga

W tragicznym wypadku pod Bochnią zginął 13 lutego trzykrotny mistrz Polski, były wicemistrz Europy w rajdach samochodowych, 34-letni Janusz Kulig.

Prowadzone przez niego auto zmiażdżone zostało przez pociąg na przejeździe kolejowym w miejscowości Rzezawa.

Janusz Kulig urodził się 19 października 1969 roku w Łapanowie koło Krakowa. Karierę rajdową rozpoczął fiatem 126 p w 1991 roku startem w "Kryterium Asów" organizowanym przez Automobilklub Krakowski. W roku 1992 wywalczył na "maluchu" drugie miejsce w mistrzostwach Polski w swej klasie.

Kolejnymi samochodami w jego karierze były - toyota corolla, opel kadett grupy N, na którym wywalczył tytuł wicemistrza kraju w 1994 r. W 1995 roku zdobył tytuł mistrza Polski w swojej klasie, jadąc oplem kadetem grupy N. Następnie startował oplem astrą GSI grupy A, sięgając po tytuł wicemistrza kraju. W latach 1997-98 startował samochodem renault megane maxi. Już w pierwszym sezonie zdobył tytuł mistrza Polski w klasyfikacji generalnej oraz w klasie F-2.

Jeżdżąc renaultem megane zajmował czołowe lokaty w mistrzostwach Polski i w rajdach zagranicznych, zdobywając m.in. tytuł mistrza strefy Europy Środkowej. W 1998 r był drugi w Mistrzostwach Polski i wygrał mistrzostwa FIA strefy Europy Centralnej.

W 1999 roku rozpoczął starty autem klasy WRC. Za kierownicą forda escorta WRC sięgnął po tytuł wicemistrza Polski w klasyfikacji generalnej i powtórzył sukces w mistrzostwach Europy Centralnej. Dwa kolejne sezony to starty fordem focusem WRC i dwa tytuły mistrza kraju w klasyfikacji generalnej. W 2001 roku, w przerwach między startami krajowymi, Kulig uczestniczył w rajdowych mistrzostwach Słowacji zajmując w nich pierwsze miejsce.

Kulig startował również z powodzeniem w rajdowych mistrzostwach Europy, a największym sukcesem było w 2002 roku drugie miejsce w klasyfikacji końcowej i tytuł wicemistrza Europy.

W sezonie 2003 uczestniczył, ze zmiennym szczęściem, w mistrzostwach świata samochodów produkcyjnych, startując autem mitsubishi lancer grupy N. Uczestniczył miedzy innymi w Rajdzie Szwecji, Corona Rally w Meksyku, w Rajdzie Nowej Zelandii. W Rajdzie Niemiec zajął trzecie, a w Rajdzie Korsyki czwarte miejsce w kategorii samochodów produkcyjnych. Sezon 2003 zakończył na ósmym miejscu w klasyfikacji mistrzostw świata tej kategorii.

W sezonie 2004 Janusz Kulig miał uczestniczyć w mistrzostwach Polski, jadąc nowym autem - fiatem punto w klasie super 1600 jako kierowca fabryczny włoskiej firmy. Planował także występy w mistrzostwach Europy.

Pierwszym pilotem Janusza Kulga był Dariusz Burkat. Od 1996 do połowy 2003 roku na prawym fotelu rajdowego auta prowadzonego przez Kuliga zasiadał Jarosław Baran. W ostatnich startach jego pilotem był Maciej Szczepaniak. Okazjonalnie startował także ze słowackim pilotem, Emilem Horniackiem.

Janusz Kulig był żonaty, osierocił córkę - Paulinę.

Sportowe sukcesy Janusza Kuliga:

1994 - drugie miejsce w MP klasy N-3

1995 - pierwsze miejsce w MP klasy N-3

1996 - drugie miejsce w MP w klasyfikacji F-2000
- drugie miejsce w MP klasy A-7

1997 - pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej MP
- pierwsze miejsce w MP w klasyfikacji F-2000
- pierwsze miejsce w MP w klasie A-7

1998 - drugie miejsce w klasyfikacji generalnej MP
- pierwsze miejsce w MP w klasyfikacji F-2000
- pierwsze miejsce w MP w klasie A-7
- pierwsze miejsce w mistrzostwach FIA strefy Europy Centralnej

1999 - drugie miejsce w klasyfikacji generalnej MP
- pierwsze miejsce w mistrzostwach FIA strefy Europy Centralnej

2000 - pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej MP

2001 - pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej MP
- pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw Słowacji
- pierwsze miejsce w mistrzostwach FIA strefy Północnej Europy

2002 - wicemistrz Europy

2003 - ósme miejsce w MŚ samochodów produkcyjnych



Temat: SYLWETKA ŚP.JANUSZA KULIGA........
W tragicznym wypadku pod Bochnią zginął 13 lutego trzykrotny mistrz Polski, były wicemistrz Europy w rajdach samochodowych, 34-letni Janusz Kulig. Prowadzone przez niego auto zmiażdżone zostało przez pociąg na przejeździe kolejowym w miejscowości Rzezawa.

Janusz Kulig urodził się 19 października 1969 roku w Łapanowie koło Krakowa. Karierę rajdową rozpoczął fiatem 126 p w 1991 roku startem w "Kryterium Asów" organizowanym przez Automobilklub Krakowski. W roku 1992 wywalczył na "maluchu" drugie miejsce w mistrzostwach Polski w swej klasie.

Kolejnymi samochodami w jego karierze były - toyota corolla, opel kadett grupy N, na którym wywalczył tytuł wicemistrza kraju w 1994 r. W 1995 roku zdobył tytuł mistrza Polski w swojej klasie, jadąc oplem kadetem grupy N. Następnie startował oplem astrą GSI grupy A, sięgając po tytuł wicemistrza kraju. W latach 1997-98 startował samochodem renault megane maxi. Już w pierwszym sezonie zdobył tytuł mistrza Polski w klasyfikacji generalnej oraz w klasie F-2.

Jeżdżąc renaultem megane zajmował czołowe lokaty w mistrzostwach Polski i w rajdach zagranicznych, zdobywając m.in. tytuł mistrza strefy Europy Środkowej. W 1998 r był drugi w Mistrzostwach Polski i wygrał mistrzostwa FIA strefy Europy Centralnej.

W 1999 roku rozpoczął starty autem klasy WRC. Za kierownicą forda escorta WRC sięgnął po tytuł wicemistrza Polski w klasyfikacji generalnej i powtórzył sukces w mistrzostwach Europy Centralnej. Dwa kolejne sezony to starty fordem focusem WRC i dwa tytuły mistrza kraju w klasyfikacji generalnej. W 2001 roku, w przerwach między startami krajowymi, Kulig uczestniczył w rajdowych mistrzostwach Słowacji zajmując w nich pierwsze miejsce.

Kulig startował również z powodzeniem w rajdowych mistrzostwach Europy, a największym sukcesem było w 2002 roku drugie miejsce w klasyfikacji końcowej i tytuł wicemistrza Europy.

W sezonie 2003 uczestniczył, ze zmiennym szczęściem, w mistrzostwach świata samochodów produkcyjnych, startując autem mitsubishi lancer grupy N. Uczestniczył miedzy innymi w Rajdzie Szwecji, Corona Rally w Meksyku, w Rajdzie Nowej Zelandii. W Rajdzie Niemiec zajął trzecie, a w Rajdzie Korsyki czwarte miejsce w kategorii samochodów produkcyjnych. Sezon 2003 zakończył na ósmym miejscu w klasyfikacji mistrzostw świata tej kategorii.

W sezonie 2004 Janusz Kulig miał uczestniczyć w mistrzostwach Polski, jadąc nowym autem - fiatem punto w klasie super 1600 jako kierowca fabryczny włoskiej firmy. Planował także występy w mistrzostwach Europy.

Pierwszym pilotem Janusza Kulga był Dariusz Burkat. Od 1996 do połowy 2003 roku na prawym fotelu rajdowego auta prowadzonego przez Kuliga zasiadał Jarosław Baran. W ostatnich startach jego pilotem był Maciej Szczepaniak. Okazjonalnie startował także ze słowackim pilotem, Emilem Horniackiem.

Janusz Kulig był żonaty, osierocił córkę - Paulinę.

Sportowe sukcesy Janusza Kuliga

1994 - drugie miejsce w MP klasy N-3

1995 - pierwsze miejsce w MP klasy N-3

1996 - drugie miejsce w MP w klasyfikacji F-2000

- drugie miejsce w MP klasy A-7

1997 - pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej MP

- pierwsze miejsce w MP w klasyfikacji F-2000

- pierwsze miejsce w MP w klasie A-7

1998 - drugie miejsce w klasyfikacji generalnej MP

- pierwsze miejsce w MP w klasyfikacji F-2000

- pierwsze miejsce w MP w klasie A-7

- pierwsze miejsce w mistrzostwach FIA strefy Europy Centralnej

1999 - drugie miejsce w klasyfikacji generalnej MP

- pierwsze miejsce w mistrzostwach FIA strefy Europy Centralnej

2000 - pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej MP

2001 - pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej MP

- pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw

Słowacji

- pierwsze miejsce w mistrzostwach FIA strefy Północnej

Europy

2002 - wicemistrz Europy

2003 - ósme miejsce w MŚ samochodów produkcyjnych



Temat: [prasa]W połowie grudnia wyrok ws. dróżniczki
[cyt][prasa]W połowie grudnia wyrok ws. dróżniczki
PAP 23-11-2004, ostatnia aktualizacja 23-11-2004 14:50
URL:http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2407024.html
SERWIS:gazeta.pl

Prawdopodobnie w połowie grudnia zapadnie wyrok w sprawie dróżniczki
Michaliny K. z Rzezawy (Małopolska), oskarżonej o to, że 13 lutego nie
opuściła rogatek na strzeżonym przejeździe kolejowym i doprowadziła do
wypadku, w którym zginął kierowca rajdowy Janusz Kulig.

Do tego czasu Sąd Rejonowy w Bochni, przed którym toczy się proces,
rozstrzygnie, czy zwróci się o sporządzenie nowej opinii z zakresu
rekonstrukcji wypadków drogowych.

O sporządzenie nowej opinii wystąpił we wtorek podczas rozprawy obrońca
Michaliny K. Jego wniosek zmierzał do ponownego określenia kwestii
ewentualnej odpowiedzialności Janusza Kuliga za zaistnienie wypadku. W
szczególności chodziło o ustalenie, czy zachował on zasady szczególnej
ostrożności, bezpiecznej prędkości i ograniczonego zaufania w ruchu drogowym.

Przeciwko temu wnioskowi protestował prokurator i pełnomocnik oskarżycielki
posiłkowej, którą jest żona Janusza Kuliga. Obaj podnosili, że kwestia
ewentualnej odpowiedzialności kierowcy samochodu za wypadek na strzeżonym
przejeździe, na którym nie zamknięto rogatek, została już wyjaśniona w
poprzedniej opinii.

Na poprzedniej rozprawie biegli z zakresu kryminalistycznej rekonstrukcji
wypadków stwierdzili, że Kulig nie dopuścił się naruszenia zasad
bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Jako zagadnienie prawne, a nie techniczne
określili natomiast kwestię, czy kierowca mógł i powinien się spodziewać, że
choć rogatki na przejeździe strzeżonym są podniesione, za chwilę pojawi się
pociąg.

Sąd odroczył podjęcie decyzji w sprawie nowej opinii ze względu na fakt, że
dopiero dzień wcześniej otrzymał 400-stronicowe opracowanie komisji
powypadkowej PKP. Zdaniem komisji, winę za wypadek w 75 proc. ponosi kolej, w
tym w głównej mierze dróżniczka Michalina K., a w 25 proc. - Janusz Kulig.
Jak informował sąd przedstawiciel PKP Marek Sz. na poprzedniej rozprawie,
ustalenia takie oparto "na podstawie własnej analizy przepisów prawa
drogowego". Dopiero po analizie tego opracowania sąd podejmie decyzję, czy
dopuści nową opinię.

Kwestię odpowiedzialności ofiary za zaistnienie wypadku podnosił już
wcześniej obrońca Michaliny K. w odpowiedzi na akt oskarżenia. Obrońca
wskazywał także fakt, że dróżniczka nie została w sposób zgodny z regulaminem
powiadomiona o przejeździe pociągu przez dyżurnego ruchu Kazimierza S. Za te
nieprawidłowości dyżurny został już ukarany przez sąd grodzki w Bochni.

Prokuratura oskarżyła 50-letnią dróżniczkę Michalinę K., że 13 lutego tego
roku nie dopełniła ciążących na niej obowiązków w zakresie bezpieczeństwa
przejazdu i nadzorowania ruchu pociągów i doprowadziła do zderzenia pociągu
pospiesznego relacji Zielona Góra-Zamość z samochodem osobowym fiat stilo, w
wyniku czego kierowca samochodu Janusz Kulig zginął.

Z ustaleń prokuratury wynika, że dróżniczka została powiadomiona o
przejeździe pociągu przez dyżurnego ruchu z Bochni i dróżniczkę z Krzeczowa,
poprzedniej stacji na trasie pociągu; system łączności był sprawny, godzina
przejazdu pociągu znana z rozkładu jazdy, a tory były dobrze widoczne z budki
dróżnika.

Jednocześnie prokuratura stwierdziła, że Kulig jechał prawidłowo i nie miał
żadnej możliwości zauważenia niebezpieczeństwa przy podniesionych rogatkach.
Widoczność na ok. 200 metrów torowiska mógł uzyskać dopiero po wjechaniu na
tory. Przed przejazdem widoczność zasłaniała mu budka dróżnika. Do wypadku
doszło około godz. 18, było już ciemno i padał gęsty śnieg.

Michalina K. nie przyznała się do winy. W śledztwie wyjaśniała, że nie wie,
jak doszło do wypadku. Zaraz po wypadku ojciec ofiary Jan Kulig informował,
że jego rodzina współczuje dróżniczce i udziela jej przebaczenia.

O wybaczeniu i pojednaniu się z kobietą mówił także w trakcie zeznań,
odczytanych we wtorek przez sąd. "Moim zdaniem przyczyną wypadku była
niedoskonałość systemu zabezpieczeń" - zeznawał. Przyznał także, że jego syn,
jako kierowca, zawsze przestrzegał przepisów i nigdy nie przekraczał żadnych
ograniczeń.

Oskarżonej dróżniczki nie było we wtorek w sądzie, podobnie jak na
poprzednich rozprawach. Na ławach publiczności siedzieli, zawsze obecni, syn
oskarżonej i ojciec ofiary.





Temat: Janusz Kulig nie żyje!!!!
Drozniczka skazana:

Kraj
PAP, JP /2004-12-21 12:15:00

|mierć Kuliga: Dróżniczka skazana

Na karę dwóch lat pozbawienia wolno?ci w zawieszeniu na trzy lata skazał we wtorek S?d Rejonowy w Bochni (Małopolskie) dróżniczkę Michalinę K. z niedalekiej Rzezawy.

Kobietę oskarżono o nieopuszczenie rogatek i doprowadzenie do wypadku, w którym zgin?ł w lutym znany kierowca rajdowy Janusz Kulig.

Dodatkowo s?d orzekł wobec kobiety zakaz wykonywania zawodu dróżniczki oraz zajmowania innych stanowisk zwi?zanych z bezpieczeństwem na kolei na pięć lat. Wyrok nie jest prawomocny.

S?d uznał Michalinę K. za winn? niedopełnienia ci?ż?cych na niej obowi?zków dróżniczki w zakresie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, przez co sprowadziła bezpo?rednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu drogowym i doprowadziła do zderzenia poci?gu z samochodem osobowym kierowanym przez Janusza Kuliga.

Kara orzeczona przez s?d jest zgodna z ż?daniem prokuratora. Obrońca oskarżonej domagał się jej uniewinnienia.

Przewodnicz?cy składu sędziowskiego Tomasz Kozioł podkre?lił, że s?d w zasadniczej czę?ci podzielił wnioski oskarżyciela i uznał, że pełn? winę za wypadek ponosi dróżniczka.

"Zgodnie z tez? aktu oskarżenia, oskarżona tego czynu się dopu?ciła. Niedopełnienie przez ni? obowi?zków służbowych było główn? przyczyn? sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy i doprowadzenia do zderzenia poci?gu z samochodem kierowanym przez Kuliga" - powiedział sędzia.

S?d odrzucił argument obrony, zmierzaj?cy do uczynienia zmarłego kierowcy współwinnym zdarzenia. "Kierowca na przeje?dzie mógł wykazać większ? ostrożno?ć, ale to nie może w żaden sposób spychać na niego współwiny za zaistnienie tego zdarzenia - takie stwierdzenie byłoby niesprawiedliwe" - ocenił sędzia. "Do kolizji doszło, bo pokrzywdzony kierował się pełnym zaufaniem do osoby, która powinna wypełnić swoje obowi?zki" - zaznaczył.

Według sędziego, w sprawie pojawiły się jednak czynniki łagodz?ce, z których najważniejszym jest postawa najbliższych Kuliga, którzy po wypadku pojednali się z oskarżon? i przebaczyli jej ten czyn. "To postawa imponuj?ca i głęboko humanistyczna" - ocenił sędzia Kozioł.

Michalina K. nie przyznała się do winy. W ?ledztwie powiedziała, że nie wie, jak doszło do wypadku. Wkrótce po zakończeniu ?ledztwa ojciec ofiary Jan Kulig powiedział, że jego rodzina współczuje dróżniczce i udziela jej przebaczenia.

Oskarżonej dróżniczki nie było w s?dzie we wtorek podczas ogłoszenia wyroku. Kobieta leczy się z ciężkiej depresji, została dyscyplinarnie zwolniona z pracy i wypowiedziano jej służbowe mieszkanie. Proces przez cały czas obserwował 23-letni syn oskarżonej - student.

Ojciec rajdowca Jan Kulig nie chciał komentować wyroku, ale wyraził zadowolenie z jego uzasadnienia. "Ważna jest prawda, i o ni? chodziło, oraz to, że sprawa dobiegła końca. Nie mam żadnych w?tpliwo?ci, że Janusz nie był winien i absolutnie nie przyczynił się do wypadku" - powiedział.

Syn oskarżonej Łukasz uważa, że winny wypadku jest przestarzały system bezpieczeństwa na kolei. "S?d nie rozważył w pełni argumentów obrony i przyj?ł własn? postawę, która w naszym mniemaniu nie jest do końca prawidłowa" - ocenił.

Do wypadku doszło wieczorem 13 lutego roku na strzeżonym przeje?dzie w Rzezawie koło Bochni, na którym dyżur pełniła 50- letnia dróżniczka. Kobieta nie opu?ciła szlabanów, przez co kierowany przez Janusza Kuliga fiat stilo wjechał wprost pod poci?g pospieszny relacji Zielona Góra-Zamo?ć. Kierowca zgin?ł na miejscu.


http://info.onet.pl/1027174,11,item.html



Temat: General polski ktory byl faworytem odpadl!
Tak wiec wiemy juz ze byl to wypadek.
Tutaj wiec mozna juz przejsc do rozwazan o charakterze ogolnym.
Oczywiscie glupie i prymitywne lewackie mendy medialne za nic majacy przyzwoitosc juz sie zaczely puszyc i ,,moralizowac'' a jest to oczywiscie moralnosc alfonsa bo innej nie znaja...
>>>
,,Wojna jest rzecza brudna...'' itd. itp. syf ,,moralizatorski''...
Coz wszystko jest relatywne.Kwestia porownan.W zyciu ludzkim nie ma takich sytuacji aby nie bylo brudu.Tak tez i jest na wojnie.Nie da sie zaprzeczyc i tam jest brud.Ale akurat niezbyt duzo.
Znam rzeczy brudniejsze niz wojna.Np. mendy medialne i ich klamstwa...Tego brudu nie da sie wytrzymac...
Mamy tez rzeczy zupelnie juz potworne jak mordowanie nienarodzonych w czasie POKOJU przeciez i w DOBROBYCIE MATERIALNYM!!!To jest dopiero BRUD!!!A to trwa DZIEN PO DNIU...
Tymczasem wojna w tej konfrontacji jest zajeciem o minimalnej ilosci brudu.Zdarzaja sie zbrodniarze jak wszedzie.Ale ci ludzie wydobywaja z siebie tylko to CO JUZ MIELI.ONI BYLI ZWYRODNIALCAMI...
Natomiast dla zdecydowanej wiekszosci ludzi wojna jest nadzwyczajnym przezyciem moralnym ktore ksztaltuje ich na cale zycie.
Nie mowiac juz o takich drobiazgach jak ten ze weteran roku 1920 ktory cala wojne przeszedl pieszo gdy w wieku ponad 85 lat napadl go mlody chuligan spuscil temu gosciowi manto...
Ale nie tylko fizycznie czlowiek zyskuje ale i moralnie przede wszystkim!To sa kwestie ostateczne sumienia sensu zycia ktore sobie trzeba postawic.
W tym sensie wojna jest wspaniala rzecza i stad wybitny filozof O.Bochenski mowil ze ,,ja lubie wojne''.Sam Chrystus powiedzial NIE POKOJ NIOSE WAM ALE WOJNE.
Tak samo Chesterton Powiesc Napoleon z Notihng Hill to powiesc o wojnie tak samo Latajaca Gospoda konczy sie wojna.
Kazdy wybitny czlowiek powie wam ze wojna jest czyms wielkim i wznioslym.
Ewangelia rozstrzyga to JASNO nieprzypadkiem.
Zolnierz pyta :
-Czy to co robie to zlo?
Chrystus mowi jasno.TO DOBRO.
-Nie okradaj ludnosc nie czyn gwaltow.(kradziez i gwalt to jest ZAWSZE zlo nie dotyczy tylko wojny)
A ZASLUGA TWOJA BEDZIE WIELKA mozna dodac.
I na tym mozna skonczyc.
ZOLNIERZE POLSCY NA TYCH MISJACH CZYNIA WIELKIE DOBRO.
A ktos powie ze tam gina cywile.
Z tego nie wynika ze czynia zlo.
Zlo czyli grzech TO SWIADOME I DOBROWOLNE postepowania.
Zlem bylo by gdyby zolnierze swiadomie i dobrowolnie stwierdzili NO TO POSTRZELAMY SOBIE do cywilow.I dawaj!
To by byla zbrodnia.
Natomiast gdy gina ludzie w wypadkach nie ma zadnej winy.Jesli dziecko wyskoczy zza krzaka zolnierz strzeli i zabije jest to WYPADEK.
Takie sa zasady.Gdy walczymy z terrorystami ty masz siedziec cicho jesli mozesz lezec.Jesli wykonujesz gwaltowne ruchy TO SIE NIE DZIW.
Jest to dramat tragedia ale nie zbrodnia.
A najwazniejsze jest wewnetrzne przekonanie.Jesli zolnierze NIE MIELI WOLI zaszkodzenia ludnosci sa NIEWINNI.Niezaleznie co inni ludzie mysla mowia czy nawet jesli ich nieslusznie skaza...
Bog im wynagrodzi TYM BARDZIEJ...




Temat: 7.08.2005 bieg uliczny na 5km w Bochni (dzielnica Chodenice)
> Jak co roku w pierwszy weekend sierpnia w Chodenicach zostanie przeprowadzony Memoriał Majora BACY. Na sobotę 6 sierpnia przygotowano imprezy sportowe, rekreacyjne i zabawy, a w niedzielę 7 sierpnia odbędą się oficjalne uroczystości i Biegi Memoriałowe.

Jan Antoni Kaczmarczyk urodził się w Chodenicach, 3 czerwca 1912 roku. Po uzyskaniu matury w gimnazjum bocheńskim, wstąpił w 1933 roku do szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Zambrowie, a w 1934 roku do Zawodowej Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. Po jej ukończeniu był dowódcą plutonu konnych zwiadowców w 45 pp. w Równem. W tej formacji, w stopniu porucznika, walczył we wrześniu 1939 roku. W 1943 roku awansował w AK do stopnia kapitana, ps. BACA. Był dowódcą III Batalionu MOTYL 12 pp. AK. Zginął 5 sierpnia 1944 roku w Chodenicach, gdy został przypadkowo ujęty przez oddział pościgowy policji niemieckiej, toczący walkę na przeprawie przez Rabę z oddziałem AK Alojzego Świerkota ps. RYŚ. Miejsce to upamiętnia obelisk. Jan Kaczmarczyk został odznaczony Orderem Virtuti Militari i Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Pośmiertnie awansowany do stopnia majora.
(Źródło: Cmentarze Bocheńskie. Przewodnik historyczny, Jan Flasza, Janina Kęsek, Bochnia 1992)

Aby godnie uczcić pamięć tak wielkiej postaci, od 1993 roku organizowany jest Memoriał Majora BACY, zawsze w sierpniowy weekend najbliższy dacie tragicznej śmierci Jana Kaczmarczyka.

Regulamin XII Biegów Memoriałowych mjr BACY
Chodenice, niedziela, 7 sierpnia 2005 roku

godz. 16.30 - Bieg Memoriałowy Dzieci (do lat 16), trasą: od pomnika mjr BACY do boiska MOSiR Chodenice (ok. 1 km)
godz. 17.00 - Główny Bieg Memoriałowy, trasą: od boiska MOSiR Chodenice, ulicami: Chodenicką, Karosek, Wodociągowa, mjr BACY, pod boisko MOSiR Chodenice (ok. 5 km)

Uczestnictwo:
Biegi rozgrywane będą w kategorii dziewcząt i chłopców do lat 16. Uczestnicy biegu głównego będą klasyfikowani w kategorii generalnej: kobiet i mężczyzn powyżej 16 lat.

Nagrody:
W kategorii do 16 lat - medale, nagrody rzeczowe,

W kategorii powyżej 16 lat:
1. do 5-ciu zawodników, którzy ukończą bieg - medale, nagrody rzeczowe
2. od -6 do 10-ciu zawodników, którzy ukończą bieg - medale, nagrody pieniężne: I m. - 300 zł, II m. - 200 zł, III m. - 100 zł
3. Powyżej 10-ciu zawodników, którzy ukończą bieg: I m. - 500 zł, II m. - 300 zł, III m. - 200 zł

Zgłoszenia:
1. Zgłoszenia należy dokonać w dniu zawodów w godz. 15.00 - 15.50 w sekretariacie zawodów (ogródek przy boisku sportowym w Chodenicach),
2. Każdy z uczestników zobowiązany jest do złożenia oświadczenia o własnej odpowiedzialności za uczestnictwo w biegu. Zawodniczki i zawodników do lat 16-tu obowiązuje pisemna zgoda rodziców.

Zawodników obowiązuje ścisłe podporządkowanie się organizatorom zawodów i służbom porządkowym.

Inne:

Nagrody zostaną wręczone po zakończeniu biegu,

Organizatorzy nie biorą odpowiedzialności za wypadki wynikłe nie z winy organizatorów,

Organizatorzy mają prawo dokonywać zmian w regulaminie.



Temat: o ewolucji

...ale jako żywo w Biblii jest opis stworzenia (oczywiście bardzo poetycki) a nie ma żadnego "opisu ewolucji...

Tworzenie świata jest opisane jako proces rozciągły w czasie, czyli może być przez nas, ludzi, postrzegany jako ewolucja. Ale ja jestem jeszcze bardziej płaski w tej dziedzinie.


[quote="Maciej Szmit"]Jak już pisałem możemy na własne oczy obserwowac różnicowanie się ras czy odmian (np u psów czy pszenicy)


Ha! Ale jest to działanie celowe hodowcy! Czyli realizacja pewnego projektu.

A tezy o błedzie metodologicznym będę bronił. W matematyce zapewne uprawnione są dowody indukcyjne, czy dedukcyjne. Lecz jeżeli biolog twierdzi, że na wyspie A żyje robak B, który okresowo zmienia się w motyla C, to musi się na te wyspę pofatygować. No, chyba że ma dobry PR.


Nie ma dowodów dedukcyjnych. Ś+P. o. Bocheński (SŁUSZNIE, jak to zazwyczaj o. Bocheński !) jako dwie zasady rozumowania wymieniał indukcję i redukcję. Dedukcja jest logicznie niesprawną metodą dowodzenia. Z tego że coś się potwierdziło 1000 razy nie wnika, że jest to prawda. Owszem dla potrzeb codziennych możemy tę metodę stosować do uprawdopodobnienia jakiejś tezy (weryfikacji) ale nie do "scisłego" dowodu. To co Pan pisze to weryfikacja empiryczna - w tym przypadku wiedzę zdobywamy nie drogą rozumową ale przez bezpośrednie doświadczenie. Indukcja, dedukcja i redukcja to metody myślenia (używa ich Pan do weryfikacji/udowodnienia hipotezy drogą rozumową) a nie techniki empiryczne. Weźmy prosty przykład: korzystając z zasady indukcji matematycznej jestem w stanie UDOWODNIĆ poprawność wzoru na sumę częściową szeregu arytmetycznego, mogę natomiast empirycznie SPRAWDZIĆ że 1+2=3, że 1+2+3=6 i że 1+2+3+4=10 i że jak ulał pasuje to do wzoru "pierwszy plus ostatni razy n podzielić przez dwa". Ale to empiryczne sprawdzenie może służyć co najwyżej zobrazowaniu wzoru dla potrzeb wykładu, czy - i tak się robi bardzo często - szybkiemu sprawdzeniu czy intuicja mnie nie zawodzi. Nie tak dawno miałem do czynienia z podobnym zagadnieniem: maiałem coś koło czterech tysięcy szeregów czasowych, w których wartości powinny się "na chłopski rozum" się rozkładać czymś zbliżonym do rozkładu normalnego (Gaussa). Żeby nie opierac się na chłopskim rozumie zrobiłem szybko kilka testów zgodności z rozkładem normalnym (dla wybranych na chybił-trafił szeregów) i okaząło się, że rzeczywiście rozkład jest nromalny (czy jak to bywa w takich razach, ściśle rzecz ujmując: na okreslonym poziomie istotności nie da się pokazać, że normalny nie jest). Mogłem więc z czystym sumieniem postawić (roboczą) hipotezę, że rozkład jest normalny i policzyć na przykład średnią (jak wiadomo w rozkładzie np bimodalnym średniej nie mógłbym liczyć). No i policzyłem (a właściwie moi magistranci policzyli) podstawowe charakterystyki tych szeregów, po czym - dla rzetelności naukowej - sprawdziliśmy (znowu: nie kompletnie, ale w oparciu o jedno tylko kryterium) normalność tych wszystkich szeregów (czy dokładniej rozkładów wartości w tych szeregach) i okazało się że części z nich nie można uznac za normalne. No więc trzeba (będzie) bliżej się temu przyjrzeć. (Czyli dedukcyjnie sfalsyfikowaliśmy roboczą hipotezę o normalności rozkładów - do falsyfikacji dedukcja się nadaje) Oczywiście gdyby to pojedyncze kryterium nie dało negatywnych rezultatów, to pewnie (jak typowy inżynier, którym zresztą nie jestem) uznałbym, że jesli zdrowy rozum, oraz pierwszy i nawet drugi rzut oka wskazują że rozkłady sa normalne, to nie ma co szukać dziury w całym (i oczywiście zachowałbym się nierzetelnie...). Takie "szukanie potwierdzeń" dowodzonej tezy jest powszechne (na etapie jej formułowania.weryfikacji), choć oczywiście nie jest to metoda jej DOWODZENIA a co najwyżej uprawdopodobnienia (albo szybkiej falsyfikacji). Oczywiście jesli znajdzie się przypadek, w którym rzeczywistośc nie przystaje do teorii, to nie wolno za Heglem powtórzyć, że tym gorzej dla rzeczywistości. Trzeba albo teorię wyrzucić do kąta, albo tak zmodyfikować, żeby problemu nie było. Oczywiście te modyfikacje czasami sa eleganckie (jak w wypadku, kiedy w szczególnej teorii względności do transformacji Galileusza Lorentz dołożył czynnik odpowiadający za efekty relatywistyczne, mówiąc w przeraźliwym uproszczeniu z prośbą do dra Koca o nie mieszanie mnie z błotem) albo mniej eleganckie, kiedy w darwinowskim ewolucjonizmie na pytanie dlaczego nie mielismy okazji zaobserwować wyodrębnienia się żadnego gatunku odpowiada się, ze "za krótko obserwujemy" a pytania o wspomniane przez Pana zmiany skokowe (zdaje się, ze prof Giertych pytał ostatnio jaki jest etap pośredni między łapką myszy a skrzydłem nietoperza) zbywa sie "czarnym PR-em"

Pozdrawiam
MS



Temat: Cierpliwy chleb na własnym zakwasie
Znalazłam w sieci taki oto przepis i - z powodzeniem - wypróbowałam. Chleb jest wspaniały. Ten, który robiłam dotychczas (na drożdżach) się do niego nie umywa.
Oto przepis; pochodzi ze strony http://www.kuchnia.com.pl/DiD/chleb.html

CIERPLIWY CHLEB NA WŁASNYM ZAKWASIE
Najpierw podstawowy przepis, niuanse potem.
ZACZYN: 16 łyżek mąki razowej żytniej lub pszennej (ja robię na żytniej), kilka łyżek wody
CIASTO: 1,20 kg mąki pszennej razowej albo 90 dag pszennej i 30 dag żytniej (ja stosuję wariant 2), 1/2 łyżeczki soli, 2 szklanki letniej wody, zaczyn (ok. 20 dag), olej, otręby no i CIERPLIWOŚĆ
ZACZYN: Wymieszać na dość rzadką papkę ok. 8 łyżek mąki i wodę. Odstawić na kilka dni w ciepłe miejsce (o temp. conajmniej pokojowej). Przykryć podziurkowanym papierem i mieszać 2 razy na dobę drewnianą łyżką. Po upływie 3-5 dni powinny pokazać się w zaczynie bąbelki powietrza, to znak, że fermentacja się zaczęła. Może czasem zdarzyć się tak, że zamiast bakterii fermentacyjnych wkroczą do akcji grzybki pleśniowe. Dzieje się tak najczęściej wtedy, gdy temperatura była za niska. W tym wypadku trzeba powtórzyć całą operację ze świeżą mąką i nie zapominać o mieszaniu. Do wyhodowania zaczynu można na ogół używać wody wodociągowej, ale oczywiście najlepsza jest woda studzienna. Czasem warto za pierwszym razem postarać się o nią, odświeżanie zaczynu będzie się potem zwykle udawać. Tak więc, gdy pojawią się w zaczynie bąbelki, a on sam ma łagodnie kwaśny smak, trzeba dodać jeszcze raz 8 łyżek świeżej mąki, nieco wody i wymieszać bardzo starannie, aby utwożyło się elastyczne ciasto. Tak przygotowany zaczyn należy odstawić w ciepłe, osłonięte od przeciągów miejsce na noc.
CHLEB: W dużej misce wymieszać starannie mąkę, sól, dodać zaczyn (odkładając małą cząstkę na następny raz) i stopniowo wodę. Zagniatać ciasto co najmniej 15 min (spojrzeć na zegar, bo ten kwadrans jest ciastu koniecznie potrzebny!) Zawinąć ciasto w wilgotną ściereczkę i odstawić w ciepłe, osłonięte od przeciągów miejsce na 90 min. Po upływie tego czasu wyrabiać ciasto jeszcze przez chwilę, tak żeby powietrze dostało się do wewnętrznych warstw. Przełożyć do wysmarowanej olejem i wysypanej otrębami formy: odstawić, żeby urosło. Zwykle wystarcza mniej węcej 3 godz., ale w chłodniejsze dni, czy w wypadku użycia mniejszej ilości zaczynu, może być potrzebny czas dłuższy). Gdy ciasto urośnie w wystarczającym stopniu, wstawić je szybko do nagrzanego piekarnika i piec przez pierwsze 15 min w temp. ok. 220° C. (Żeby zapobiec nadmiernemu spieczeniu skórki, można wraz z chlebem wstawić do piecyka naczynie z wodą.) Po 15 min zmniejszyć temperaturę do 170 C° i piec jeszcze 45-60 min.
No, długie, ale dobre. Sprawdzone z następującymi szczegółami:
1. Zaczyn robię w słoiku litrowym, wyparzonym. Mąkę zalewam ciepłą wodą. Przykrywam świeżą gazą, którą utrzymuje gumka. Odstawiam w kąt na szafkę wiszącą.
2. Zostawiam to na 5 dni( mieszając jak trza)
3. Jeżeli zaczyn jest rzeczywiście kwaśny i to mocno, dodaję tych następnych 8 łyżek mąki i ciepłą wodę. Wychodzi średnio gęsty. Zostawiłam go za pierwszym razem niechcący na 2 noce i tak może być. Na wierzchu był biały kożuszek z bąbelkami oddychającymi.
4. Ugniatam ciasto ze 20 min. Dobre na mięśnie klatki (dla pań!)
5. Wkładam do zamkniętego,acz zimnego piecyka na 90 min w wilgotnej ścierce.
6. Drugi raz wyrabiam króciutko, ale solidnie.
7. Chleb zaczyna pięknie rosnąć u nas po 3 godzinach. Za pierwszym razem stał tak 5 godzin. Za drugim 4. Też urósł, ale wrażenie za pierwszym razem było max. 8. Naczynie z wodą w piecyku chyba nie zaszkodzi - ja wkładam.
9. Formę do ciasta wysypuję otrębami. Chleb taki radzę spożywać po 24 godz.
Powodzenia i smacznego! Ki - przepis z sieci
KOMENTARZ
Chleb po upieczeniu absolutnie się nie kruszy, łatwo się kroi, ma chrupiącą skórkę, sporo waży, jest trwały i ciągle smaczny przez kilka dobrych dni. Pachnie jak marzenie, duma rozpiera piekarza. Uwaga co do soli: za pierwszym razem Ki dodała soli tyle ile jest w przepisie i jeśli ktoś jest przyzwyczajony do przesolonego chleba ze sklepu - może wydawać się za mało słony. Za drugim razem Ki wsypała trochę więcej soli. Ale tylko trochę, bo zyskuje się w ten sposób możliwość posmakowania samego smaku chleba! Ten smak jest taki, że trudno nie podajdać w ciągu dnia. Po kilku razach pewnie spróbujemy dodać coś do tego chleba, może orzechy, albo kminek, czy siemie, możliwości jest multum. Po udanym pierwszym bochnie Ki powiedziała: "jak się upiekło chleb, to nie można powiedzieć o sobie, że jest się nikim". Piekarze do pieca!



Temat: Prywatne noce!
Pielęgniarki nie mogą brać płatnych, nocnych dyżurów

Dyrektorzy większości krakowskich szpitali zabronili pielęgniarkom brać dodatkowe prywatne dyżury opłacane przez rodziny pacjentów. Argumentują, że siostry po takim nocnym dyżurze są wyczerpane i nie zajmą się należycie pozostałymi pacjentami.
Pielęgniarek nie przekonują te tłumaczenia. Agata Misiura, przewodnicząca Związku Pielęgniarek i Pielęgniarzy w Szpitalu im. Rydygiera nie ukrywa, że siostry chętnie wzięłyby na siebie dodatkowe zobowiązania. - Bo za tzw. prywatną noc rodzina chorego płaci od 100 do 150 zł - wyjaśnia Agata Misiura. - Dla moich koleżanek to okazja dorobienia do skromnej pensji - dodaje. Dyrektorzy większości krakowskich szpitali jednak mówią "nie" dodatkowej opiece pielęgnacyjnej.

Leszek Gora, rzecznik dyrektora Szpitala im. Żeromskiego, twierdzi, że pacjenci na wszystkich szpitalnych oddziałach mają zapewnioną pełną i fachową opiekę pielęgniarską i lekarską. - Dlatego nie ma potrzeby, aby chorzy korzystali z prywatnych nocnych dyżurów - zaznacza. Na II oddziale chorób wewnętrznych w "Żeromskim" są 64 łóżka, w tym pięć łóżek ma intensywny nadzór kardiologiczny. W dzień tymi chorymi opiekuje się siedem pielęgniarek, w nocy tylko cztery.

Czy cztery siostry dają sobie radę z 64 chorymi? Grażyna Piotrowska, której mama w ciężkim stanie przebywa od kilku tygodni w "Żeromskim", twierdzi, że nie. Dlatego chciała jej zapewnić dodatkową opiekę pielęgnacyjną. Dyrekcja szpitala nie pozwoliła. Dlaczego? Leszek Gora mówi krótko. - Pielęgniarki mają ciężką pracę, ale doskonale sobie radzą. Żadnych skarg do tej pory nie było - ucina. Podkreśla, że w razie potrzeby ordynator prosi o wsparcie z innych oddziałów. Jest także druga strona medalu.

Po całonocnym prywatnym dyżurze pielęgniarka musi przepracować kolejne dwanaście godzin na oddziale. Leokadia Wilczek-Filipska, pielęgniarka oddziałowa na intensywnej terapii w krakowskim "Rydygierze", zastanawia się, czy siostra będzie należycie się opiekowała pacjentami po ciężkiej nocy?
- Pielęgniarki są i tak obciążone pracą - mówi Wilczek-Filipska. - Mają rodziny, dodatkowe etaty w innych przychodniach - wyjaśnia.

Agata Misiura zgadza się, że jej koleżanki ciężko pracują. - Ale dlaczego mają cierpieć pacjenci? Niech dyrektorzy szpitali zatrudnią więcej pielęgniarek - proponuje Misiura. - Wtedy nie będzie problemów z odpoczynkiem po nocnym płatnym dyżurze - dodaje. Dyrektorzy jednak przekonują, że nowe etaty pielęgniarskie nie są konieczne i aktualny stan zatrudnienia nie wymaga korekt. Z uzyskaniem dodatkowego dyżuru nie mają natomiast problemu pacjenci w Uniwersyteckim Szpitalu w Krakowie.

Anna Niedźwiecka, rzeczniczka dyrektora, zdradza, że w poszczególnych wypadkach ordynatorzy idą na rękę rodzinom. - Zdarza się to najczęściej na oddziale neurochirurgii, gdzie są pacjenci po skomplikowanych operacjach - mówi. W krakowskim ginekologiczno-położniczym szpitalu "Ujastek" również każdy potrzebujący otrzyma indywidualną opiekę.

Krakowskie stawki za prywatną noc są podobne do łódzkich i rzeszowskich. Są jednak znacznie niższe od tych z warszawskich lecznic. Pacjenci stołecznych szpitali za dodatkową opiekę pielęgnacyjną muszą zapłacić około 300-350 zł. Adam Wojnarowski, emeryt z Bochni, miał dwa lata temu zawał serca. Od tego momentu często przebywa w szpitalu. Na indywidualną opiekę go nie stać. -Jestem oburzony - denerwuje się Adam Wojnarowski. - Dlaczego bogaty chory może zapewnić sobie lepsze warunki w publicznym szpitalu niż osoba biedna? Wszyscy muszą mieć równy dostęp do leczenia - zaznacza mieszkaniec Bochni.

Tomasz Filarski, rzecznik praw pacjenta w małopolskim oddziale funduszu zdrowia, mówi jednoznacznie, że dyrekcja szpitala powinna zapewnić opiekę na wysokim poziomie, by żaden pacjent nie był zmuszony do korzystania z dodatkowych usług pielęgniarki czy lekarza. - Jeśli jednak chory zdecyduje się na płatną opiekę, ma do niej prawo - tłumaczy Filarski. Jeżeli taki pacjent otrzyma negatywną odpowiedź, może zgłosić swój problem do rzecznika pod nr 012 2988303.

Źródło: http://www.wiadomosci24.pl



Temat: Przepustki za łapówki

Źródło: Gazeta Wyborcza - Lublin

Przepustki za łapówki
Jacek Brzuszkiewicz
2007-05-16, ostatnia aktualizacja 2007-05-16 20:48

Żądali pieniędzy i wódki za wypisanie przepustek, przypalali zarost zapalniczką. Fali w jednostce wojskowej na Majdanku nie wytrzymał 20-letni żołnierz, który targnął się na życie. Czy kolejny skandal przesądzi o wyprowadzce z Lublina 3 Brygady Zmechanizowanej?

"Gazeta" ustaliła, że szeregowiec przebywając na przepustce w swoim domu w jednej z podlubelskich miejscowości zażył znaczną ilość środków uspokajających. Na szczęście lekarze zdołali go uratować. Jego stan zdrowia jest jednak poważny. Wiadomo, że chłopak zostawił list pożegnalny, w którym opisał przypadki fali.

Szeregowiec rozpoczął zasadniczą służbę wojskową kilka miesięcy temu. - Z mundurem wiązał swoją przyszłość. Chciał zostać zawodowym żołnierzem - opowiadają jego znajomi.

Choć do próby samobójczej doszło 8 maja, wojsko nie poinformowało o tragicznym incydencie. O skandalu nawet nie zająknął minister obrony narodowej Aleksander Szczygło, który w ostatnią sobotę wizytował jednostkę wojskową na Majdanku. - Osoby podejrzane nie miały wówczas postawionych zarzutów - tłumaczył wczoraj Jarosław Rybak, rzecznik MON.

O żołnierzu, który targnął się na życie z powodu fali, opowiedzieli nam wczoraj jego koledzy odbywający razem z nim służbę zasadniczą w jednostce na Majdanku. Edward Jaroszuk, rzecznik prasowy komendy głównej żandarmerii wojskowej, potwierdził nam wczoraj, że śledczy prowadzą w tej sprawie czynności już drugi tydzień. Żandarmi przesłuchali już pokrzywdzonego szeregowca. Śledczy przedstawili zarzuty trzem żołnierzom zawodowym.

* Najpoważniejsze korupcyjne zarzuty ciążą na chorążym, który za 50 zł wydawał szeregowcom przepustki. W zamian za wolne zadowalał się także wódką. Chorąży zabierał szeregowcom elementy mundurów (koszule, spodnie), rzeczy osobistych (czajniki, artykuły spożywcze) zwracając je po wpłaceniu pieniędzy. W tym wypadku stawką również było 50 zł.

* Wśród podejrzanych jest też sierżant, który za karę miał zwyczaj przypalać zapalniczką zarost nieogolonym żołnierzom, a za trzymanie rąk w kieszeni kazał im wsypywać w nie piasek i zaszywać.

* Śledczy przedstawili zarzuty też jednemu z oficerów. Podporucznik za źle wyczyszczoną broń karał podwładnych robieniem pompek (za jedno przewinienie dwa razy po trzydzieści) i forsownym biegiem w maskach przeciwgazowych.

Chorążemu za przyjmowanie łapówek grozi do ośmiu lat więzienia, a sierżantowi i podporucznikowi za znęcanie się nad szeregowcami do lat dwóch. Wszyscy zostali też zawieszeni w czynnościach i odsunięci od pracy z żołnierzami.

Rzecznik MON zapowiedział wczoraj, że w przypadku potwierdzenia zarzutów winni zostaną wydaleni z armii.

Źle się dzieje w jednostce na Majdanku

Fala i próba samobójstwa szeregowca to kolejny skandal, który wstrząsnął 3 Brygadą Zmechanizowaną i podległą jej jednostką wojskową na Majdanku.

* W październiku żołnierz służby zasadniczej Kamil Ł., pseudonim "Steryd", pobił kucharza z młodszego rocznika, który nie chciał mu przygotować specjalnego śniadania. Chłopak z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu trafił do szpitala. Sąd skazał "Steryda" na początku tego roku na karę więzienia w zawieszeniu. Przed sądem stanie także porucznik Lesław U., który zdaniem śledczych nie poinformował o pobiciu żandarmerii i przełożonych.

* W grudniu prokuratura przedstawiła kpt. Konradowi Ż. zarzut poniżania i znieważania żołnierzy służby zasadniczej. Według żandarmerii oficer kazał im bez powodu robić pompki i kazał wypalić szeregowcom po paczce papierosów i zjeść po bochnie chleba. Ten sam oficer ma w sądzie inny proces o znęcanie się nad żołnierzami: nakazał on szeregowcom zamiatać plac w szczelnych kombinezonach używanych podczas akcji przy skażeniu chemicznym.

Przebywający w ostatnią sobotę w Lublinie szef MON Aleksander Szczygło złożył deklarację, że wojsko pozostanie w Lublinie, pod warunkiem poprawy dyscypliny w jednostkach. - Nie może być tak, że wojsko przeszkadza. Jeśli przeszkadza, to oczywiście możemy podjąć decyzję, żeby wojska w Lublinie nie było - mówił.


Kolejna afera,napędzana ciągle przez tegoż samego redaktora!!!



Temat: problem kwantyzacji intelektu


| Czy "nierozstrzygalne algorytmicznie" to "niealgorytmiczne" ?

Nie wiem, ponieważ nie jestem pewien co znaczy Twoje słowo
"niealgorytmiczne". Wiem natomiast co to znaczy "nierozstrzygalne
algorytmicznie" - że nie istnieje algorytm który taki problem rozwiązuje.


Chodzi mi o to, że skoro Harel rozpatrywał "dziedzinę problemów algorytmicznych",
(i w niej wyróżnił między innymi grupy "nierozstrzygalne" i "wysoce nieroztrzygalne")
to czy jest też coś poza tą dziedziną ?


| A ja proponuję przeanalizowanie swojego stosunku
| do pewności teorii stawianych w naukach przyrodniczych.
| Stosowana metoda nie wyklucza fałszywości żadnej z nich.

| W matematyce twierdzenia mają taką pewność, jak aksjomaty.

Ja jestem matematykiem i mój stosunek jest właśnie taki - teoria jest
tak pewna jak jej aksjomaty.


JÓZEF M. BOCHEŃSKI
WSPÓŁCZESNE METODY MYŚLENIA
http://republika.pl/tkwiecie/ksiazki.htm

    Dwie podstawowe formy wnioskowania.

    Odróżnienie praw od reguł posiada nie tylko duże znaczenie teoretyczne, pozwala
ono także, jak to pokazał J. Łukasiewicz, podzielić wszystkie procesy dowodzenia na
dwie wielkie klasy, mianowicie na dedukcję i redukcję. Podział ten będzie tworzył
ogólne ramy dla dalszego przedstawienia współczesnych metod myślenia.
    Zakłada się, że we wszystkich dowodach przesłanki mogą być tak przekształcone, że
jedna jest zdaniem warunkowym ("Jeżeli A, to B"), druga zaś jest równokształtna
bądź z poprzednikiem, bądź z następnikiem tego zdania. Tak jest również
faktycznie: logika matematyczna zawsze dopuszcza tego rodzaju transformację.
Oba wypadki można przedstawić następująco:

(1) jeżeli A, to B
     A więc  B

(2) jeżeli A, to B
     B więc A

    Wnioskowanie według pierwszego schematu nazywa się u Łukasiewicza
"dedukcją", według drugiego "redukcją". Regułą wnioskowania używaną w
dedukcji jest wspomniany wyżej modus ponens. Nie nastręcza on żadnych
trudności. W przeciwieństwie do tego reguła wnioskowania stosowana w redukcji
może wydawać się podejrzana, gdyż jak wiadomo, wnioskowanie z następnika o
poprzedniku jakiegoś zdania warunkowego nie jest w logice niezawodne. A jednak
odpowiadająca mu reguła jest bardzo często stosowana zarówno w życiu codzien-
nym, jak też szczególnie w naukach.
    Łukasiewicz pokazuje, że tak zwana indukcja jest specjalnym przypadkiem
redukcji. Weźmy prosty przykład: mamy trzy kawałki fosforu, a, b, c, o których
stwierdzono, że zapalają się w temperaturze poniżej 60° C; wnioskujemy stąd, że
wszystkie kawałki fosforu tak się zachowują. Jak wygląda schemat tego
wnioskowania? Oczywiście jest on następujący:

Jeżeli wszystkie kawałki białego fosforu zapalają się poniżej 60° C, to także a, b i c,
a, b i c zapalają się poniżej 60° C,
więc wszystkie kawałki białego fosforu zapalają się poniżej 60° C.

Jest to jednak całkowicie oczywiście redukcja, gdyż ze zdania warunkowego i jego
następnika wywnioskowaliśmy jego poprzednik. Tego rodzaju indukcje stosowane są
we wszystkich naukach przyrodniczych i humanistycznych, są one nawet częstsze niż
inne typy wnioskowania (chociaż nie mają tak prostej formy jak w powyższym
przykładzie).
    Redukcja nastręcza bardzo trudnych, do dzisiaj jeszcze ostatecznie nie rozwiązanych
problemów. Omówimy je trochę dokładniej w następnym rozdziale. Teraz jednak
powiemy jeszcze nieco więcej o rodzajach reguł wnioskowania.

{również polecam z tej książki cały rodział "Metoda redukcyjna"}


| Nie lubię niewierzących fanatyków.
| Jeszcze bardziej nie lubię niewierzących fanatyków,
| robiących błędy logiczne, żeby uzasadniać swój fanatyzm.


Chodzi mi o traktowanie teorii tak, jak by były pewnikami.
Tymczasem w naukach przyrodniczych tylko wyniki doświadczeń i aksjomaty są pewnikami.

I ogólnie chodzi mi o przeciwstawianie teorii naukowych prawdom wiary.
Z punktu widzenia logiki to jest kabaret.


Czy powyższe stwierdzenie odnosi się do mnie w jakiś sposób ? Wydaje mi
się że ostatnio szczęśliwie nie popełniam błędów logicznych, nie pisałem
też nigdzie że jestem niewierzącym ani fanatykiem, skąd ten osąd ?

- lk


Nie, nie do ciebie. Mam nadzieję.





Temat: Szynobusowy pomysł na pociąg pospieszny Kraków Glówny - SWR - Lublin


Wydaje się, że zakup przez samorządy leżące na trasie Kraków Stalowa Wola
Lublin (przede wszystkim chodzi mi tu o takie miasta i powiaty jak Tarnów,
Dębica, Mielec, Tarnobrzeg, Stalowa Wola, Kraśnik, ew. Lublin i Kraków),
autobusu szynowego wysokiej klasy (koszt ok. 8 do 10 mln. zł.) byłby niezłym
rozwiązaniem.


Szczególnie, że mają spore nadwyżki i nie wiedzą na co wydać kasę:-)))


Pojemność AS, ok. 120 miejsc siedzących+120 stojących. AS
kursował by jako pociąg pospieszny na trasie Kraków Stalowa Wola Rozwadów
Lublin.
Godziny kursowania


[ciach]


Czas rewelacyjny (4:40 min.). Czasy przejazdów wydają się być realistyczne.


Komu się wydają realistyczne?


Najmniej odjąłem od rozkładowego czasu przy odcinku Kraków Dębica, gdzie i
tak
pociągi jeżdżą szybko. Najwięcej na odcinku Dębica Rozwadów (ok. 27 min.), bo
z
łatwością dla AS można zwiększyć szlakową na tym odcinku o 10 km/h.


Świetny sposób "konstruowania" rozkładu jazdy! Dla fikcyjnego "autobusu" o
nieznanych parametrach czasy jazdy zostały określone metodą odejmowania od
czasów jazdy innych pociągów. Naprawdę rewelacja! No i to "zwiększanie
szlakowej" - z taką "łatwością"...


Czas
przejazdu dla AS na odcinku Rozwadów Lublin (1:30) wydaje się dość realny
(zważywszy na to, że jeszcze 1.5 roku temu tyle jechał SAN).


Rzeczywiście - może urządzimy jakiś wieczór wspomnień, gdzie przypomnimy jakie
kiedyś były prędkości, jakie relacje pociągów itd. Wspomnienia mogą być
naprawdę przyjemne... Łza się w oku kręci...


Nie ma oczywiście
czasu na zmianę loka w Dębicy i zmianę czoła w Rozwadowie, bo obecnie
produkowane AS potrzebują zazwyczaj na te operację 1 min. Pojemność AS (120
siedzących +120 stojących), powoduje konieczność rezerwacji fakultatywnej
Jednak RF tylko w wypadku wykupienia biletu na odległość większą niż 78 km,
chociaż....


Naprawdę ciekawa teoria...


Ceny promocyjne biletów (w zł., żeby było jasne) dla tego poc. W nawiasach
ceny
ulgowe:
Kraków Bochnia                   38 km 3 (2)
Lublin Kraśnik                   45 km 4 (2.5)
Kraków Tarnów                    78 km 5 (3)
Lublin SWR                       100 km 6 (4)
Kraków Dębica                    111 km 7 (5)
Kraków Mielec                    142 km 9 (7)
Kraków Baranów Sand.             165 km 10 (8)
Kraków Tarnobrzeg                182 km 12  (9)
Kraków SWR                       211 km 13  (10)
Lublin Tarnów                    236 km 14 (11)
Kraków  Kraśnik                  269 km 15 (12)
Kraków  Lublin                   314 km 20  (15)
Na innych odcinkach, ceny j.w. w zależności od odległości.


Super! Szkoda, że brak analizy ekonomicznej - po ilu latach zwróci się choć 1/2
kosztu zakupu takiego autobusu (nie wspominając o kosztach bieżącej
eksploatacji)?


Zrealizowanie takiego pomysłu z pewnością dobrze wpłynęło by na kolej na
Podkarpaciu i Lubelszczyźnie, gdzie już dawno ludzie zapomnieli, że ten
środek
transportu może być im przydatny. Dlatego też nie dziwią ciągnące się
sznureczkiem na głównych drogach do Tarnowa , Dębicy i Stalowej, Tarnobrzegu
Lublina, blachosmrody, blachosmrodziarzy, którzy niczego innego nie widzą
poza
swym pięknym samochodem. A w okolicach Lublina i Krakowa mnóstwo zapchanych,
ciasnych, śmierdzących busów. Aż kipi. Poza tym byłby to przełom w bardzo
słabych obecnie połączeniach kolejowych Lublina z Południem Polski.
Taki pomysłna pewno leży to w zasięgu możliwości finasowych tych miast i
powiatów, skoro co roku kupuje się za kwoty o wiele wyższe nowoczesne
autobusy
komunikacji miejskiej.
Taki pociąg mógłby być łączony z innymi AS, np:
w Rozwadowie (z Przemyśla, Ustrzyk, Zagórza),
w Tarnowie (z Nowego Sącza, Krynicy).  


Bajko ty moja! "Jak pięknie by mogło być..."

Może zejdźmy wreszcie na ziemię i zacznijmy myśleć o rzeczywistości.

Pzdr.
Aragorn





Temat: Zmniejszyc odcinki miedzy semaforami?

 Czy ponizszy tekst nie jest troche lipny? Czy aby zwiekszyc
przepustowosc linii kolejowej nie wystarczy zmniejszyc odstepow miedzy
semaforami, tak by jednoczesnie na szlaku moglo byc wiecej pociagow?
Przeciez nawet istnieja mozliwosci dania znaku "odcinek krotszy niz droga
hamowania", chociaz pewnie nie byloby to potrzebne.

Jednym z ostatnich sukcesów Malopolski bylo zakwalifikowanie projektu
budowy sieci kolei aglomeracyjnej wokól Krakowa na liste niezbednych
inwestycji przed Euro 2012.

Bedzie szybciej, czesciej i ciszej

Za 110 mln euro - z czego 55 mln to dotacja unijna - PKP Polskie Linie
Kolejowe we wspólpracy z województwem i gmina Kraków chca przebudowac
torowiska kolejowe laczace Trzebinie, Krzeszowice, Wieliczke, Klaj i
Bochnie oraz Skawine ze stolica Malopolski. - Za te pieniadze maja
powstac porzadne tory, które pozwola jezdzic szynobusom dwa razy szybciej
niz dzis i, co wazne w samym Krakowie, cicho - mówi Wlodzimierz Zmuda,
szef malopolskich PLK.

- Jeszcze nie zaczelismy, a juz mamy problem. Szczerze mówiac, do
niedawna myslalem, ze pojawi sie on dopiero za dziesiec czy pietnascie
lat - zalamuje rece Zmuda. Okazuje sie jednak, ze obecne torowisko
laczace Glówny z Plaszowem bedzie zbyt ciasne, aby kolej aglomeracyjna
odniosla sukces. Dlatego niezbedne jest dobudowanie dwóch dodatkowych
nitek torów. Tymczasem w odleglosci kilku metrów od istniejacego nasypu z
torami stoja zabytki.

Kosciól centymetry od torów?

- Dopiero przy okazji badan zwiazanych z uruchomieniem przystanku
kolejowego pod Hala Grzegórzecka wyszlo nam, ze po uruchomieniu sieci
polaczen aglomeracyjnych pomiedzy Dworcem Glównym a Plaszowem bedzie
jezdzic ogromna liczba pociagów - wyjasnia Zmuda. Aby zas kolejarzom
udalo sie znalezc chetnych do korzystania z szynobusa w Wieliczce czy
Skawinie, bedzie on musial jezdzic odpowiednio czesto, np. co 20 min. -
Przy liczbie pociagów, jaka pojawila sie w badaniach, nie ma szansy, by
udalo sie jezdzic szynobusami z taka czestotliwoscia po istniejacych
torach. Musimy zbudowac dodatkowe dwie nitki - kwituje szef PLK.

Teraz kolejarze sonduja, jakie sa szanse na poprowadzenie nowych torów. -
Ze wstepnych ogledzin wynikaloby, ze przydaloby sie miejscami cos
zburzyc, bo budynki sa czasami bardzo blisko torów. Najgorsza sytuacja
jest na skrzyzowaniu torów z ul. Kopernika. W rozbudowie przeszkadza nam
kosciól sw. Mikolaja - nie ukrywa Zmuda.

Jedynym rozwiazaniem, jakie na razie udalo sie znalezc kolejarzom, jest
wybudowanie estakady wzdluz calego nasypu w ten sposób, zeby szerokosc
torowiska tylko minimalnie wykraczala poza podstawe istniejacego nasypu.

- Nie wyobrazam sobie, jak kolejarze widza to poszerzenie torowiska. Nasz
kosciól juz teraz stoi dwa metry od nasypu. Jesli wiec dobrze rozumiem,
to w najlepszym wypadku chcieliby, by stal o centymetry od nowych torów.
Ciekaw jestem, kto sie na to zgodzi, skoro budynek jest z XII wieku -
uslyszelismy w sekretariacie parafii sw. Mikolaja.

Konserwator: nie naruszyc budowli

PLK przeprowadzily juz wstepne konsultacje z wojewódzkim konserwatorem
zabytków i wiedza, ze beda musialy zrobic wszystko, by nie naruszyc
zadnej cennej budowli. O tym, czy zdaniem konserwatora plan bedzie
mozliwy do zrealizowania, dyrektor Zmuda uslyszy dopiero, gdy przedstawi
mu koncepcje architektoniczna. - Poza tymi najciasniejszymi miejscami,
nie lada klopot bedziemy miec tez z zabytkowym wiaduktem nad ul.
Grzegórzecka. Ale tu na szczescie w sukurs przychodzi nam nowoczesna
technologia - ocenia Zmuda. - Teraz da sie kolo niego zbudowac taki
wiadukt, który nie bedzie mial zadnej podpory po srodku. Byc moze wiec w
ogóle nie dojdzie do naruszenia konstrukcji - wzdycha dyrektor.

Zródlo: Gazeta Wyborcza Krakow





Temat: Odcinek Dworzec Główny - Płaszów czterotorowy
PKP dostanie 55 mln euro na usprawnienie kolei aglomeracyjnej. To bardzo ważna inwestycja, ale jej realizacja zagraża zabytkom położonym przy nasypie, w tym kościołowi św. Mikołaja z XII w.
Jednym z ostatnich sukcesów Małopolski było zakwalifikowanie projektu budowy sieci kolei aglomeracyjnej wokół Krakowa na listę niezbędnych inwestycji przed Euro 2012.

Będzie szybciej, częściej i ciszej

Za 110 mln euro - z czego 55 mln to dotacja unijna - PKP Polskie Linie Kolejowe we współpracy z województwem i gminą Kraków chcą przebudować torowiska kolejowe łączące Trzebinię, Krzeszowice, Wieliczkę, Kłaj i Bochnię oraz Skawinę ze stolicą Małopolski. - Za te pieniądze mają powstać porządne tory, które pozwolą jeździć szynobusom dwa razy szybciej niż dziś i, co ważne w samym Krakowie, cicho - mówi Włodzimierz Żmuda, szef małopolskich PLK.

- Jeszcze nie zaczęliśmy, a już mamy problem. Szczerze mówiąc, do niedawna myślałem, że pojawi się on dopiero za dziesięć czy piętnaście lat - załamuje ręce Żmuda. Okazuje się jednak, że obecne torowisko łączące Główny z Płaszowem będzie zbyt ciasne, aby kolej aglomeracyjna odniosła sukces. Dlatego niezbędne jest dobudowanie dwóch dodatkowych nitek torów. Tymczasem w odległości kilku metrów od istniejącego nasypu z torami stoją zabytki.

Kościół centymetry od torów?

- Dopiero przy okazji badań związanych z uruchomieniem przystanku kolejowego pod Halą Grzegórzecką wyszło nam, że po uruchomieniu sieci połączeń aglomeracyjnych pomiędzy Dworcem Głównym a Płaszowem będzie jeździć ogromna liczba pociągów - wyjaśnia Żmuda. Aby zaś kolejarzom udało się znaleźć chętnych do korzystania z szynobusa w Wieliczce czy Skawinie, będzie on musiał jeździć odpowiednio często, np. co 20 min. - Przy liczbie pociągów, jaka pojawiła się w badaniach, nie ma szansy, by udało się jeździć szynobusami z taką częstotliwością po istniejących torach. Musimy zbudować dodatkowe dwie nitki - kwituje szef PLK.

Teraz kolejarze sondują, jakie są szanse na poprowadzenie nowych torów. - Ze wstępnych oględzin wynikałoby, że przydałoby się miejscami coś zburzyć, bo budynki są czasami bardzo blisko torów. Najgorsza sytuacja jest na skrzyżowaniu torów z ul. Kopernika. W rozbudowie przeszkadza nam kościół św. Mikołaja - nie ukrywa Żmuda.

Jedynym rozwiązaniem, jakie na razie udało się znaleźć kolejarzom, jest wybudowanie estakady wzdłuż całego nasypu w ten sposób, żeby szerokość torowiska tylko minimalnie wykraczała poza podstawę istniejącego nasypu.

- Nie wyobrażam sobie, jak kolejarze widzą to poszerzenie torowiska. Nasz kościół już teraz stoi dwa metry od nasypu. Jeśli więc dobrze rozumiem, to w najlepszym wypadku chcieliby, by stał o centymetry od nowych torów. Ciekaw jestem, kto się na to zgodzi, skoro budynek jest z XII wieku - usłyszeliśmy w sekretariacie parafii św. Mikołaja.

Konserwator: nie naruszyć budowli

PLK przeprowadziły już wstępne konsultacje z wojewódzkim konserwatorem zabytków i wiedzą, że będą musiały zrobić wszystko, by nie naruszyć żadnej cennej budowli. O tym, czy zdaniem konserwatora plan będzie możliwy do zrealizowania, dyrektor Żmuda usłyszy dopiero, gdy przedstawi mu koncepcję architektoniczną. - Poza tymi najciaśniejszymi miejscami, nie lada kłopot będziemy mieć też z zabytkowym wiaduktem nad ul. Grzegórzecką. Ale tu na szczęście w sukurs przychodzi nam nowoczesna technologia - ocenia Żmuda. - Teraz da się koło niego zbudować taki wiadukt, który nie będzie miał żadnej podpory po środku. Być może więc w ogóle nie dojdzie do naruszenia konstrukcji - wzdycha dyrektor.

Źródło:Gazeta Wyborcza Kraków




Strona 2 z 3 • Znaleźliśmy 109 wyników • 1, 2, 3

© 2009 - Ceske - Sjezdovky .cz. Design downloaded from free website templates