wyniki egzaminu kończące podstawówkę 

Widzisz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: wyniki egzaminu kończące podstawówkę





Temat: poziom wykształcenia
W szkole średniej - OK - knajpy, komputer, tv - nie ma czasu na naukę ale mowa jest o podstawówce... wyniki egzaminów kończących są na stronie MEN - i są gorsze niż średnia krajowa... Dziecko w szkole podstawowej chyba łatwiej przypilnować??? To wina rodziców czy nauczycieli???



Temat: Nauka
Gdyby udało się jakimś cudem wprowadzić w gimnazjach selekcję i licealny model nauczania (lepsza kadra, przedmioty w rozszerzonym zakresie) reforma byłaby zbawienna. Niestety jest to niemożliwe z uwagi na publicznośc tychże gimnazjów. Najrozsądniejszym wyjściem jest więc chyba siedmioletnia podstawówka kończąca się egzaminem i selekcjonujące uczniów na podstawie świadectw i wyników egzaminu szkoły ponadpodstawowe. Gimnazja są jedynie przedłużeniem podstawówki, a w wypadku wprowadzenia pięcioletniego liceum, uczeń mógłby zdobyć naprawdę poważny zasób wiedzy.





Temat: Każdy może?
Hej wam!
Ja już od podstawówki marze o liceum plastycznym, ale marzenia to nie wszystko...
Najbardziej przeraża mnie egzamin wstępny te rysunki, malarstwa itp. Nie mam zamiaru się tutaj przechwalać ale malować i rysować umiem przeraża mnie to że strasznie działa na mnie presja czasu ;/ niejedno krotnie na konkursach plastycznych zaczynałam coś a po chwili wydawało mi się że wyszedł z tego zwykły bohomaz xd niszczyłam pracę i zaczynałam od nowa, czyli nie zawsze kończyłam... Dodam że nie mam świadectw z paskami, teraz jestem w 3gim i chcę to zmienić by zdobyć dużo pkt w rekrutacji do tej szkoły. Ale jeśliby mi to nie wyszło i miałabym 3 z matmy, 4 z polskiego i 4-5 z języka, hmm OK. 32pkt z egzaminu matematycznego i ok 37 z humanistycznego i dobrze zdane egzaminy wstępne miałabym szanse dostać się do tej szkoły? (Tak między nami czy bardziej patrzą na egzaminy wstępne czy raczej na oceny i wyniki egzaminu gim?)
Ale się rozpisałam.. wybaczcie czekam na wasze odp.




Temat: Egzaminy i emocje
Ja oblałem dwa razy na karte rowerową. A jak szedłem na te ważniejsze egzaminy, np. po podstawówce i gimnazjum to postanowiełem że mam je gdzies i że moja przyszłość kończy się już teraz. W rezultacie poszedłem, napisałem na odczepta się, co umiałem (oczywiście włożyłem w to całą zdobytą wiedze, ale miałem gdzieś jaki będzie wynik) i wyszło na to, że dalej pnę się po stopniach kariery uczniowskiej.
Najważniejsze to nie przejmować się że się nie zda, bo za to nie ma kary śmierci, a jest szansa na poprawkę. Za miesiąć, a czasem za rok..... Ale jest!                  




Temat: Pytania

Woland, nie wierzę, że nie zarwałeś ani jednej nocy! Cóż za ustabilizowany tryb życia prowadziłeś...
Ja mówię wyraźnie o zarywaniu nocy z powodu nauki . Nie miało to miejsca od początku podstawówki aż do drugiego roku studiów włącznie i prawdę mówiąc ciężko jest mi sobie wyobrazić jak można nie spać całą noc, ucząc się (i jakoś przeżyłem Unię i półtora roku na studiach bez żadnej poprawki). Nawet nie potrafiłbym siedzieć non-stop nad książką dłużej niż 3 godziny. Chociaż generalnie niewiele razy zdarzyło mi się w ogóle nie spać w nocy.

Jeśli chodzi o oceny z gimnazjum, to w 90% nie mają one nic wspólnego z poziomem wiedzy, a raczej z ambicją. To, że przy rekrutacji liczą oceny + wynik egzaminu tłumaczę sobie tak, że cenią u ludzi poziom wiedzy i tę właśnie ambicję. Ale jeśli ta druga zdecydowanie przeważa, to może się to kończyć zarywaniem co drugiej nocy, zwłaszcza jeśli ktoś będzie dążył za wszelką cenę do utrzymania swojej średniej . Dlatego optymalnym wariantem jest średnia >5.0 + >90 punktów, albo cwaniactwo wyrażające się w wygraniu jakiejś olimpiady .



Temat: Egzamin szóstoklasistów już jutro


Ponad 15 tys 160. szóstoklasistów z podlaskiego przystąpi jutro do sprawdzianu na koniec podstawówki. Od godziny 9-00 pisać będą test, który sprawdzi zdobyte przez nich umiejętności. Sprawdzian ma pokazać osiągnięcia uczniów z zakresu 5 obszarów umiejętności: czytanie, pisanie, rozumowanie, korzystanie z informacji i wykorzystanie wiedzy w praktyce – wyjaśnił dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łomży, Waldemar Kurpiewski.

Umiejętności, które będą sprawdzane, mają charakter ponadprzedmiotowy – uczeń zdobywa je na wszystkich zajęciach w szkole podstawowej – podkreśla dyrektor OKE. Sprawdzian kończący szkołę podstawową jest obowiązkowy – muszą przystąpić do niego wszyscy uczniowie klas szóstych. - Sprawdzianu nie można nie zdać – mówi Waldemar Kurpiewski i podkreśla, że wynik ma charakter wyłącznie informacyjny. Uczeń, bez względu na wynik, będzie musiał zostać przyjęty do gimnazjum w swoim rejonie.

Dla uczniów, którzy z różnych przyczyn nie przystąpią do sprawdzianu, OKE przygotowała drugi termin - będzie to 5 czerwca. Jutro w ławkach w łomżyńskich podstawówkach zasiądzie 836. uczniów, w powiecie łomżyńskim sprawdzian pisać będzie 750. Uczniowie pisać będą przez godzinę. Wyniki poznają 22 czerwca, kiedy to otrzymać mają specjalne zaświadczenia. Maksymalnie na sprawdzianie szóstoklasista może zdobyć 40 pkt.




Temat: Powrót do PL i szkolna lipa
prawda jest taka, ze ''niestety'' w Polsce do szkol srednich zdaje sie egzaminy. chcesz isc do dobrej musisz byc dobry i tyle. czy to zle? nic dziwnego ze nie chca przyjac ''kota w worku''. tu szkole srednia konczy kazdy. w Polsce nie. LO jest po to by przygotowywac kogos do studiow, ale nie zaczynasz od poziomu dodawania ulamkow, czy rownania z jedna niewiadoma. Nad systemem mozna debatowac, ale fakt jest taki, ze podstawowka i szkola srednia maja dostarczyc na tyle wiedzy, zeby nie bylo szoku potem na studiach. zdajac egzaminy potwierdzasz jakies umiejetnosci i mozliwosci dalszego rozwoju.
tak jest i ja uwazam to za dobre. idziesz na medycyne, czeka cie trudny egzamin z biologii, chemii, czego tam jeszcze. i zaczynajac masz podstawy, tu idzie byle matol droga ->kurs->pielegniarz->kurs->GP i potem leczy ludzi paracetamolem.
oczywiscie w tym przypadku to tylko szkola srednia, ale ciezko zabierac miejsce komus kto zda egzamin w Polsce na korzysc kogos kogo wiedzy sie nie zna.
a moze sprobowac gdzies poprosic o przeslanie wczesniej certyfikatow? choc pewnie odmowia, jako ze po co im ktos kto wraca do Polski??
i tu pokazuje sie system angielski- wielomiesieczne oczekiwanie na wyniki.




Temat: Planowane zmiany w systemi eedukacji. Co Wy o tym myślicie?

Język obcy od początku

Obowiązek języka obcego od pierwszej klasy już od roku 2008/09 (najlepiej angielski).

GIMNAZJUM: DWA JĘZYKI

Kontynuacja języka z podstawówki i obowiązkowa nauka drugiego języka.

I to jest chyba najlepsze posunięcie.


LICEUM: SKRÓCONA EDUKACJA OGÓLNA
(...)
Nie będzie więc tak, że przedmioty tzw. ogólne kończą się w pierwszej klasie.

W klasach II I III - przewidywana jest specjalizacja. Uczeń wybiera profil pod kątem matury i przyszłych studiów, wybiera zajęcia z oferty szkoły (np. profil humanistyczno-filozoficzny, przyrodniczo-matematyczny itp.).

Skrócona, ale jednak nie. Tak samo przecież było dotąd. Np. w klasie mat-inf biologia, geografia, etc. kończyły się w drugiej klasie. W pierwszej klasie program nauczania na wszystkich profilach był właściwie taki sam - ogólny. Zresztą jak sama nazwa wskazuje: liceum ogólnokształcące (bo chyba nie mowa tutaj o liceach profilowanych?).


MATURA: POLSKI, MATEMATYKA, JĘZYK i PRZEDMIOTY DODATKOWE
I b.dobrze; jak wiadomo - matematyka królową nauk


...) nie można nie zdać tego egzaminu (!), tzn. nie ma tzw. progu zdawalności. Wynik liczy się przy przyjęciu na studia.
Znaczy giertychowa amnestia na coś się przydała... ukierunkowała aktualne zmiany.
To teraz nie ma o co się bać - nie zdam matury, to najwyżej pójdę studiować na mniej renomowanej uczelni? (jeśli mam studia w planie)
A co z możliwością ponownego przystępowania do matury w celu poprawienia wyników? Bez zmian?



Temat: Nastoletnie dziecko - emigracja

cześć. mam problem ze szkołą. W tym roku kończę gimnazjum i przenoszę się z rodzicami w sierpniu do melbourne. Nie wiem tylko jaki jet program edukacji w Melbourne. do jakiej szkoły idzie się po ukończeniu gimnazjum tutaj? Czy trzeba mieć jakieś potrzebne zaświadczenia? i jeszcze jedno mianowicie czy do Australii można przewozić zwierzęta?? Chodzi dokładnie o szczeniaka yorka. Proszę o odpowiedzi

Kinga, nie panikuj. W jakim jestes dokladnie wieku? 16 lat? To najprawdopodobniej pojdziesz tu do klasy 11 lub 12. Tu szkoly dziela sie na podstawowki (do klasy 6) i szkoly srednie (tzw high school) - sa to klasy od 7 do 12. W klasie 11 i 12 uczniowie zaliczaja rozne egzaminy, ktore lacza sie w cos podobnego do naszej polskiej matury.
Ozi, ktory teraz jest pewnie w drodze na wakacje, moze Ci napisac wiecej, bo jego syn przyjechal tu w podobnym do Twojego wieku i wlasnie zakonczyl klase 12 z wysmienitymi wrecz wynikami.
W srerpniu bedzie akurat srodek roku szkolnego w Melbourne (poczatek jest pod koniec stycznia). Powinniscie juz teraz zaczac sprawdzac szkoly- chyba zalezne bedzie to od tego gdzie chcecie mieszkac i czy chcesz byc w szkole koedukacyjnej czy tylko dla dziewczat.
Jak bedziesz miala jakies szczegolowe pytania- wyslij mi wiadososc na priv, temat wyboru szkol przerabialam niedawno.
Psa mozna przewiezdz ale to dosyc spory wydatek. Temat ten byl juz poruszany na Forum- uzyj opcji szukaj.

I daj znac jak bedziesz potrzebowala pomocy.
Glowa do gory!
m



Temat: chaos w szkołach .....
zawsze powtarzałam, że gimnazjum to błąd matrixa

generalnie prawie ze wszystkim sie zgodze, co napisano: dzieci sa przerzucane ze szkoły do szkoly zanim zdążą sie zaaklimatyzować, to w połączeniu z brakiem zainteresowania ze strony rodziców powoduje zachowania patologiczne w szkołach i nie tylko

ale:
[i]Podręczniki są piękne, kolorowe, zeszyty ćwiczeń jeszcze piękniejsze i jeszcze bardziej kolorowe. Ale w tym natłoku barw, schematów i gotowych wzorów brak miejsca na jakąkolwiek samodzielną pracę, na rozwijanie wyobraźni – jest jeden wielki szablon, i chyba o to chodzi.

Zapytajcie sie jakiegokolwiek dziecka, czy chętniej będzie sie uczyło z książki, która ma piękne ilustracje ,czy z czarno białego podręcznika?

Aby zakończyć proces edukacyjny w szkole podstawowej, dzieci piszą test kompetencyjny. Komu jest on potrzebny, dokładnie nie wiadomo, bo gimnazjum jest obowiązkowe.

to prawda, ze test niczego nie zmienia, ponieważ uczeń i tak dostaje sie do gimnazjum, ale moim zdaniem jest to dobry trening, trzeba dzieci przyzwyczajać do formy egzaminu w ogóle.

W gimnazjum kończy się zabawa, zaczynają się konkretne przedmioty. Ale znów odbywa się to "po łebkach", ponieważ materiał realizowany w podstawówce sprzed reformy w klasach od 4 do 8, teraz należy zrealizować w ciągu trzech lat, a w zasadzie w 2 i pół roku. Oznacza to wiele godzin w szkole (po 7-8 godzin lekcyjnych dziennie), a w domu, jeżeli ktoś chce osiągnąć jako takie wyniki, znowu kilka godzin pracy.
[/i]

true, to jest kicha

ale, co można zrobić?

założyć mundurek i iść do szkoły....



Temat: czy uczniowie OSB kochają balet? (wydzielony)
Przeczytalam wszystkie wasze listy-pozwole sobie napisać moj. Nie uważam, ze któs na kimś wywiera presje, albo przywiazuje na sile do szkoly. Po reformie szkolnictwa, wprowadzenie gimnazjum nastepuje selekcja wśród uczniow(w kazdej podstawówcenie tylko w OSB). wiem, ze ucznioweie ktorzy nie lubią tej szkoly do ktorej chodzą -mają szanse na zmianę, np. konczy sie 1etap-koniec podstawówki, wybiera się gimnazjum , przenosi dokumenty i po sprawie. po drugie (nie wiem jak w innych OSB) ale w gdańskiej tak jest , ze I-IIIklay -klasy sa dwie w każdej nie więcej niz 16uczniów. Od gimnazjum powstaje jedna klasa. I wynika to z tego, że zostają tylko ci którzy się do tego nadają-mają dobre oceny z przedmiotów zawodowych --i to jest naturalna selekcja --ten wybór. Z ukończeniem gimnazjum, ąprzejściem do Lo jest podobnie. Należy tylko pamiętac, ze chodząc do LO w OSB ma się dużo mniejszy wybór przedmiotów do zdawania na maturze, bo nie ma biologii, geografii. To moze być problem dla osoby, ktora np. po LO w OSb ma zamiar zdawac na medycyne. Nie mówię, ze to sie nie udaje---po prostu wiąże sie to z opanowaniem biologii we wlasnym zakresie.
Co do rodziców---moi drodzy nie róbcie z nich tyranów. każdy rodzić chce , zeby jego dziecko bylo szczesliwe--i nie wierze--że gdy dziecko skarży (znaczy placze, wpada w histerie, ze nie pójdzie itp) (nie mówię o chwilowych "nabąknięciach, typu a klasyka jest glupia)sie ze nie lubi szkoly --i nie ma w niej osiagnieć(slabe oceny zawodowe) to rodzic prowadzi go za ucho --nie wierze. Sama uprawialam sport-podobny ciut do baletu--i nikt mnie na sile nie prowadzal, żaluje ze nie poszlam do sportowej szkoly od początku, bo to by ulatwiło wiele spraw.-pozwole sobie przytoczyć---jak chodzilam do "zwykłej" podstawówki to nikogo nie obchodzilo, ze bylam na zawodach-musialąm pisać klasówke razem z innymi i po szkole biegac na treningi na drugi koniec miasta. Jak juz chodzilam do sportowej szkoly to bylo to latwiejsze-- jak byliśmy na zawodach to nauczyciele to zrozumieli ze jestesmy zmeczeni itp. Zresztą obserwujac dzisiejszą młodzież widze, ze niektórzy "ciągną dwie sroki za ogon' wszystko po trochu, bo kolega/ka chodzi wlasnie na judo to ja tez pójde. Dlatego uwazam, ze pomysl przeprowadzania w Gdańskiej OSB(nie wiem jak jest w innych) egzaminu z klasyki, ludowego, rytmiki jest bardzo dobry---ponieważ--bo poznanu wyniku nawet 11latek się orientuje jaką powinien wybrac droge. Takie jest moje zdanie.Pozdrawiam



Temat: Jak pomóc dzieciom z EDS w szkole
Młody kończy w tym roku gimnazjum. Od poczatku edukacji był cyrk i schody tragiczne. Generalnie edukacja masowa była wykluczona już w zerówce. Poszedł do społecznej. Wytrzymał trzy lata. Potem musiałam przenieść :( Kolejne trzy był w prywatnej, ale, o ile w czwartej klasie jakoś jeszcze sobie radził, to w piątej JA się w tej szkole zatrudniłam, żeby mieć oko, a w szóstej połamali Mu rękę na muzyce, potem się zaczął problem z zębami i aparatami, w konsekwencji nie był w szkole przez 8 miesięcy i szóstą klasę zaliczył na egzaminach klasyfikacyjnych.

Odetchnęłam w gimnazjum.
Szkoła jest malutka, prowadzona przez Fundację "Edukacja dla integracji", płatna, ale da się wytrzymać. Podjazdy, winda, transport (wliczone). Wszyscy nauczyciele przeszkoleni do bólu. Do tego udało mi się załatwić nauczanie indywidualne NA TERENIE SZKOŁY. Młody ma swój "pokój", nauczyciele do niego przychodzą po prostu, tylko na niektóre lekcje chodzi do klasy, ale już wszyscy są wyuczeni, że:
- Młodemu się schodzi z drogi, bo jest niepewny i musi mieć "czysty horyzont"
- schody mają być PUSTE, jak Młody je forsuje (obojętne w którą stronę )
Na ścianach są przykręcone barierki, wszędzie, więc jest prościej trochę, w toaletach też. Nikogo to nie dziwi, tam się uczą dzieci na wózkach, o kulach, w sumie nikogo nie dziwi, że człowiek jest taki czy inny i ma takie lub inne potrzeby. Tam to nawet pani sprzątająca jest normalna, naprawdę, i WIE, jak należy z nimi postępować (z uczniami). W szkole jest gimnazjum i liceum ogólnokształcące, mają doskonałe wyniki, pomagają przy orzeczeniach, załatwianiu spraw, Młody nie chce w ogóle słyszeć o żadnej innej szkole. Nie ma problemu z nieobecnościami, tam się po prostu wszystko da załatwić. A przy tym tam jest fajnie, kolorowo, wesoło, wiecie, ja TAM się czuję jak miedzy swoimi, tylko tam mi się wydaje, że jesteśmy na właściwym miejscu.

Znajdziecie. Ja szukałam sześć lat szkoły dla Młodego i ubolewam, że jeszcze tylko trzy i koniec tej edukacji i co my wtedy zrobimy. Przez podstawówkę przeszliśmy piekło. Zwłaszcza, że nikt nie wiedział co jest grane i traktowali Młodego JAK ZDROWEGO, stawiając mu takie same wymagania jak zdrowym, co było nie do przyjęcia po prostu, bo on sobie nie mógł poradzić. Ale to minęło. Są takie szkoły, naprawdę, tylko się trzeba strasznie naszukać...



Temat: Schrzaniłem egzaminy.
Hej, nazywam się Filip, mieszkam w województwie lubelskim i mam 16 lat.
Może zacznę od początku - zawsze byłem piątkowym uczniem, nauczyciele nigdy nie mieli do mnie zastrzeżeń, bo byłem zawsze dokładnie przygotowany do zajęć, zawsze punktualny i kulturalny. Nie zależało mi jednak na ocenach, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że nie są one dobrym wyznacznikiem wiedzy, dlatego bardziej skupiłem się na egzaminach kończących podstawówkę i gimnazjum. Ten pierwszy napisałem bezbłędnie. Byłem z siebie zadowolony, dostałem się do gimnazjum gdzie chodzili moi koledzy, wszystko było w porządku, w idealnym porządku. Przez trzy lata nauki w szkole ponadpodstawowej ciężko pracowałem, w pierwszej i drugiej klasie miałem średnią powyżej 5.0, próbne testy pisałem w granicach maksimum punktów. Wybrałem sobie liceum ogólnokształcące, profil, myślałem, że mam go na wyciągnięcie ręki. Niestety. Moje problemy zaczęły się kilka dni temu. Od miesięcy przygotowywałem się do testu gimnazjalnego, próbny w styczniu napisałem bardzo dobrze, więc raczej się o niego nie martwiłem. Powtórzyłem materiał z wszystkich trzech klas, wydawało mi się, że wszystko pójdzie idealnie... Nastała środa, część humanistyczna - pierwszy zgrzyt. Gdy na początku przekartkowałem egzamin wydawał mi się banalny, zbyt banalny, więc postanowiłem skupić się maksymalnie i rozpocząłem pisanie. Moim pierwszym błędem było złe rozmieszczenie czasu, na rozprawkę z wymierzonych czterdziestu minut wyszło mi ok. dziesięć. Popełniałem naprawdę żałosne omyłki, sporo się ich namnożyło. Wychodząc z sali wydawało mi się, że to tylko zły sen. Wszyscy wokół cieszyli się, że tak dobrze ich poszło. Wszyscy, z wyjątkiem mnie. Później na Gadu-Gadu pisali mi, że wszystko mają dobrze, pięćdziesiąt punktów czeka na nich z otwartymi rękami. Nieco się podłamałem, tyle przygotowań poszło w nicość. Mimo 20/20 z zadań zamkniętych, popełniłem błędy w zadaniach otwartych, co mi się nigdy wcześniej nie zdarzało, bo jeżeli miałem coś źle, to zazwyczaj w 'abcd'. W rozprawce nie napisałem autorów książek użytych jako argumentów, a w podaniu ominąłem formę grzecznościową. Ba, mogłem zrobić jeszcze bardziej karygodną pomyłkę, ale nie jestem jej pewny, więc raczej nie napiszę. Postanowiłem się nie poddawać, powtarzałem podstawowe wzory na matematykę i fizykę. Kolejnego dnia przyszedłem pod drzwi klasy nieco zgaszony, ale nadal pełny wiary. Ha, na co ja liczyłem? Test nie był trudny, był łatwy. Potrafiłem zrobić wszystkie zadania otwarte, ale cóż, znów robiłem denne błędy, znów się zbłaźniłem. Gdy sprawdzałem wyniki na pewnej stronie, myślałem, że mnie szlag weźmie. Znów te same osoby pisali mi na komunikatorze, jak im to wszystko świetnie poszło, że się w ogóle nie przygotowywali. Z tego co słyszałem, w moim gimnazjum średnia za egzamin gimnazjalny wyjdzie 89 punktów. Każda z klas trzecich zachwalała swoje wyniki. Ja jedyny byłem tym gorszym. Z tego co liczyłem, za testy wyjdzie mi około 65 punktów [w zależności jak będą oceniać rozprawkę i podanie]. Wszystko wymykało się spod mojej władzy, nie mogłem nic na to poradzić. Mieszkam w małym mieście, gdzie są tylko trzy LO - tzn. praktycznie dwa, w jednym przyjmują każdego, więc poziom tam mają naprawdę okropny. Teraz moje marzenia legły w gruzach. Nie wiem co zamierzam robić w przyszłości, więc LO byłoby dla mnie odpowiednie. Niestety, poza granicami miasta nie chce szukać placówki szkolnej, bo to równałoby się z długą rozłąką z rodziną, albo uciążliwymi jazdami autobusem. Mając marne 65 pkt. z egzaminu nie mam nawet po co konkurować z resztą. Co mam robić? Poddać się?
Tak nagle straciłem zapał do nauki, wszystko wydaje się teraz bezsensowne. W ciągu tych dwóch dni moje plany poległy, JA poległem. Mam jeszcze jakąś ewentualność?
Najbardziej wkurza mnie to, że ja NAPRAWDĘ potrafiłem zrobić te zadania. Nie wynikało to z niewiedzy. Ech.



Temat: Co się dzieje w naszych szkołach?

Centralna Komisja Egzaminacyjna ogłosiła wyniki sprawdzianu, który w kwietniu pisało pół miliona 13-latków kończących szkołę podstawową.

Wyniki są przerażające. Co dziesiąty szóstoklasista nie był w stanie poprawnie napisać wypracowania (wymagano choćby 9 linii!). Tylko co trzeci potrafił wykazać się barwnym słownictwem i poprawnym stylem.

Gimnazja, do których trafią absolwenci podstawówek, nie są w stanie uzupełnić braków. Kilka tygodni temu pisaliśmy, że co dziesiąty 15-latek na ogólnopolskim egzaminie gimnazjalnym za wypracowanie dostał 0 lub 1 punkt.

Na sprawdzianie szóstoklasiści mieli opisać miejsce, które jest dla nich "jedyne pod słońcem". Pisali o domu rodzinnym, w którym czują się bezpiecznie i o przyrodzie, która daje poczucie spokoju i piękna. Ale nie zabrakło osób, które napisały o słońcu albo słonecznych miejscach, bo zwrot "jedyny pod słońcem" nic im nie mówił. "Miejsce, w którym widać zachód jak i wschód słońca jest bardzo pięknym krajobrazem" - tak zaczyna się jedna z prac. Uczniowie zapominali o kropkach i przecinkach. Błędy ortograficzne i językowe były w co drugiej pracy.
- Pora, by zajęli się tym metodycy i ci, którzy mają wpływ na oświatę - mówi prof. Roman Dolata, pedagog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Prof. Krzysztof Konarzewski, pedagog z Instytutu Psychologii PAN, winą za braki u szóstoklasistów obarcza polonistów i tych, którzy układają egzaminacyjne tematy. - Z przerażeniem czytałem prace: schematy, kicz, wyuczone banały - irytuje się. - Dzieci piszą o mgiełkach, trawkach i gałązkach. Kopiują najgorszy literacki styl, licząc, że docenią to sprawdzający. Egzamin powinien oceniać nie znajomość ckliwych epitetów, ale to, czy uczniowie potrafią formułować myśl na papierze i przekonać do niej innych - zaznacza.

CKE powołała już zespół, który ma opracować nową formułę sprawdzianu. Tematy wypracowań mają być bardziej konkretne.
Z kolei MEN obiecuje walkę z dysleksją.- Wszyscy uczniowie powinni być diagnozowani pod kątem dysleksji. Tylko tak będziemy mogli tym dzieciom pomóc - mówiła wczoraj minister oświaty Katarzyna Hall.

Egzamin na koniec szkoły podstawowej sprawdza pięć najważniejszych dla ucznia umiejętności: czytania, pisania, rozumowania, korzystania z informacji i zastosowania wiedzy w praktyce.
Uczniowie ze wsi zdobywali średnio o nawet o 3 pkt mniej niż ich rówieśnicy z dużych miast. Wyniki prywatnych szkół były lepsze od państwowych średnio o 4 punkty.
Najlepiej szóstoklasiści radzą sobie z czytaniem ze zrozumieniem - uzyskali średnio 75 proc. pkt.
Najgorzej wypadło pisanie (za wypracowanie przeciętny uczeń dostał tylko 29 proc. pkt) i stosowanie książkowej wiedzy w praktyce (57 proc.). W oparciu o wyniki tego egzaminu CKE prognozuje, że jedna czwarta uczniów może mieć poważne problemy z nauką w gimnazjum.

Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że uczniowie klas szóstych z Pomorza pod względem liczby uzyskanych punktów (63 procent) na sprawdzianie zajęli ostatnie miejsce w Polsce - razem z województwami dolnośląskim, kujawsko-pomorskim, lubuskim, śląskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim.
Co więcej, wykazali się też, obok uczniów z województwa lubuskiego, najgorszą umiejętnością w pisaniu wypracowania w skali całego kraju (55 procent zdobytych punktów). Najlepiej sprawdzian napisali szóstoklasiści województwa małopolskiego (67 procent zdobytych punktów ogółem i 62 procent z umiejętności pisania).
- Nie będę tego komentował, ponieważ nie widziałem jeszcze tabeli z wynikami - mówił nam wczoraj wieczorem Zdzisław Szudrowicz, pomorski kurator oświaty.
Według wstępnych wyników sprawdzianu na zakończenie klas szóstych szkół podstawowych na Pomorzu 70 procent uczniów uzyskało od 18 do 33 punktów (na 40 możliwych). Najsłabiej wypadli uczniowie z powiatu słupskiego (średnio uzyskali tu 23,22 punktów), człuchowskiego (23,57), kościerskiego (23,58 ), lęborskiego (23,8 ) i bytowskiego (23,9). Najlepiej sprawdzian napisali gdynianie (średnio 27,99 punktów), sopocianie (27,69) oraz gdańszczanie (27,32). Do sprawdzianu przystąpiło w województwie pomorskim ponad 25,5 tys. uczniów.

malbork.naszemiasto.pl




Temat: PROPOZYCJA: pl.biznes.telepraca

Witam ,


| " Być pelnosprawnym  to tak naprawdę żadna (nasza) zasługa , to
| dar (od Boga ) , który każdemu z nas, o każdym czasie może być
| odebrany. ..


Do tego wyrażasz swój pogląd , prawda ?

A po mojemu ( i nie tylko ) to jedna będzie tak :

Być zdrowam to tak naprawdę żadna zasługa , to dar , który każdemu z nas
,
o każdym czasie może być odebrany.

( mszar )


Z tą częścią się nie zgadzam. W wielu przypadkach to zasługa tego, kto
jest inwalidą, że znalazł się na wózku. Sam byłem świadkiem, jak jeden
w
pełni sprawny chłopak w ciągu kilku sekund przetrącił sobie kręgosłup.


A więc wytłumacz mi dlaczego ustosunkowałeś się do pojęcia :
                      " być NIE zdrowym , NIEPEŁNOSPRAWNYM "

skoro  ta " część " obejmuje pojęcie :
                     być zdrowym , PEŁNOSPRAWNYM




Nie podzielam Twojego wrażenia.


wyraźnie "Z tą częścią się nie zgadzam.",


Właśnie nie zgadzasz się i twierdzisz , że BYC ZDROWYM nie jest darem.
Pomijam kwestię Bog czy natury , czy innych " mocy " niebiańskich czy
piekielnych
w tym kontekście.
Gdyby Twoja opinia odnosiła się do tego - czyją zasługą jest bycie
NIEPEŁNOSPRAWNYM czy jak wolisz inwalidą , powiedziałbym :

mszar masz 100 % racji

a tak muszę powiedzieć wyrażając SWOJA opinię :

mszar , Twoja opinia w tym do czego się odnosisz ( Z tą częścią się nie
zgadzam...)  to nie masz racji.


przeczytaj to głośno i dwa
razy.


Przeczytałem , wiele razy.


A jeśli nadal nie rozumiesz, to Ci wytłumaczę- nie uznałem, że to
nonsens, a tylko wyraziłem swój, odmienny, na tę sprawę pogląd
 uważam,
że człowiek może przez swoją własną głupotę, nie zaś z woli
Najwyższego,
stać się inwalidą,


Richarda von Weizäcker w tej " części " co do której masz cyt :


....odmienny, na tę sprawę pogląd


ustosunkowuje się do      " BYC ZDROWYM "

natomiast Ty do            " BYC NIEZDROWYM "

 zatem bycie pełnosprawnym, to w _niektórych_


przypadkach zasługa _naszego_ zdrowego rozsądku ].


Pojęcie " dar " w tym tekście dotyczy faktu jak przychodzimy na świat.
Jako PEŁNOSPRAWNI ( zdrowi ) czy też ( NIEPEŁNOSPRAWNI , NIEZDROWI )
Co potem z tymi dwoma pojęciami zrobimy to już inna kwestia nie mająca
nic wspólnego z " częścią " co do której wyartykułowałeś swoją opinie.
I bardzo dokładnie tą " część " zlokalizowałeś.


Żeby dodać jeszcze
trochę uszczypliwości- szkoda, że tylko dzieci w podstawówkach mają
egzaminy z rozumienia tekstu.


Wiesz , kij ma zawsze dwa końce i tym razem Twoje słowa uderzają
w Ciebie.
Skonsultuj to z polonistami. Wynik tego będzie smutny - dla Ciebie.


Nadal uważam, że niczego nie
przeinaczyłem, a tylko wyraziłem swoją opinię.


Ja Ci tego nie mam prawa bronić.
Ale to niema nic wspólnego z tym , że masz rację.

Do wyrażania opinji w cywilizowanch krajach mają prawo wszyscy , Ty
również jak i ja.
Co do tego nie powinno się mieć wątpliwości.
Dyskutowanie , obrona swego poglądu , racji , argumentacji ,
uszczypliwości ,
ale także szacunku i traktowania na równi partnera w dyskusji a to
sztuka.
To jak się to robi i dlaczego tak a nie inaczej a to zależy od wielu
czynników.
W praktyce jednak jest to początek procesu zachowań które kończą się
pyskówkami i wólgarnymi słowami w zależności od temperamentu
i wiedzy na temat " sedna " sprawy w dyskusji.

" Sednem " sprawy która spowodowała moją obecność na tym forum jest to
co powiedziałem na wstępie do Ciebie i do Wszystkich a mianowicie :

W innych sprawach chętnie podyskutuję dalej również z Tobą
na pl.soc.inwalidzi. bo tu nie miejsce na ten temat.
Tu " sednem " mojego bycia jest Robert i TELEPRACA

pozdrawiam ( bez uszczypliwości )

JC





Temat: Powrót do PL i szkolna lipa

prawda jest taka, ze ''niestety'' w Polsce do szkol srednich zdaje sie egzaminy. chcesz isc do dobrej musisz byc dobry i tyle. czy to zle? nic dziwnego ze nie chca przyjac ''kota w worku''. tu szkole srednia konczy kazdy. w Polsce nie. LO jest po to by przygotowywac kogos do studiow, ale nie zaczynasz od poziomu dodawania ulamkow, czy rownania z jedna niewiadoma. Nad systemem mozna debatowac, ale fakt jest taki, ze podstawowka i szkola srednia maja dostarczyc na tyle wiedzy, zeby nie bylo szoku potem na studiach. zdajac egzaminy potwierdzasz jakies umiejetnosci i mozliwosci dalszego rozwoju.
tak jest i ja uwazam to za dobre. idziesz na medycyne, czeka cie trudny egzamin z biologii, chemii, czego tam jeszcze. i zaczynajac masz podstawy, tu idzie byle matol droga ->kurs->pielegniarz->kurs->GP i potem leczy ludzi paracetamolem.
oczywiscie w tym przypadku to tylko szkola srednia, ale ciezko zabierac miejsce komus kto zda egzamin w Polsce na korzysc kogos kogo wiedzy sie nie zna.
a moze sprobowac gdzies poprosic o przeslanie wczesniej certyfikatow? choc pewnie odmowia, jako ze po co im ktos kto wraca do Polski??
i tu pokazuje sie system angielski- wielomiesieczne oczekiwanie na wyniki.


W Polsce od paru lat nie zdaje sie egzaminow do liceumani tez egzaminow na studia a jedynie egzaminy koncowe w obu przypadkach- w gwoli sprostowania.Egazminy sa wiec egzaminami wewnetrznymi ale ujednoliconymi o charakterze egzaminu panstwowego (tak ja w UK) i podobnie jek w UK takze w Polszy (w przypadku matury)isnieje mozliwosc wyboru stopnia zaawnsowania zdawanego przedmiotu.
Zapewniam,ze dzis o miejsce w przecietnym liceum (np przy jakims Zespole Szkol) i jednym z wielu tak zwanych [i]nowych uniwersytetow[i] (lub tez w oddziale zamiejscowym-uni z dluzszym stazem-w Koninie
lub Elblagu!) lub Akademi nie trzeba sie w Wislanym Kraju Dobroci bic o miejsce.A przynajmniej konkurencja nie jest ostra.
Dlaczego?Bo ilosc miejsc w uniwersyteckich lawach nie jest zmiejszana wraz z nizem demograficznym.A wrecz przeciwnie!
Rekrutuje sie ta sama jesli nie wieksza ilosc absolwentow jak kilka lat temu,kiedy studia rozpoczynaly roczniki '80,'81'82.
Zwiekszyla sie ilosc placowek publicznych "produkujaca"magistrow (nie wliczajac studiow zaocznych na ktore werbuje sie kolejne bio masy vide znany przypadek Uniwersytetu Slaskiego gdzie na pierwszy rok prawa zaocznego przyjmuje sie ok 1000 [sic!] osob)
Wszystko to dlatego,ze uniwerytety otrzymuja ilosc pieniedzy w przeliczeniu na ilosc studentow.Im wiecej glow wpompuje sie w klasy,tym lepiej.
Zeby bylo wesolo, ogranicza sie nabor na studia 3-stopnia, bo na to juz funduszy brak.
Nie wiem Baggins czy miales kiedykolwiek sposobnosc byc elementem ukladu student-wykladowca na Polskim Uni (z perspektywy tego drugiego) ale zapewniam Cie,ze wysoki poziom krocia polskich zakow jest juz MITEM!A to w skutek opisanej powyzej strategi




Temat: nauka
Czy ja wiem, czy japoński system edukacji jest aż tak fajny?
Pierwsze określenie związane z tym tematem, które przychodzi mi do głowy, do "wyścig szczurów". I to nie byle jaki. Zaczyna się juz w przedszkolu, a nawet wcześniej.
Żeby dostać się na dobre studia, trzeba skończyć dobre "liceum", żeby dostać się do dobrego LO, trzeba być w dobrej podstawówce, do której idziemy po dobrym przedszkolu, a żeby w takim się znaleźć już w wieku 4-5 lat trzeba przejść egzaminy wstępne (oczywiście tylko w najlepszych prywatnych placówkach).
W przedszkolu, dzieciaki dzielone są na grupy wiekowe, potem na 4-5 osobowe podgrupy, z czego każda ma inny kolor i wybiera wśród siebie przywódcę. Teraz następuje rywalizacja między różnokolorowymi grupkami, o to, która będzie miała najlepszy wynik pod koniec miesiąca (punkty, oceny, itd.). Najgorsi są zawsze napiętnowani.
Potem w podstawówce, zaczyna się presja zewnętrzna. Chcesz dobre studia? Więc się ucz już teraz. Już we wczesnych latach dzieciaki zaczynają uczyć się nie 7-8 godzin na dzień a 12! Czemu? Bo, żeby dostać się do najlepszej szkoły wyższej sam materiał z SP nie wystarczy, trzeba się dokształcać. Dlatego chodzą do szkół dokształcających po lekcjach - zajwisko tych szkół określa się mianem juku.
W szkole wyższej jest podobnie, tylko jeszcze większa presja bo studia niedługo. Koszmar. Zwłaszcza jeśli zbliża sie ostatni kwiecień, czyli miesiąc egzaminów, okres ten określany jest mianem shiken jigoku piekłem egzaminów. W tym czasie wśród młodzieży popełnianych jest najwięcej samobójstw.
Za to jeśli ktoś dostanie się na dobry uniwerek to czeka go pare lat odpoczynku. Studenci olewają zajęcia i nie ponoszą za to kary. Na studiach odpoczywają i mają chwilę przerwy przed następnym wyścigiem. A mianowicie pod koniec ostatniego roku, również w kwietniu, firmy zaczynają rozmowy wstępne z przyszłymi pracownikami. I tu ponownie mamy "piekło egzaminów"
Wesoło nie mają też ci, którzy niedostali się na studia. Nazywani są ronin (tak jest, jak samuraj bez pana) i chodzą do specjalnych szkoł (yobiko), które przez rok bądź dwa lata mają przygotować ich do kolejnych egzaminów.

Jeszcze tylko garstka faktów:
nauka w SP i średniej trwa zwykle od 8:30 do 15:30. Od pon do pt, dzieciaki raz na dwa tygodnie przychodzą też w niedziele i ucza się do 12:30.
Rok szkolny zaczyna się w kwietniu, kończy w na przełomie lutego i marca. Składa się z 3 trymestrów, rozdzielonych dwoma 2tyg i jedną miesiączną przerwą.
Więkoszoć przedszkoli i uczelni jest prywatna.
Japończycy chodzą: 6 lat do SP, 3 lata do "gimnazjum", 3 lata "liceum" i albo 2 lata college'u bądź 4 lata na uniwersytecie.
Obowiązek nauki mają do 15 roku życia.

Hehe, mroczny ten system, prawda?
Ale jasne, ma swoje plusy . Dzięki temu, że chodzą w mndurkach od razu widać kto jest z jakiej szkoły i mozna szybko interweniować.
Mają wypasione szkoły i sale.
Dzieciaki się uczą.
I to tyle ile mi przychodzi do głowy - lekka dysproporcja ;p .



Temat: Planowane zmiany w systemi eedukacji. Co Wy o tym myślicie?
Ministerstwo Edukacji ogłosiło, jakie zmiany chce wprowadzić. Prosi o ocenę nowych programów do połowy maja. "Gazeta" zgłasza się na ochotnika. Dziś przedstawiamy zmiany. Jutro oceni je kilkoro ekspertów i ogłosimy listę problemów do dyskusji. Zapraszamy do rozmowy czytelników, zwłaszcza nauczycieli i rodziców, a może nawet uczniów

NOWE PROGRAMY

MEN chce zmienić programy nauczania - kończy opracowywać tzw. podstawy programowe. Nowe programy (a więc i nowe podręczniki) wejdą w życie w roku szkolnym 2009/10, najpierw w pierwszych klasach podstawówki i gimnazjum. Warto zobaczyć, czego szkoła ma nauczyć, w tym proponowane lektury, na www.reformaprogramowa.men.gov.pl.

PODRĘCZNIKI ZA DARMO

Podręczniki dla klas wchodzących do reformy zafunduje państwo, we wrześniu 2009 r. dostaną je pierwszaki z podstawówki i gimnazjum. Będą własnością szkoły i zostaną w bibliotekach dla następnych roczników. Czy od tego czasu podręczniki będą w ogóle za darmo? MEN jeszcze nie wie.

PRZEDSZKOLE: KONIEC ZERÓWEK

Ostatnie zerówki w przedszkolach i szkołach dla sześciolatków będą w roku 2009/10.

MEN obiecuje, że od 2009 r. dla wszystkich pięciolatków będzie miejsce w przedszkolu. Ministerstwo chce skorzystać, zwłaszcza na wsi, z tzw. alternatywnej edukacji przedszkolnej, czyli placówek małych i tańszych, bez specjalnego budynku, z mniejszą liczbą godzin, oferujących edukację (a nie wielogodzinną opiekę) w małych grupach różnowiekowych (3-5 lat).

PODSTAWÓWKA: SZEŚCIOLATKI DO SZKÓŁ

W 2009/10 r. wszystkie sześciolatki trafią do szkół, chyba że rodzice uznają, że ich dziecko nie jest jeszcze gotowe. Klasy mają być maks. 25-osobowe, zajęcia 5 godzin dziennie, odrębna świetlica do 17, klasy wyposażone jak w przedszkolach: zamiast ławek stoliki do pracy grupowej, dywanik, zabawki.

Język obcy od początku

Obowiązek języka obcego od pierwszej klasy już od roku 2008/09 (najlepiej angielski).

GIMNAZJUM: DWA JĘZYKI

Kontynuacja języka z podstawówki i obowiązkowa nauka drugiego języka.

Zajęcia dodatkowe do wyboru wyrównawcze i rozwijające

Te zajęcia mają służyć zwiększaniu szans uczniów, którzy mają trudności w nauce.

Mają też rozwijać zainteresowania, budzić pasje i pomóc w wyborze profilu w liceum lub szkoły zawodowej. Będą to zajęcia poznawcze, artystyczne (gra na bębnach, rysunek), sportowe i techniczne.

LICEUM: SKRÓCONA EDUKACJA OGÓLNA

Tylko w I klasie - dokończenie edukacji ogólnej z gimnazjum, ale bez powtarzania treści (np. na historii kontynuacja programu, czyli w pierwszej klasie nauka o czasach współczesnych, a nie jak do tej pory od początku dziejów tylko szerzej niż w gimnazjum). W następnych klasach wszyscy uczniowie uczą się wspólnie tylko języka polskiego, matematyki i języka obcego. Są jednak zajęcia dopełniające, np. z historii, dla tych, którzy nie wybrali profilu humanistycznego. Nie będzie więc tak, że przedmioty tzw. ogólne kończą się w pierwszej klasie.

W klasach II I III - przewidywana jest specjalizacja. Uczeń wybiera profil pod kątem matury i przyszłych studiów, wybiera zajęcia z oferty szkoły (np. profil humanistyczno-filozoficzny, przyrodniczo-matematyczny itp.).

MATURA: POLSKI, MATEMATYKA, JĘZYK i PRZEDMIOTY DODATKOWE

Od 2010 r. obowiązkowa matura z matematyki (decyzję podjął już min. Roman Giertych) - tylko pisemna. Pozostaje obowiązkowy język polski i obcy, ustnie i pisemnie. Wszystkie trzy przedmioty na jednym poziomie (teraz jest do wyboru łatwiejszy - podstawowy i trudniejszy - rozszerzony).

Przedmioty dodatkowe można zdawać do trzech przedmiotów ekstra, wszystkie na jednym poziomie (teraz jest wybór - podstawowy i rozszerzony), nie można nie zdać tego egzaminu (!), tzn. nie ma tzw. progu zdawalności. Wynik liczy się przy przyjęciu na studia.

zapraszam do dyskusji.



Temat: Płatne studia dzienne - za i przeciw!
shoovar

Co do ogólnego wydźwięku wypowiedzi Pawłowskiego to się zgodzę. Taka generalizacja jest po prostu bez sensu, bo za dużo znam ludzi z dziennych, którzy wcale nie są z dobrych, bogatych domów. Zresztą ja też nie jestem

Ale z drugiej strony gorsze licea gorzej przygotowują do matury, więc z gorszą maturą, która jest egzaminem, nie ma szans dostać się na lepszy uniwersytet (z wyższymi wymaganiami) i musi płacić za gorszą uczelnię prywatną. W przypadku egzaminu wstępnego jest jeszcze szansa przebicia się osoby zdolnej, ale z gorszymi wynikami na maturze. Teraz chyba jest trudniej o ile jest to możliwe. Nie wiem, ominęło mnie na szczęście.

Być może moi rodzice nie wykładali kasy na korepetycje, ale też miałem co jeść, nie musiałem pracować, stać mnie było na dojazdy do "niezłej" szkoły. Nie każdy natomiast ma tak dobrze niestety. Nawet jeżeli nie w kwestii jedzenia to w sprawie dojazdów owszem. Tu chyba po podstawówce zarysowały się największe różnice, które przeszły w studia.

Na studiach wielu moich znajomych utrzymywało się ze stypendium socjalnego. I wielu pracowało. A jeszcze inni nie pracowali, utrzymywali się z kredytu studenckiego, który im w części umorzono, bo mieli bardzo dobre wyniki

Państwo powinno zagwarantować najzdolniejszym i uboższym możliwość studiowania. Tu się zgodzę, zresztą nie kwestionuję tego nawet. Szukam tylko plusów płatności za dzienne albo raczej minusów tego co jest teraz. Uważam, że przy obecnym wyglądzie studiowania dziennie, wprowadzenie za nie odpłatności stworzy po prostu eliciarnie tych, których stać na ich opłacanie i nie pracować. Ale na razie nie da się nic powiedzieć o konkretach, bo to tylko "idea" i to sprzeczna z innymi "ideami" rządu. Dlatego czekam na konkrety. Nie wierzę, że ktoś wprowadzi opłaty i tyle... bo to by było zwyczajnie głupie.

Co do poziomu to się nie zgodzę, bo przykładowo mam na dziennych kilka zajęć ze studentami wieczorowymi. Wykład ten sam, prowadzący ci sami, ćwiczenia różnią się tylko godziną. I ta godzina kosztuje parę tysięcy złotych. Większość z nich jest (smutna prawda) lepiej przygotowana do pracy ode mnie bo ma już doświadczenie i to często w zawodzie. A jeżeli prowadzący zaniża poziom z racji trybu studiów, to nie powinien pracować dydaktycznie. Naturalnie, że w weekend nie da się upchnąć tyle zajęć ile zmieści się w całym tygodni jeżeli chodzi o zaoczne, ale też uważam, że nie w ilości zajęć leży sedno lecz w jakości. Zaoczni przez to też muszą więcej pracować sami, przynajmniej tak mi się wydaje.

Co do ilości studentów i magistrów to mam inny pogląd. Dla mnie studia powinny być dla najlepszych i najzdolniejszych i kończyć też powinni je tacy ludzie. Kończąc je powinni być specjalistami w studiowanej dziedzinie a nie masą tytułowanych pracujących w innych zawodach bo ich studia do niczego nie przygotowywały. No może trochę za mocno powiedziane. Tak pomiędzy elitą i masowością, ale bez przegięć.
Jeżeli kierunek "A" zwiększa dwukrotnie liczbę studentów nie zmieniając liczby godzin to pojawiają mi się znaki zapytania o sens takiego rozwiązania. Może w statystykach wygląda to lepiej, ale nie ukrywajmy, że masowość zarzyna poziom kończących studia ludzi. Prowadzący jest jeden i nie jest w stanie poświęcić czasu każdemu, na konwersatorium w 30 osobowej grupie przygotowuje się pewnie połowa osób a jeszcze mniej jest w stanie się przebić i coś powiedzieć. Jeszcze gorzej ma się sprawa z seminariami. W jaki sposób prowadzący jest w stanie pracować z każdym, bo taka jest idea seminarium, jeżeli ma ponad 20 osób na zajęciach? Nie da się tak na poważnie pracować.

Nie zgodzę się z prostą zależnością, że im więcej studentów tym lepiej. Oczywiście ma to wiele dodatnich skutków w kwestiach społecznych, tylko że dochodzi do innej paranoi, że masowo produkuje się magistrów, którzy nic nie potrafią, ponieważ studiowali na "kierunku masowym" albo na darmowej przechowalni przed wojskiem. Bo niestety smutna prawda jest taka, że niektóre kierunki "szlachetnie" zwiększyły limity przyjęć, by stać się przechowalniami dla tych, którzy nie dostali się gdzie indziej (co wiąże się z konkretną kasą z budżetu państwa). W efekcie takiego "wyrównywania szans" traci na tym przykładowo 20% tych, którzy poszli na nie z pasją i chcieli się czegoś nauczyć. I zaczyna się zaniżanie w dół a to moim zdaniem jest najgorszym z możliwych rozwiązań.

W obecnej sytuacji mocno bym się zastanowił czy taki system: studia bezpłatne vs płatne rzeczywiście wyrównują szanse wszystkim. Nigdy się nie da by każdego zadowolić. Sam nie jestem "za" bez zastrzeżeń. A jak widzisz jest ich bardzo dużo

pzdr



Temat: Pogadanka
Treść maila od Kręconej:

"1. Moja propozycja odnośnie trasy rowerowej dla szkół jest następująca.

Otóż. Tak, jak wspominałeś warto byłoby nieco rozdzielić trasy dla podstawówki oraz gimnazjum i liceum (te dwa razem).

Całość zakończyć DUŻYM ogniskiem w jakimś ciekawym miejscu, ostatecznie może być Łuba, jednak proponowałabym coś innego. Na ognisku widziałabym jak najwięcej harcerzy, Ci, którzy nie wzięliby udziału w rowerowaniu mogliby na miejscu zająć się ogniskiem i zrobić klimat, chodzi mi o to, żeby było tam głośno, gwarnie, żeby grali na gitarach, śpiewali (taki niby "festyn"). Bez zbędnego gadania zapraszamy ludzi do ognioska, dopiero w międzyczasie trochę ciszy na podsumowanie imprezy i wtedy ludzie mogą się rozchodzić, albo jeszcze posiedzieć przy ognisku. Trzeba przewidzieć, że być może będą chcieli zostać tam dłużej, dlatego trzeba mieć czas w zapasie. Dobrze. Skupiłam się tylko na tej części ostatniej, bo wg mnie jest bardzo ważna, to w jaki sposób się kończy może zaważyć na całej ocenie imprezy.

A teraz o samej trasie. Proponowałabym zacząć w jakimś miejscu niedaleko ścieżki rowerowej. Może to być tak jak u WTRu pod Halą Mistrzów. Wtedy nie byłoby zbędnego zamieszania w ruchu, gdybyśmy np. wyruszali z Placu Wolności. Wtedy wchodzimy od razu na ścieżkę rowerową i jedziemy.

Dokąd? Musimy się zastanowić ile czasu chcemy poświęcić na tą wyprawę i ile km przejedziemy. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ustalić średnią prędkość z jaką może jechać grupa z podstawówki i grupa z gim/liceum. Ty masz rozeznanie jeżeli chodzi o podstawówkę, bo jeździłeś z Monią. Sądzę, że przyjęcie Jej przykładu za edekwatny do reszty dzieci będzie dobry (wiadomo, zawsze musi być te +/- km/h) Dlatego musimy też obliczyć ilu ludzi potrzebujemy na obstawienie kolumn. Możeby być tak, że np. kolumny nam się rozjadą. Tzn. Grupa z 1klasy podst. zostanie daleko w tyle w porównaniu z grupą z 6klasy podst. Trzeba to wszystko dobrze przeanalizować. Teraz odbiegłam od tematu "dokąd chcemy jechać?". Do głowy przychodzi mi Gost.-Włocł. Park Krajobrazowy, albo (co wg mnie byłoby równie interesujące) - Nieszawa. Z tym, że jeżeli wybierzemy G.Wł. PK wtedy chyba będziemy mieli większe możliwości "skrzyżowania" tras, poza tym nie wiem, czy trasa do Nieszawy nie będzie zbyt długa. Dla dzieciaków na pewno, a w tamtą stronę za bardzo nie mamy możliwości, żeby gdzieś z Nimi zawrócić. W G.-Wł. PK możemy zahaczyć o kilka fajnych miejsc, możemy zrobić coś na wzór tamtej wycieczki z UM, ale nie identyczne. Dla podstawówek proponowałabym punkty z jakimiś zadaniami. Wiesz, mniejszy dystans do pokonania, ale urozmaicony jakimiś konkurencjami itp. Dla starszych sama jazda po ciekawych terenach.

Ustalmy średnią prędkość i dystans do pokonania, wtedy łatwiej będzie nam dobrać miejsce. Poza tym proponuję spróbować nawiązać kontakt z jakimś leśniczym. Może będzie miał jakąś propozycję (poza tym warto, żeby pozyskać od niego drewno ;> ).

W tym tyg. (powiedzmy jutro) postaram się to wszystko jakoś zebrać, żeby było to bardziej pomocne. Może w jakąś tabelę. Na razie żadnych konkretów nie wpisałam, bo potrzebuję też Waszych sugestii. Jak będziesz coś miał od ludzi to prześlij też mi, wtedy poczytam i może uda mi się coś dodać.

Ja dałam już cynk do TV Kujawy, że coś takiego będziemy robić.

Warto nagłośnić sprawę w drużynach, żeby byli przygotowani do pomocy w obstawianiu tras.

2. Projekt ulotki - czy mamy już tekst do niej?

3. Treningi - proponuję, żebyśmy swoje treningi przesyłali nie tylko do Balona, ale do wszystkich Wyprawowiczów. Powinniśmy rozliczać z tego siebie nawzajem, może wtedy będziemy bardziej obowiązkowi, jeżeli będziemy mieli świadomość, że ktoś na nas "patrzy" a i my będziemy mieli możliwość porównywania swoich osiągnięć i wyników z resztą grupy, może to będzie motywować.

Swoje rezultaty wyślę na koniec tygodnia, jak tylko je przepiszę, proponuję, żeby reszta stworzyła podobną tabelę. Tzn. stwórzmy jeden uniwersalny wzór, aby analizowanie było łatwiejsze. Dzisiaj wieczorem prześlę coś uniwersalnego, aby każdy z Nas mógł w to wpisać swój rezultat. Proponuję tabelę przesyłać w każdą niedzielę (np. każdy wysyła do osoby X, ta wrzucam to w jedną tabelę i rozsyła do nas całość, żeby nie mieć 5 maili i 5 załączników). Teraz pytanie kto się tego podejmie. Proponuję, żeby nie był to Balon, bo Ona zajmuje się wieloma innymi sprawami związanymi z Wyprawą. Ja wracam do stałych kontaktów z TV Kujawy, poza tym nadganiam moje egzaminy, a w niedzielę wieczorem nie będę miała czasu, żeby wrzucać wszystkie rezultaty w tabelę, bo co drugą niedzielę (ostatnio co tydzień) wracam póxno z Poznania, a zaraz po tym jadę do pracy, stąd nie dam rady wyrobić się w czasie, a swoje rezultaty będę wysyłała już w piątek (bo jeżeli będę w Pzn. wtedy nie będę w weekend jeździć na rowerze). Czekamy w takim razie na kogoś kto się tym zajmie.

Przepraszam za zbyt długi wywód.

Pozdrawiam.

Kręcona."




Temat: R. Giertych, jego matura i poziom nauczania.
Jeszcze raz przeczytałem, jest gorzej, przestudiowałem topik.

Sprawa jest! Ale czy warta świeczki? Wydaje się, że nie.
Bo kończąc byleco, np. kurs, szkołę, uczelnię itp. dostaje się świadectwo, dostaje się dyplom (dyplom to coś takiego, co zasługuje na uznanie, że delikwent ukończył toto!). I to jest wykładnikiem jego fachowości, jego wiedzy. Inną sprawą będzie też nazwa uczelni, nazwa instytucji tym nauczaniem dyrygująca. Jakich absolwentów wypuszcza, taka jej renoma! Porównajmy np. Harward w WUMLem :D Paranoja.
Ponadto sama uczelnia nie daje ani standartu wiedzy, ani poziomu. Np. taki lekarz, czy nawet frezer musi się dokształcać zawodowo cały czas! Technika i wiedza idą do przodu, zmieniają się techniki, maszyny. Po to są doskonalenia i specjalizacje.
Do tego dodajmy "samouków"! To znaczy tych, którzy sami opanowali materiał w pewnej dziedzinie, sami się dokształcają, itd. Takich ludzi jest sporo i im drogi maturą też nie można zamykać. To jest bardzo duża, w każdym razie znacząca część, społeczeństwa, w tym młodzieży.
Nauka staje się przymusowa przynajmniej w w jej początkowym okresie już w przedszkolach, zerówkach, podstawówkach i nawet trochę dalej!
Do tego dochodzi "zmuszanie" młodzieży do chodzenia do najbliższych szkół w rejonie zamieszkania ze względu na koszty, a nie do tych, co chcieliby, brakiem odpowiednich szkół w pobliżu. Młodzież też do końca nie ma i wiadomo, że nie musi mieć wyrobionego własnego zdania, co chce. Jedni do takich decyzji dochodzą wcześniej inni... bardziej później!
Natomiast.
MATURA [łac.], egzamin dojrzałości, egzamin składany po zakończeniu nauki w szkole średniej, którego zasadniczym celem jest sprawdzenie dojrzałości abiturienta do podjęcia studiów wyższych. Tyle z encyklopedii.
Wg mnie matura nie powinna być więc wykładnikiem szkoły, a ogólnego poziomu wiedzy maturalnego abiturienta. Jego poziomu. Jeżeli zdał, to znaczy, że "nadaje się na studia wyższe", nie zdał - niech się, jak on chce uczy, i niech próbuje dalej. Czyli matura to coś innego niż szkoła średnia, bo to jest przepustka na dlasze studia!
Świadectwo ukończenia szkoły (średniej) jest ostatnim świadectwem ukończenia tejże szkoły, ukończenia ostatniego roku czy semestru. A nie poziomu wiedzy (ogólnej) abiturienta. Ponadto poziomu wiedzy, jaki powinien mieć w kolejnym wyższym poziomie kształcenia się. Zdobywania raczej wiedzy ogólnej, niż zawodu! I w tym kierunku powinna iść matura. Oczywiście język polski i zagraniczny powinien mieć swój standart poziom. Matematyka czy nauka logicznego myslenia - to dwa. Historia (ogólnoświatowa czy Polski)- nie zaszkodzi, a pomoże! No i jeżeli będzie jeszcze jakiś szczegółowy przedmiot "zawodowy"zgodnie z kierunkiem szkoły średniej czy który leży uczniom w szkołaczh typu LO - nic się [b]histerycznego dziać nie powinno! A to, że z biologii.... to po kiego zdawali to czego nie umieli? Może nie wiedzieli czego nie umieli, że wodóle są jakieś pytania maturalne z biologii? Paranoja!
Ponadto musimy dostosowywać się do wymogów UE i ogólnoświatowych! to znaczy do...
MATURA MIĘDZYNARODOWA, pedag. program oświat. realizowany przez International Baccalaureate Organisation, z siedzibą w Genewie, współpracującą z UNESCO i Radą Europy. -(z encyklopedii).
Taki jest wymóg i byłoby źle, jeżeli nasi abiturienci mieli kłopoty na studiach zagranicznych z powodu "kiepskiej" matury polskiej.

I co zrobił Giertych? I jaki chwyt zastosowała młodzież? I gdzie my idziemy, do czego zmierzamy? Nawet gdy nie zda matury 80% abiturientów, to świadczy o złym kształceniu czy złym nastawieniu średnio statystycznego ucznia do nauki i znaczeniu nauki w ich życiu.
I to nie ma się nic to tego, że jeżeli 20% uczniów przystępujących do egzaminu oblała maturę, to poziom malezy obniżyć na tyle, aby wynikie pasowały do chwały naszej edukacji i naszego kochającego bylemłodzież ministra.

Poziom jest poziomem! A że tyczka za wysoko, to "męska" :D rozmowa naszych premierów wystarczy.
Uwaga dla młodzieży: Jeżeli poziom maturalny w Polsce osiągnie dno, ci sami co obniżają ten poziom dla osiągnięcia własnych wyników, odwrócą się od was i uwaga, mogą podwyższyć! Dla własnych sukcesów - oczywiście!)



Temat: Poziom na Polibudzie

Zatem trzeba lozyc kase przez pewien czas (2m-c, semestr, rok) na przetrzymanie ludzi, ktorzy maja problemy z podstawowymi dzialaniami matematycznymi? Takich ludzi powinno sie odsiewac na etapie rekrutacji. Pozniej w trakcie studiowania i tak wiele osob odpadnie, mimo tego ze umieja cos wiecej niz tabliczke mnozenia
Cale zalozenie tego systemu polega na tym, ze czesc osob kiepsko przygotowanych matematycznie/fizycznie da sie jednak na odpowiedni poziom w trakcie pierwszego roku/semestru podciagnac. Nie martw sie, mnie tez denerwuja osoby, ktore np. przychodza na chemie a nie wiedza jak wyglada dwutlenek wegla

Cale zalozenie polega na tym, ze dostana sie osoby, ktore wiedza co to jest logarytm naturalny czy odrozniaja os X od osi Y i z tych osob odpadna te, ktore nie daja sobie rady z matematyka na wyzszym poziomie (calki, zaawansowane macierze, statystyka itp). Ale jesli ktos nie wyniosl solidnych podstaw z matmy/fizy/chemii w szkole sredniej, to nie powinien byc przyjety na polibude. Taki student to jest marnotrawienie czasu prowadzacych, czasu innych studentow (bo przeciez trzeba delikwenta sprobowac podciagnac, zeby wiedzial cos wiecej niz 2+2) i pieniedzy tegoz studenta, jego rodzicow i wszystkich podatnikow

A jaki problem, by ktos z PL zamiescil na tablicy ogloszenie/dopilnowal, by takie sie pojawilo? Zwlaszcza, ze moje LO wspolpracowalo z PL, przynajmniej na tyle, bym na studia dostal sie z matury laczonej

No wybacz ale kto mialby to robic? PL to ludzie, wiec kto? Profesorzy czy doktorzy beda jezdzic po liceach i sprawdzac czy aby na pewno wisi w szkole ogloszenie? Doktoranci, ktorzy prowadza zajecia ze studentami a do tego wlasne badania? Inni studenci? Nie. Politechnika przekazuje informacje szkole (dyrekcji/nauczycielom). I tu odpowiedzialnosc Politechniki sie konczy.

Pieniadze sa jak zwykle problemem. Nie znam sie na kwestiach finansowych na tyle, by zaproponowac konkretne ich zrodlo. Z moich pomyslow - moznaby wprowadzic czesciowa odplatnosc (powiedzmy jakies 100-200 zl na semestr) - sfinansowaloby to czesc kosztow, a i odrzuciloby ludzi, ktorzy chca na takie zajecia chodzic tylko i wylacznie po to, by miec podwyzszona ocene.

Czesc kosztow. A kto ma sfinansowac reszte kosztow? Pomine koszty typu energia elektryczna. Ale kazdy prowadzacy ma pewna ilosc godzin do wypracowania, wszystko pozostale to nadgodziny. Nadgodziny platne extra. W przypadku laborek typu chemia/fizyka, dochodzi czesto koszt odczynnikow, ew oplaty za zniszzcony sprzet (studenci sa od tego ubezpieczeni, uczniowie nie). W momencie kiedy studenci narzekaja na wysokie ceny akademikow czy obiadow, sponsorowanie nieograniczonych atrakcji dla licealistow byloby co najmniej nie na miejscu.

Pilnowanie poziomu. Podstawowe pojecie - wspolpraca. Politechnika pomaga w ksztalceniu uczniow LO

Jak pomaga?

ale w zamian LO musi trzymac pewien poziom. Przeciez wykladowca prowadzacy dodatkowe, nieobowiazkowe zajecia z uczniami wspolpracujacych szkol jest wstanie zorientowac sie co ci ludzie soba reprezentuja.

Dodatkowe zajecia... zeby taki prowadzacy sie zorientowal to by musial miec malo liczna grupe - 10, max 15 osob... Ilu jest uczniow w klasach maturalnych w Lodz? Mysle ze 1000 jest. Niech z tego 10% bedzie zainteresowanych dodatkowymi zajeciami prowadzonymi przez polibude. Mamy 100 uczniow, przy zalozeniu 15os grup, potrzeba 6-7 prowadzacych - kolejne nadgodziny.

Co do sprzetu - PL nie kupuje go szkolom, tylko pilnuje by pracownie byly odpowiednio wyposazone. Do podstawowych doswiadczen naprawde nie potrzeba drogiego sprzetu. Przeciez nie bedziemy przeprowadzac zajec z miareczkowania w LO.

Kazda kontrola ma sens, jesli sa profity z pozytywnych wynikow kontroli oraz konsekwencje w przypadku negatywnych wynikow. Poza tym...
1) Kto mialby dokonywac tych kontroli (tak wiem, Politechnika, ale kto z Politechniki)
2) Co z tego ze szkola moze miec sprzet, jesli ten sprzet nie bedzie uzywany? Czyli co - wizytacje na lekcjach?

PL ma coraz mniej godnych uwagi rekrutow. Jezeli nie chca przyjsc sami, trzeba podjac wysilek, by ich sobie wychowac. Wiadomo, ze wymaga to czasu, checi i pieniedzy. Jednak bez jakichkolwiek dzialan mozna tylko siedziec i jeczec, ze ludzie nie chca isc na kierunki inzynierskie
Niestety to jest szerszy problem. Dotyczy nie tylko naszej polibudy ale ogolnie uczelni technicznych. Coraz mniej ludzi interesuje sie przedmiotami scislymi, coraz mniej uczniow chce sie uczyc matmy/fizy/chemii. Tutaj uczelnie nic nie zdzialaja jesli nie bedzie wsparcia ze strony panstwa i zmian w szkolach srednich. A jak taki uczen ma sie uczyc matmy, skoro po podstawowce przez pierwsze pol roku gimnazjum ma powtorzenie z podstawowki a przez ostatnie pol powtorki do egzaminu. Zatem ma tylko 2 lata samej nauki. I identyczna sytuacja jest w szkolach srednich. A wsrod uczniow jest owczy ped na rozne marketingi, pedagogiki itp



Temat: Tusk, oszukałeś mnie! - list do premiera...
W Goleniowie powstaje brygada nauczycieli emerytów, którzy będą czekać pod telefonem na wezwanie w przypadku nagłych zastępstw. Stawka: 200 zł za gotowość do pracy plus 30 zł za jedną lekcję.

W ten sposób zachodniopomorska gmina chce rozwiązać problem zastępstw. Pomysł pojawił się po tym, jak urzędnicy zarządzili kontrolę w goleniowskich szkołach. Wychowawcy w 13 szkołach podstawowych i gimnazjach musieli dokładnie napisać, ile przez ostatnie dwa lata nie było lekcji i dlaczego. - Dokładnie przejrzeli dzienniki i wynotowali wszystkie godziny, które przepadły - mówi Dorota Rybarska-Jarosz, odpowiedzialna za oświatę w Goleniowie. - Wyniki są zatrważające.

W podstawówkach (w klasach IV-VI) nie odbyło się 27 proc. lekcji wychowania fizycznego, 25 proc. angielskiego, 23 proc. lekcji wychowawczych, 16 proc. polskiego i 11 proc. matematyki. Podobnie w gimnazjach: 26 proc. lekcji wiedzy o społeczeństwie, 21 proc. biologii, 15 proc. polskiego i 14 proc. historii. Lekcje nie odbyły się z powodu organizacji imprez szkolnych, konkursów i nieobecności chorych nauczycieli. Gmina postanowiła to zmienić. Wszystkie szkoły dostały zalecenie, by imprezy i uroczystości organizować dopiero po godz. 13, czyli po najważniejszych lekcjach.

- Na choroby nauczycieli jednak wpływu nie mamy. Możemy jedynie złagodzić skutki ich nieobecności. Dlatego postanowiliśmy stworzyć zespół nauczycieli interwencyjnych - tłumaczy Rybarska-Jarosz.

Pomysł jest prosty. Nauczycielami interwencyjnymi mają być emeryci oraz nieczynni nauczyciele - osoby, które mają uprawnienia do pracy w zawodzie, ale aktualnie nie uczą w szkole. Za gotowość do pracy każdy z nich ma otrzymywać ryczałt - 200 zł na rękę miesięcznie. Gmina podpisze z nimi umowę zlecenie. Za każdą lekcję nauczyciel dostanie 30 zł brutto. Dyrektor, którego nauczyciel pójdzie na zwolnienie, będzie musiał poinformować wydział edukacji. Urzędnicy zadzwonią do nauczyciela emeryta i wskażą mu szkołę.

- W listopadzie i grudniu wielu nauczycieli jest na zwolnieniach i nie zawsze jest kim ich zastąpić. W ubiegłym roku musiałem zatrudnić nauczycielkę aż z Łodzi, bo nasza polonistka złamała nogę i nie było jej trzy miesiące - mówi Mariusz Zalewski, dyrektor największego w Goleniowie Gimnazjum nr 2. - To interes dla wszystkich stron. Emeryci będą mieli pracę, gmina nie będzie musiała płacić za drogie zastępstwa, a ja będę miał problem z głowy. Jest tylko jeden warunek: emeryt ma naprawdę prowadzić zajęcia, a nie tylko pilnować klasy.

Brygada ma rozpocząć pracę w listopadzie. Na początek gmina chce zatrudnić pięciu emerytowanych polonistów i matematyków. Jeżeli pomysł się sprawdzi, zostaną zatrudnieni także nauczycieli innych przedmiotów. Nauczyciele interwencyjni będą prowadzić lekcje według programu w konkretnej klasie.

- Emerytury nauczycielskie to jałmużna. Dostajemy od 900 do 1,2 tys. zł, więc każdy szuka możliwości dorobienia - mówi Tatiana Milcarz, emerytowana nauczycielka języka niemieckiego ze Szczecina. - Sama mam kilka godzin w szkołach podstawowych. Część nauczycieli emerytów czuje, że mogliby jeszcze popracować, ale w mniejszym wymiarze godzin. Taka forma zatrudnienia jest korzystna, bo nauczyciele emeryci nie będą obciążani żadnymi dodatkowymi obowiązkami oprócz prowadzenia lekcji - ocenia.

- Na razie prowadzimy rozmowy z kilkoma emerytami. Wyrazili już zainteresowanie. Jesteśmy otwarci także na nauczycieli, którzy nie pracują w szkołach i studentów ostatniego roku studiów - mówi Rybarska-Jarosz.

- Problem niezrealizowanych lekcji dotyczy szkół w całym województwie. Zjawisko jest dość powszechne, szczególnie jesienią i na wiosnę. Cierpią na tym przede wszystkim uczniowie klas, które kończą szkołę i zdają egzaminy - mówi Artur Gałęski, zachodniopomorski kurator oświaty. - Pod pomysłem z Goleniowa podpisuję się obiema rękami. Jeżeli sprawdzi się w praktyce, będziemy namawiać inne gminy do podobnych rozwiązań.

Kolejny cud Tuska?



Temat: Dysleksja | Dysgrafia | Dysortografia
Spoko Uszaty ale musze poprzeć ~M!Ku$~'a... i Sibe
- I mam prae uwag.


Poczułbym bata nad lbem i zmobilizowal sie do bardziej intesywnej nauki.

Ale ty cały czas wmawiasz nam ,że to jest lenistwo..


Do liceum powinno minac, dostanie kilka lasek z wypracowan to pomoze.

Świetne podejście... Pogratulować panie Pedagog...
Motywacja jako kara ? No... nie konwencjonalne metody.


Dziwne że jakoś kiedyś te choroby nie stwarzały problemów...

Bo kiedyś nie było tylu leniów ,3/4 dyslektyków to lenie.. ale co z ta 1/4 ?
Dlaczego oni maja mieć ciężej ?
To ich wina ?
A kochanie kiedyś to szkoła kończyła się na podstawówce...


Ps. a ci od tych horub to twierdzom rze tego sie nie da wyleczyci

- Jezeli to jest choroba to sie nie da....


Hmm... ja na pewno niczego z tych nie posiadam

Tak jestes idealna... Alfa i Omega...


W mojej opinii te wszystkie dysleksje i dysortografie sa przejawem nierobstwa i - w pozniejszym stadium - glupoty. Zreszta co ja sie bede przejmował, pójdzie kiedys jeden z drugim z takim papierkiem na studia czy do pracy, to go z miejsca smiechem zabija.

To jest ta polska tolerancja... Jeszcze raz Śmiałbyś się z człowieka na wózku ?!


Co innego jesli chodzi i dysortografie i dysleksje. Ja bym to połączył w jedno i nazwał rzecz po imieniu - dysmozgowie

- To widzę kilku członków


Jeśli ktoś sie poczuje urazony, czy cos w tym stylu - no trudno, ma zonka i niech sie wezmie za robote, zamiast stekac, ze sie go obraza. Po kolei jednak... [/quote:922ęęęęęęęłłłłłłćććććććłłłłłłłłłłłłąąąąąąąłłłłłłłłłłłłłłłóóóóóóóóóóęęęęęęęęźśśśśśśśś2546c89]

Jak ty to nazwaĹ‚e¶ bÄ™dÄ™ ": stÄ™kaĹ‚ " .. bo nie mam ochoty sĹ‚uchać jak niektórzy tu maja szacunek do ludzi czÄ™sto m±drzejszych od nich...
(Specjalnie dla Izy)


No to widzÄ™, ąe nie jestem jedyny, który chociaą w my¶lach tych kombinatorów nazywa uĹ‚omami.


- A wiesz co ? Ja niektóre sĹ‚owa które pojawiĹ‚y siÄ™ w tym topicu wypowiedziane zaliczam do bezmuzgowia...


Mata... No wĹ‚a¶nie. Generalnie na sprawdzianach z maty nie ma ąadnych przywilejów. Ale na egzaminie gimnazjalnym ci wszyscy dys mogli pisać godzinÄ™ dĹ‚uąej. Toą to poraąka. Niedo¶Ä‡, ąe im czytali te testy, to jeszcze pisali godzinÄ™ dĹ‚uąej. Dodam jeszcze, ąe czas po¶wiÄ™cony na czytanie NIE zaliczaĹ‚ siÄ™ do tych 3 godzin. I, jak znam siebie i momentami wredn± naturÄ™ swoj± wĹ‚asn±, jak przyjd± wyniki i osoby z dysfunkcjami bÄ™d± miaĹ‚y 48/50 weÄ˝mie mnie qrwica i zbluzgam ich wszystkich

A teraz cos od Uszatego cos w jego stylu.. Nei bluzgaj.. przysi±Ä‡ do nauki aby mieć wiÄ™kszy wynik nią te jak ich nazwaĹ‚e¶ " uĹ‚omy "


W pełni popieram opinię Uszatego na ten temat, sam bazgrze ostro nawet sie nie zdziwie jak mi za to na maturze teraz punkty zabiora jakies ale trudno

Ta.. jakby Uszaty nie mógĹ‚ zaĹ‚oąyć komu¶ Bana to by¶cie pewnie powiedzieli co innego...
Ale ja nie wnikam moąesz mieć takie zdanie ale zastanów siÄ™ nad problemem jakim jest ta 1/3 prawdziwych...

Powiem tylko ,ąe po tym co tu przeczytaĹ‚em do niektórych nabraĹ‚em ogromnego szacunku za wĹ‚asne zdanie.. a drugich... Gówno jest bardziej ludzkie....

Ps. I niech ie. nie obrazi nikt z dysmuzgowiem.. - Nie pije tutaj do ciebie maverick



Temat: Śląska szkoła z tróją na świadectwie
Co czwarty śląski gimnazjalista na egzaminie nie potrafił napisać nawet krótkiego wypracowania. W naszym regionie poziom nauczania w podstawówkach również jest poniżej średniej krajowej. Taka sytuacja trwa od kilku lat, a osiągnięcia nastolatków kończących podstawówki i gimnazja, niestety, nie poprawiają się. Czy to uczniowie są słabi, czy też szkoły uczą kiepsko?

Choć jutro koniec roku szkolnego, w niektórych śląskich szkołach właśnie teraz rozpoczną się prace nad poprawą jakości nauczania. A jest nad czym główkować. W rankingu ogólnopolskim uczniowie podstawówek województwa śląskiego zajęli dopiero dziesiąte miejsce na sprawdzianie kończącym szkołę. Nieco lepiej wypadli gimnazjaliści, którzy z wynikami uzyskanymi w części humanistycznej egzaminu gimnazjalnego uplasowali się na piątym miejscu, gorzej o dwa oczka wypadli z przedmiotów matyczno-przyrodniczych.

Na egzaminach gimnazjalnych trzynaście i pół tysiąca uczniów otrzymało zero punktów za tzw. charakterystykę bohatera literackiego. - Żeby dostać jeden punkt, wystarczyło wpisać tytuł powieści. Przeraziły mnie te rezultaty - komentuje Halina Bieda, wiceprezydent Bytomia.

Najgorsze wyniki przypadają na tzw. aglomerację śląską. Na mapach przygotowanych przez Okręgową Komisję Egzaminacyjną w miejscu Bytomia, Siemianowic Śląskich i Świętochłowic widać białe plamy. Nie mają się czym pochwalić również w Zabrzu i Rudzie Śląskiej. Najlepszymi osiągnięciami mogą się cieszyć uczniowie z Częstochowy oraz południowej części województwa, z Bielska-Białej, powiatów bieruńsko-lędzińskiego, mikołowskiego i pszczyńskiego.

Tegoroczne osiągnięcia uczniów kończących podstawówki oraz gimnazja nie należą do imponujących. Mimo że nie jesteśmy najgorsi w kraju (nasi gimnazjaliści są na 10. miejsce), ale dzieci nie potrafią i nie chcą pisać ani czytać. Najsłabiej wypadły egzaminy gimnazjalne w Bytomiu, Świętochłowicach i Siemianowicach Śląskich - tam od lat poziom wiedzy uczniów pozostawia wiele do życzenia. W Świętochłowicach nie pomogły nawet dodatkowe zajęcia pozalekcyjne, finansowane z pieniędzy unijnych.

Katarzyna Borowiec z Gimnazjum nr 3 w Świętochłowicach była niedawno w mieszkaniach swoich uczniów. - Chciałam, żeby wiedzieli, że mają jeszcze szanse poprawić oceny, pokazać się w szkole. Jednak, to co zobaczyłam przeszło moje wszelkie oczekiwania, a widziałam już niejedno. Mieszkania przypominają nory, a wokół towarzystwo ze wskazaniem alkoholowym. Dzieci nie mają warunków do nauki. Dlatego bardzo się cieszymy kiedy w ogóle kończą szkołę, zamiast powiększać grupę dzieci ulicy - wyjaśnia Borowiec.

Coraz częściej mówi się w śląskich miastach o programach naprawczych, monitoringu wiedzy oraz o planach zaangażowania rodziców w życie szkoły. - Jeśli rodzice nie będą interesować się dziećmi, nasze starania mogą na niewiele się zdać. Nauczyciel spędza z dzieckiem pięć godzin, a rodzice resztę dnia. Niestety spory procent w ogóle nie zagląda do szkół, nie są ciekawi osiągnięć swoich pociech. Będziemy próbowali to zmienić %07- mówi Bogusław Szopa, kierownik referatu edukacji w Siemianowicach, gdzie będą się zastanawiać nad ograniczeniem udziału uczniów w konkursach. - Konkursów jest mnóstwo. Wydaje mi się jednak, że w najbliższych latach należałoby się bardziej skoncentrować na nauczaniu, a konkursy może postawić w drugim szeregu - uważa Szopa.

W Bytomiu twierdzą, że mają już plan uzdrowienia edukacji. Jego podstawą jest uznanie, że najsłabszym ogniwem są maluchy z klas 1-3 szkół podstawowych oraz marna umiejętność czytania. - Zaraz po zakończeniu roku szkolnego będziemy aplikować do Europejskiego Funduszu Społecznego o pieniądze na wyrównywanie szans edukacyjnych. Spotkamy się również z dyrektorami szkół podstawowych, w których zakończono pierwszy etap monitoringu czytania - tłumaczy Halina Bieda, wiceprezydent Bytomia. - To konieczność, bo dzieci niestety nie potrafią czytać ze zrozumieniem.

Z Romanem Dziedzicem, szefem Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Jaworznie rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Tegoroczne wyniki martwią wiele osób. Czy dzieje się coś poważnego?

Chcę przypomnieć, że nasi uczniowie utrzymują podobny poziom niemal każdego roku. Corocznie wynik sprawdzianu po szkole podstawowej i egzaminu gimnazjalnego w części matematyczno-przyrodniczej jest odrobinę niższy w porównaniu z średnią krajową. Nie powinniśmy robić z tego tragedii, zwłaszcza, że badania międzynarodowe nie potwierdzają, żeby młodzież z Polski była gorsza od reszty.

Co musi zrobić szkoła, która nie osiągnęła najlepszych wyników?

Takie wyniki, to dla szkół dopiero początek analizy i pracy. Powinny sprawdzić, jaki jest poziom osiągnięć uczniów w obrębie wymaganych standardów, takich jak np. umiejętność czytania ze zrozumieniem, czy pisania.

No właśnie, aż 25 proc. uczniów nie potrafiło napisać wypracowania.

Dorośli i młodzież coraz mniej piszą. Może należałoby coś zmienić, wesprzeć polonistów w kształtowaniu umiejętności pisania, zamiast szukać winnych.

W jaki sposób?

Dobrze byłoby, gdyby np. nauczyciele fizyki również zwracali na to uwagę, zlecając uczniom pisanie krótkich wypowiedzi związanych z nauczanym przedmiotem.

Katarzyna Piotrowiak - POLSKA Dziennik Zachodni

źródło



Temat: Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja!
http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,6775464,Naukowiec_proponuje__Zlikwidujmy_gimnazja_.html

- Nie ma w nich żadnej selekcji elit, traci się dużo najlepszego czasu na zupełne nieróbstwo. Od kiedy dostajemy kandydatów po reformie gimnazjalnej, poziom ich wiedzy pogorszył się dramatycznie - mówi prof. Jerzy Marcinkowski* z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Tomasz Wysocki: Otwarcie krytykuje pan system edukacyjny w Polsce, w "Rzeczpospolitej" określił go Pan mianem "wielkiej fikcji". Co to znaczy?

Prof. Jerzy Marcinkowski: M.in. to, że w Polsce mamy nie więcej niż 15-20 proc. młodzieży, która z pożytkiem dla siebie i społeczeństwa mogłaby studiować, a studiuje ponad 50 proc. - odsetek bliski światowych rekordów. To oznacza, że dwóch na trzech studentów spędza od trzech do pięciu lat na uczelniach, marnując czas swój i nauczycieli. Nie ma też kadry do ich uczenia. Kompetentnych wykładowców na wyższych uczelniach jest ok. 40 proc., a resztę należałoby zwolnić.

Mówimy o wszystkich ponad 450 uczelniach publicznych i prywatnych?

- Tak. Jako członek Państwowej Komisji Akredytacyjnej, która ocenia jakość kształcenia na poszczególnych kierunkach, byłem w tym roku w prawie 20 szkołach wyższych, gdzie prowadzi się kierunek informatyka. Oglądałem zajęcia, prace licencjackie i magisterskie, rozmawiałem z młodzieżą, próbując wysondować, co umie. Uważam, że w połowie państwowych uczelni i na 80-90 proc. uczelni prywatnych powinno się zamknąć te kierunki. Są stratą czasu i pieniędzy.

Skąd Pan bierze liczbę 15-20 proc. tych, którzy powinni studiować?

- Rok temu ogłoszono tzw. raport PISA dotyczący osiągnięć edukacyjnych 16-latków w krajach OECD [Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju skupiająca 30 wysoko rozwiniętych krajów]. Sprawdzono ich wiedzę w różnych dziedzinach, m.in. zdolność czytania ze zrozumieniem, kompetencje matematyczne, kompetencje w dziedzinie naukowego wyjaśniania zjawisk. Dla każdej z tych kategorii publikuje się klasyfikacje, ile osób w danym kraju jest w najwyższej kategorii, a ile w kolejnych. Średnie wyniki są dla Polski niezłe - jesteśmy koło średniej. Tylko że one biorą się z tego, że u nas nie ma takich obszarów wykluczenia społecznego jak np. na Słowacji czy w Czechach.

Ale nie ma u nas również elity. Z danych PISA wynika, że tylko co dwudziesty młody Polak, przeniesiony do krajów pierwszej edukacyjnej ligi, znalazłby się tam wśród najlepszych dziesięciu procent uczniów. Jeśli zatem traktować te 10 procent jako kandydatów na przyszłych specjalistów, to w Polsce już na starcie mamy tych kandydatów dwa razy mniej niż cywilizowany świat.

Z czego wzięły się te różnice?

- Być może chodzi tu o jakąś kulturową odmienność i brak tradycji kształcenia elit. Na pewno jakiś wpływ miała reforma, która wprowadziła gimnazja. 16-latkowie, którzy brali udział w badaniach, kończyli gimnazja. W szkołach podstawowych młodzież się jeszcze czegoś uczy, natomiast gimnazja to trzy stracone lata. Nie ma w nich żadnej selekcji elit, traci się dużo najlepszego czasu na zupełne nieróbstwo. Od kiedy dostajemy kandydatów po reformie gimnazjalnej, poziom ich wiedzy pogorszył się dramatycznie. Tak w przypadku matematyki, jak i wiedzy ogólnej. To nie jest podbudowana naukowo teza, tylko potoczna obserwacja. Jeżdżę po uczelniach w Polsce i wszędzie mówi się to samo.

Trzeba powiedzieć więc głośno: najwyższy czas zlikwidować gimnazja i wrócić do tego, co było. Albo zrobić siedmioletnią podstawówkę i pięcioletnie liceum.

Czy wprowadzenie egzaminów na studia może być sposobem selekcji?

- Jakie to ma znaczenie? Wprowadzenie dodatkowych egzaminów nie sprawi, że dobrych kandydatów będzie więcej. I tak musimy przyjąć tylu studentów, żeby przetrwać. Nie możemy sobie pozwolić, żeby studentów było mniej.

Co mogą zrobić uczelnie w tej sytuacji?

- Wołać do polityków: "Zróbcie coś". Prawdziwa reforma edukacji musi się zacząć na poziomie podstawówki, gimnazjalnym i licealnym. Wszystkie reformy, które próbuje się robić dla podniesienia poziomu w szkołach wyższych, to jest mieszanie w pustym naczyniu.

Czy obowiązkowa matura z matematyki, która będzie obowiązywać w przyszłym roku, coś zmieni?

- To krok w dobrym kierunku. Przynajmniej ci, co w I klasie liceum jeszcze nie wiedzą, co chcą robić z sobą dalej, nie będą mieli zaległości, kiedy potem zdecydują się studiować kierunki ścisłe. Ale potrzebujemy bardziej fundamentalnych zmian.

Co nam grozi, jeśli ich nie będzie?

- Będziemy produkować dla gospodarki specjalistów, którzy nic nie umieją. Z dyplomami, ale głupich. Będziemy mieli źle zaprojektowane mosty, skrzyżowania, źle zoperowane serca, niedouczonych nauczycieli. To nieuchronne, bo jeżeli dziś mamy dwa razy mniej przygotowanej do studiów elity wśród 16-latków, to nie możemy liczyć, że za 20 lat Polska będzie tak samo nasycona wykształconą kadrą jak cywilizowany świat. Tym bardziej że najlepsi wyjeżdżają na Zachód.

* Prof. Jerzy Marcinkowski jest wykładowcą w Instytucie Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego




Strona 1 z 2 • Znaleźliśmy 29 wyników • 1, 2

© 2009 - Ceske - Sjezdovky .cz. Design downloaded from free website templates