wynalazki techniczne XVIII wiek 

Widzisz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: wynalazki techniczne XVIII wiek





Temat: Prawdziwość świata Tolkiena

Po drugie primo, w XVIII wieku to już powstała maszyna parowa, co jest osiągnięciem technicznym daleko wykraczającym poza osiągnięcia Rzymu.

Wiki mówi:

James Watt w XIX w. wynalazł kocioł z małym otworem i wąską rurą, która prowadziła do mechanizmu. Poprzez mały otwór nalewało się wody i szczelnie zamykało kocioł tak, żeby jedynym możliwym wyjściem była rura.

Omsknąłeś się o jeden wiek
Wcale się nie omsknąłem. Po prostu Wikipedia bywa omylna i akurat ten temat ktoś, delikatnie mówiąc, schrzanił. Watt nie wynalazł silnika parowego, tylko go udoskonalił, opatentował i potem czerpał z tego sporze dochody. Silniki parowe działały już sporo wcześniej, o czym, jeśli trochę poszukać, można przeczytać w tej samej Wikipedii:

Atmosferyczny silnik parowy (zwany też silnikiem parowym Newcomena) był pierwszym praktycznie stosowanym silnikiem parowym. Urządzenia te wykorzystywane były na początku XVIII wieku w kopalniach Anglii i Europy do odwadniania kopalń.

Jeszcze trochę ciekawostek na temat silnika parowego można znaleŹć, oczywiście w Wikipedii , pod hasłem "James Watt":

James Watt (ur. 19 stycznia 1736 r. w Greenock, zm. 19 sierpnia 1819 r. w Heathfield) - brytyjski inżynier i wynalazca, konstruktor maszyny parowej.
(...)
Najważniejsze wydarzenia:
    l 1763 - pierwsze ulepszenia w silniku parowym Newcomena
    l
    l 1769 - opatentowanie wydzielonej komory skraplania
    l
    l 1774 lub 1775 - założenie wspólnie z Matthew Boultonem w Soho pod Birmingham pierwszej na świecie wytwórni maszyn parowych
    l
    l 1781 - wynalezienie zespołu przekładni do zamiany ruchu postępowo-zwrotnego na obrotowy (umożliwiło to zastosowanie silnika parowego w pojazdach)
    l
    l 1782 - zakończenie budowy parowego silnika dwustronnego działania - pierwszy przemysłowy silnik parowyl

Maszyna parowa, tak jak więszkość wynalazków technicznych, nie ma więc jednego ojca, a powstała na drodze dość długotrwałej ewolucjii. I powstała w XVIII wieku, nawet ta skonstruowana przez Watta



Temat: II Wojna Swiatowa - Przelom technologiczny


W ciagu calej swojej historii czlowiek nie dokonal
tak wielkiego skoku technologicznego jaki dokonal
sie w czasie 2 WS oraz tym co bylo po niej.


ejże... bez przesady!
a 19 wiek to co, niby nic nie wniósł??! :-
Uważam, że w XIX wieku odkryto więcej ważnych cywilizacyjnie rzeczy niż w
20. Na przykład: elektryczność (zastosowanie praktyczne), telegraf, kolej
żelazna w zastosowaniu masowym i praktycznym, samochód i początki
motoryzacji, telefon, maszyny analityczne (pierwowzory komputerów) i
kalkulatory, radio itd. W medycynie i naukach ekonomicznych i politycznych
sporo przełomowych odkryć było w XIX wieku.


Nalezy
takze pamietac ze przez wiele dziesiecioleci po wojnie
Niemieccy naukowcy oraz ich opracowania byly
wykorzystywane przez Rosje i USA az do dzisiaj.


Zgadza się. Ale co z tego, skoro odkrycia i wynalazki z wieków poprzednich
też są wykorzystywane aż do dzisiaj :-P
Taki już piękny los odkryć i wynalazków, że się je wykorzystuje... jeśli sa
dobre :-


Wiele osob moze wzruszyc ramionami i powiedziec
" i co z tego ? ". Ano wlasnie. Czy to nie dziwne ?
Przez setki , nawet tysiace lat nic sie nie dzieje az tu nagle
" ni z gruszki nie z pietruszki" taki nagly skok cywilizacyjny.


LOL, bez przesady. Od XVIII w cywilizacja ludzka się szybko rozwija
(przemysł i przemiany polityczne) co prowadziło do przyśpieszenia w wieku
XX. Wiek XXI bedzie jeszcze szybszy i jeszcze więcej wynalazków i odkryć
czeka na nas :)


Czego by nie powiedziec , katalizatorem tych przemian byl
Hitler oraz wywolana przez niego wojna. Dokladnie od tego
momentu mozemy mowic o naglym i postepujacym rozwoju
technicznym cywilizacji ludzkiej.


Nie aż takim nagłym... taką na przykład telewizję wynaleziono przed wojną,
ale faktem jest że w Niemczech i za Hitlera. Rzeczywiście połowa XX wieku
to był okres dużego przyspieszenia rozwoju naukowego i wymiany wielu nowych
technologii między cywilizacjami ( w sensie państw) Ale to dzięki
zagarnięciu przez USA i ZSRR technologii opracowanych przez Niemców, wraz z
ich naukowymi zasobami ludzkimi.







Temat: Fregata Sztandart
Nie mam w tej chwili książki Górskiego pod ręką, aby się upewnić, jednak być może dałoby się jego opis wytłumaczyć następującym tokiem rozumowania:
- fregata Sztandart była małą bałtycką fregatą z początku XVIII w. w tym sensie, że później budowano dużo większe, także na Bałtyku. Ponadto na przełomie XVII/XVIII wieku nazywano fregatami również okręty o budowie dwupokładowych liniowców, jeśli tylko były szybkie, a w głównej baterii miały działa o wagomiarze o rząd wielkości mniejszym niż na najsłabszych „prawdziwych” liniowcach. Oczywiście od takich fregat Sztandart była drastycznie mniejsza od początku swojego istnienia, a więc w tym sensie można ją nazwać małą. Ja miałem na myśli okręty jednopokładowe, a wśród nich, na początku stulecia i na Bałtyku, Sztandart była duża. Gorzej z tym powiązaniem z okrętami kaperskimi Augusta II, lecz może w tym przypadku autorowi nie chodziło o wielkość? Nasze okręty korsarskie miały istotnie zwalczać Szwedów w ścisłym sojuszu z Rosjanami, których August II był klientem i sojusznikiem. Miano je zbudować i wyposażyć pod naciskiem Rosji. Do działań o charakterze korsarskim nadawała się też oczywiście lekka (jednopokładowa) fregata Sztandart, zatem może chodziło o przyszłą współpracę operacyjną?
- rzeczywiście francuskie konstrukcje z około 1740 roku są przyjmowane standardowo jako pierwsze przedstawicielki fregat „nowego typu”. Kalendarzowo nie jest to prawdziwe, co dokładnie wyjaśnił Realchief. Lecz właśnie dopiero od tych żaglowców francuskich zrozumiano w pełni zalety nowego rozwiązania i zaczęto je coraz powszechniej kopiować, więc mimo wszystko słusznie – moim zdaniem - uważane są za pierwowzory. Aby narodziła się nowa jakość techniczna, nie wystarczy sobie coś tam „dłubać w domu”, choćby najgenialniejszego. Pojedyncze przypadki rozwiązań, za którymi ani nie poszły dalsze analogiczne, ani nikt się nimi nie zachwycił, a nawet czasem sam konstruktor nie widział i nie umiał podkreślić ich zalet czy innowacyjności, nie dają postępu. „Pierwszość” jest w takich przypadkach trochę podobna do „piervieństva” słynnego chłopa Połzunowa, co to wydumał w swojej wiejskiej chacie wszystkie możliwe wynalazki światowe, tyle tylko, że dopiero po ponad stu latach „odkryli” ich istnienie dzielni radzieccy komuniści.
Pozdrawiam, Krzysztof Gerlach



Temat: Drakkary szybsze od fali...
Jacek Kijewski napisał(a):
[quote]On Mon, 12 Feb 2007, Tomasz Konnak wrote:

No, na tyle długo, że niespodziewane najazdy na Skanię, Danię i
podobne, > z terenów byłego NRD były naprawdę niespodziewane i
niszczące. Mimo, że

W warunkach absolutnego braku dróg i 2 węzły kilkakrotnie przekraczały
możliwe do osiągnięcia prędkości lądowe.

No tak - tylko że strażnice są po to, żeby dawać sygnały dymne i
ogniowe, to już nawet starożytność znała.

Niewiele z tego wynika (przy gęstości zaludnienia i organizacji - lub
braku organizacji) państwowej. Być może jakieś strażnice były. Nieliczne.
[/quote]
Naprawdę chcesz powiedzieć, że w czasach od VIII do XI wieku na terenach
o jakich mówimy nie było organizacji państwowych? Ejże.... Były, były i
bardzo się obawiały niszczycielskich najazdów słowiańskich.

[quote]Dłuższa, napęd główny o większej mocy... znaczy, szybsza.

Serio? Kształt kadłuba się nie liczy? Galeon był szybszy od drakkara?

Zależy. W końcu to galeonami pływano, gdy już drakkary zanikły.
[/quote]
Oj tak, z innych powodów. Ale szybsze nie były. Poza tym drakkary były
używane przez kilka wieków, a galeony raczej szybko zanikły.

[quote]Sprowadzasz sprawę do porównania statków podobnych - a to właśnie
zupełnie inna koncepcja konstrukcji.. A przynajmniej tak wynika z
tych strzępów informacji. Można, rzecz jasna, podejść do tego w taki
sposób, ze to bujda na resorach a łodzie pływały słabo - ale to jednak
ryzykowne i ja bym sie nie odważył teraz... A poza tym, to kładzie od
razu wszelką dyskusję...

Moment, starożytne okręty z napędem wiosłowym to jest temat do
porównania. Po prostu z człowieka nie wyciśniesz więcej mocy.
[/quote]
Z człowieka nie. Ale drakkary, z tego co czytałem, z wiatrem osiągały
prędkości kilkunastu węzłów, czego o greckich okrętach nijak się nie da
powiedzieć. Z wiatrem i na fali. W warunkach morza Północnego,
Bałtyckiego i Atlantyku.

[quote]Oki, czyli wszelkie repliki nic nam nie powiedzą, bo to jednak są
współczesne łodzie. Niezależnie od starań tych, którzy
rekonstruowali... No to chyba EOT w tej sytuacji.

Wszelkie repliki powiedzą nam tylko to, co osiągnęli budowniczowie tych
replik. A budowniczowie bardzo chcą by uwierzyć, że oni robili to, co
dawni ludzie.
[/quote]
Znaczy co? Nie rekonstruować, nie próbować, nie testować bo i tak to
OKDR można rozbić, tak? A ja bym chciał, żeby jednak ktoś takie badania
przeprowadził. Tak rzetelnie, jak potrafi i jak mu sie uda. Szanse na
znalezienie kompletnej łodzi słowiańskiej, z osprzętem i obsługą, są
dośc mizerne, trzeba kombinować. A w nauce jak w nauce - można coś
zrobić dobrze a można źle. Facet od Brendana się nieźle postarał.

[quote]A to, że mogli robić, nie znaczy wcale, że robili. Technologia XVIII
wieku pozwalała na zbudowanie karabinu maszynowego, a jednak takowych
nie budowano. Wszystko, co potrzebne (technicznie) do wynalazku
tranzystora było gotowe w połowie XIX wieku. I tak dalej.
[/quote]
Mhmmm, ale drakkary istniały i bardzo dużo na nich żeglowano. Dużo i
daleko. Dalej o wiele, niż w starożytności. I po wodach jakby bardziej
burzliwych.

[quote]Brendan może pływał do grzbietu wieloryba, może nie pływał. Udowodniono,
że zawsze pływać mógł. Sprawdzić, czy nie ksiądz.
[/quote]
A greckie trójpokładowce to istniały? Bo może jednak nie...

[quote]nie wiem, czy Ci przyczepniak 15 KM wyjdzie z całej obsady :) W dodatku
przyczepniak o urodzie wietieroka: jak się nagrzeje, to odmawia pracy.

I żadne pompowanie bąbelków pod kadłub nie miało większego znaczenia.

Przeprowadziłeś badania, że tak autorytatywnie?

W sumie tak, empiryczne. Pływając latami. Jak masz dno dalekie od
doskonałości, to jakiekolwiek sztuczki, od smarowania go masłem po
smarowanie teflonem są OKDR.
[/quote]
A pokrywałeś dno smołą kiedyś?

--
Pozdrawiam
T.K.



Temat: Drakkary szybsze od fali...
On Mon, 12 Feb 2007, Tomasz Konnak wrote:

[quote]No, na tyle długo, że niespodziewane najazdy na Skanię, Danię i podobne,
z terenów byłego NRD były naprawdę niespodziewane i niszczące. Mimo, że

W warunkach absolutnego braku dróg i 2 węzły kilkakrotnie przekraczały
możliwe do osiągnięcia prędkości lądowe.

No tak - tylko że strażnice są po to, żeby dawać sygnały dymne i ogniowe, to
już nawet starożytność znała.
[/quote]
Niewiele z tego wynika (przy gęstości zaludnienia i organizacji - lub
braku organizacji) państwowej. Być może jakieś strażnice były. Nieliczne.

[quote]Dłuższa, napęd główny o większej mocy... znaczy, szybsza.

Serio? Kształt kadłuba się nie liczy? Galeon był szybszy od drakkara?
[/quote]
Zależy. W końcu to galeonami pływano, gdy już drakkary zanikły.

[quote]Sprowadzasz sprawę do porównania statków podobnych - a to właśnie zupełnie
inna koncepcja konstrukcji.. A przynajmniej tak wynika z tych strzępów
informacji. Można, rzecz jasna, podejść do tego w taki sposób, ze to bujda na
resorach a łodzie pływały słabo - ale to jednak ryzykowne i ja bym sie nie
odważył teraz... A poza tym, to kładzie od razu wszelką dyskusję...
[/quote]
Moment, starożytne okręty z napędem wiosłowym to jest temat do porównania.
Po prostu z człowieka nie wyciśniesz więcej mocy.

[quote]Ale to nie są zdjęcia łodzi średniowiecznej, to są zdjęcia zbudowanej w
połowie XX wieku na potrzeby ekspertymentu konstrukcji. Budowanej z
absolutnie i najwyższej jakości materiałów, pracowicie szukanych po kilku
krajach.

Oki, czyli wszelkie repliki nic nam nie powiedzą, bo to jednak są współczesne
łodzie. Niezależnie od starań tych, którzy rekonstruowali... No to chyba EOT
w tej sytuacji.
[/quote]
Wszelkie repliki powiedzą nam tylko to, co osiągnęli budowniczowie tych
replik. A budowniczowie bardzo chcą by uwierzyć, że oni robili to, co
dawni ludzie.

A to, że mogli robić, nie znaczy wcale, że robili. Technologia XVIII wieku
pozwalała na zbudowanie karabinu maszynowego, a jednak takowych nie
budowano. Wszystko, co potrzebne (technicznie) do wynalazku tranzystora
było gotowe w połowie XIX wieku. I tak dalej.

Brendan może pływał do grzbietu wieloryba, może nie pływał. Udowodniono,
że zawsze pływać mógł. Sprawdzić, czy nie ksiądz.

[quote]nie wiem, czy Ci przyczepniak 15 KM wyjdzie z całej obsady :) W dodatku
przyczepniak o urodzie wietieroka: jak się nagrzeje, to odmawia pracy.

I żadne pompowanie bąbelków pod kadłub nie miało większego znaczenia.

Przeprowadziłeś badania, że tak autorytatywnie?
[/quote]
W sumie tak, empiryczne. Pływając latami. Jak masz dno dalekie od
doskonałości, to jakiekolwiek sztuczki, od smarowania go masłem po
smarowanie teflonem są OKDR.

--
***********Jacek Kijewski, jacek@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *



Temat: "Polish diacritics -- how to?"


Czy mogę nieco, ale tylko nieco, rozszerzyć temat o ligatury? Mam takie
pytania:

1. Czy zawsze należy stosować ligatury? Czy są jakieś reguły?


Można odpwiedzieć trochę przewrotnie: zawsze wtedy, kiedy zawiera
je font w danym przypadku stosowany. Przewrotność polega na tym,
że trzeba wiedzieć kiedy można taki font zastosować. Nie było trudności
kiedy "robiło się w ołowiu". Kłopotu narobiły między innymi fonty
skalowalne. Bo to całe skalowanie to wielkie osustwo ;-) pismo
pięciopunktowe to nie jest o połowę zmniejszone pismo dziesięciopunktowe.
Aby było czytelne musi być przynajmniej zwiększony odstęp między znakami
co często implikuje rezygnację z ligatur.
Niektóre współczesne fonty (bezszeryfowe zwłaszcza) nie wymagają
stosowania ligatur, choż często je zawierają dla zachowania zgodności.
Z oczywistych względów odpadają pisma "monospace". Niekiedy
wielkie tytuły składa się jako lekko rozspacjowane - również bez ligatur.


2. Czy obok FI, FL, FF, AE można stosować także inne? Ostatecznie
można programowo przeanalizować tekst, znaleźć najczęściej
występujące złączenia i namalować sobie własne.


Pomieszałeś dwa pojęcia: (1) ligatury "ortograficzne", umotywowane
zasadami pisowni w danym języku czyli: AE, OE, ae, oe,  Ăź (ss). Pisząc
po polsku "geologia" oczywiście nie używa się dzisiaj ligatury "oe".
Ale jeszcze w XVIII wieku używano ligatury sz, coś jak niemieckie Ăź.
(2) ligatury "typograficzne" uwarunkowane pismem drukarskim.
Są to przede wszystkim: fi, fl, ff, ffi, ffl. Kiedyś bywało ich więcej, na
przykład st. Dzisiaj również niektóre pisma wymagają innych ligatur,
choć nie zawsze są w nie wyposażone. Nie chodzi tu częstotliwość
występowania, bo nawet jeden przypadek źle wyglądającej zbitki
nakazuje zaprojektowanie ligatury dla danego fontu (więcej o tym
innym razem).


3. Dlaczego w krojach pism spotyka się tylko kilka ligatur? Czy to aby nie
wynika ze zwyczaju utrwalonego trudnościami technicznymi wykonania
czcionek metalowych?


Zupełnie odwrotnie. Czcionki od czasów Gutenberga raczej pozbywały się
ligatur niż je nabywały. Po prostu ich brak dla ówczesnych czytelników
był nie do przyjęcia, tekst byłby po prostu niezrozumiały. Z czasem dopiero
rozdzieliły się drogi typografii i kaligrafii (tym umownym terminem będę
nazywał nawet moje osobiste gryzmoły ;-).
"Trudności techniczne" sprawiły dopiero komputery, ściślej przejście
[maszyna do pisania] --[skład drukarski] czyli typografia w amatorskim
wydaniu. I dlatego dzisiaj czytuje się dyrdymały, o tym, że ligatur być nie
powinno.

* * *
Polecam zainteresowanie (choćby w celach szkoleniowych) się czymś
takim co się nazywa TeX, zwłaszcza ze stosowanymi tam fontami,
a jeszcze ściślej metrykami do owych fontów. Wiele znanych zkądinąd
problemów tam nie istnieje bo metryka fontu (tfm) może zawierać
wszystkie potrzebne informacje o ligaturach, kerningach, ligaturach
brzegowych, wirtualnie składanych akcentach, transliteracjach między
alfabetami i co sobie człowiek tylko zażyczy. Również Metafont umożliwia
projektowanie rodzin fontów do realizacji w różnej wielkości (czyli nie
skalowanych wprost).
Ponieważ TeXa i Metafonta znam długo i raczej dobrze, czego nie mogę
powiedzieć o nowych fontologicznych wynalazkach, może ktoś mógłby
podzielić się informacjami, czy są jakieś nowe pomysły aby fontami PS
czy TTF można było w jakiś bardziej "user friendly" poprawnie złożyć
sobie tekst na przykład ekstremalnie małym stopniem.





Temat: Magia vs. Technika
Ostatnio na innym forum nawiedził mnie taki spór dotyczący takiego starego jak świat twierdzenia, że postęp techniczny zabija magię.

Chciałbym, żebyście się odnieśli do tego zagadnienia - od takiej dosyć nietypowej strony...

Ja bowiem w owej dyskusji uznałem, iż to pseudotwierdzenie na temat współżycia magii i techniki to najbardziej ograny, najbardziej oklepany i najbardziej kłamliwy schemat jaki kiedykolwiek wymyślono w szeroko pojętej fantasy...

Kiedyś czytało się w prasie fantastycznej całe eseje i analizy na temat temat, które z uporem maniaka stały na pozycji iż jak jest postęp techniczny to magia musi wyginąć, a jak jest świat przepełniony magią to nie ma mowy o rozwiniętej technice w tym świecie. Oczywiście wskazywano przy tym całą masę pozycji literackich, które właśnie owo zagadnienie poruszały w ten sposób - żeby chociaż wymienić "Wody Głębokie Jak Niebo" (tak ten tytuł Brzezińskiej brzmiał? Tam gdzie wszystko robiło się dzięki spętywanym, wszechpotężnym demonom...) czy cykl o MacLeoda (Ages Of Light, House Of Storms itd.) o alternatywnym świecie ludzkości, która w XVIII wieku odkrywa kopalny Eter - tak potężny, że potrafi nawet załamywać prawa fizyki (powodując że np. przestają funkcjonować normalne prawa elektrostatyki, zaś cały przemysł staje się zdominowany o produkty oparte o Eter).

Tyle że to jest tylko jedna strona medalu - bo można spokojnie w fantastyce znaleźć pozycje z zupełnie odmiennego bieguna - gdzie jednocześnie istnieje przepotężna magia i zaawansowana technika i nauka, by nie szukać daleko - to chociażby Szerer Feliksa W. Kresa, gdzie nie sposób zrozumieć magii bez zaawansowane aparatu analitycznego nauk ścisłych (ze szczególnym uwzględnieniem matematyki i fizyki) a na morzach króluje średnio rozwinięta broń palna - z której nawzajem rozstrzeliwują się wielkie armady tamtejszych potęg morskich. A na dokładkę do tego mamy całe uniwersum rpg Warhammera - gdzie jeden i ten sam element przenikający do rzeczywistości - Chaos - jednocześnie daje potęgę zaklęciom potrafiącym odmieniać oblicze rzeczywistości i napędza postęp technologiczny, którego owocami są wąsko dostępne krasnoludzkie maszyny parowe czy szeroko rozpowszechniony na polach bitew proch strzelniczy.

I moja konkluzja na ten temat była taka, że twierdzenie o antagonizmie między magią a postępem technicznym jest chybione. Można mówić co najwyżej o KONWENCJI - czyli UMOWIE.

Jak ktoś sobie założy (czyli UMÓWI się - ze sobą samym jako twórcą, ze swoimi fanami-czytelnikami czy użytkownikami systemu rpg - mówią oczywiście w przenośni - nie chodzi mi o to, że ma podpisać jakąś umowę cywilno-prawną) że jego świat będzie super-magiczny i zero-techniczny - do tej pseudoteorii właśnie dorobi sobie swoje uniwersum literackie czy rpgowe, jak ktoś założy na odwrót - to technologia w jego świecie będzie zabijać magię - ale także jak ktoś sobie wymyśli świat gdzie oba elementy koegzystują, ulepszają lub napędzają siebie nawzajem - te też coś takiego sobie zmontuje. Bo założy sobie taką konwencję...
Nikt natomiast nie ma prawa uzurpować sobie twierdzenia, że w fantasy nie może istnieć zaawansowana technika obok wielkiej magii - bo to nie jest żadne prawo, twierdzenie ani teoria literacka dotycząca tego gatunku. Ktoś kiedyś sobie coś takiego ubzdurał - nie wiem po co i dlaczego (może był sentymentalnym konserwatystą któremu żal.pl rzyć ściskał, że w naszym świcie nauka, postęp i myśl wyzwolona wyparła teologię, pseu-magię i szarlatański mistycyzm?) - a potem zaczął przekonywać do tych swoich żabek na siłe innych i nawet mu się udało sporą liczbę osób ogłupić tym śmiesznym twierdzeniem, tak że do dziś można się z nim spotkać jako rzekomym argumentem w dyskusji...

Dlaczego podnoszę tą kwestię? Ano dlatego, że spotkałem się z osobami, które zajadle krytykowały choćby Kresa czy WFRP właśnie za to że do świata fantasy wprowadza technologię (głównie o ten nieszczęsny proch strzelniczy chodziło) - usilnie szafując owym pseudo-twierdzeniem o antagonizmie magii i techniki, co było praktycznie jedyną ich linią obronny.

Jakoś nie chcieli - nie wiem czemu - uznać prawa twórcy do dowolnego kreowania KONWENCJI swojego świata fantasy przedstawionego bo dla nich owo twierdzenie urosło do rangi jakiegoś pseudo-naukowego dogmatu w fantastyce

Z niego także wyprowadzali tezę iż do żadnego fantasiaka nie wolno wprowadzać ani latających statków na hel i wodór (jak u Rosiskiego-Van Hamme w Thorgalowej "Krainie Qa") ani prochu strzelniczego, a już broń boże żeby ktoś w swoim świcie tchnął życie w jakieś "szalone", nigdy nie zrealizowane wynalazki Leonarda - jak drewniany czołg, gigantyczna kusza czy wirowiec lub szybowiec.

A jak wy się zapatrujecie na tą kwestię? Jesteście fanatycznymi wyznawcami i obrońcami owej TEZIE O ANTAGONIZMIE? A może też uważacie że to tylko KONWENCJA jak ktoś sobie w danym fantasy (książce, rpg, grze na kompa czy czymkolwiek innym) założy? A może uważacie coś innego? [jakkolwiek osoby, które nic nie uważają, pier..lą to całe fantasy i jego żal.pl-problemy - prosiłbym jednak o niewypowiadanie się w tym topicu ]

© 2009 - Ceske - Sjezdovky .cz. Design downloaded from free website templates